środa, 23 kwietnia 2014

Moment For Me Rozdział 40


                                                                           Starałam się o tym wszystkim nie myśleć, ale to było zbyt ciężkie. Kiedy byłam w towarzystwie innych ludzi naklejałam na twarz sztuczny uśmiech, tak aby nie było widać moich „problemów”. Nie miałam się z czego cieszyć. Za chwilę miałam wejść do gabinetu lekarskiego. Wcześniej zaś dowiedziałam się o wynikach z konkursu. Miałam cichą nadzieje, że może jednak coś wygram. Jednak nagroda była tylko jedna, a kto ją wygrał? Nie chce nawet wymawiać tego imienia. Określenie i miano wrednej suki z liceum już miała. Wystarczy tylko to, a każdy wie o kogo chodzi. Nie widziałam jej pracy, ale skoro wygrała musiała być niesamowicie zdolna. Chociaż nigdy jej nie widziałam w pracowni artystycznej. Dziwne, nieprawdaż? Z samego rana dostałam telefon od miłej pani z recepcji. Kazała się wstawić po odbiór badań. Jakby nie mogli znowu ich przesłać, przecież to by było prostsze. Korytarz był pusty, a ja siedziała tam już jakieś czterdzieści minut. Kazali czekać, więc czekałam. Nie miałam innego wyjścia.
- Pani Rivers. – Kobieta promiennie się uśmiechnęła i kazała wejść do środka. Tak też zrobiłam. Gabinet był cały biały, mdliło mnie na ten widok. Od razu mi się kojarzył ze strzykawkami. Brrr.
- Jest pani sama? – Usiadłam naprzeciwko mężczyzny, który miał przyczepioną plakietkę ze swoim nazwiskiem. Był doktorem, którego o dziwo nigdy wcześniej nie widziałam. Miał może czterdzieści lat, a na jego głowie były tylko czarne gęste włosy, bez siwizny. 
- Tak. Tylko mam prośbę. Proszę mi mówić po imieniu, nie jestem aż tak stara. - Nie lubiłam, kiedy wszyscy tak do mnie mówią. Pani. Pani. Byłam tylko dziewczyną, która miała skończone osiemnaście lat, a nie kobietą w podeszłym wieku.
- W porządku Charlie. – Uśmiechnął się. – Chciałbym o czymś z tobą porozmawiać.
- Chodzi o wyniki badań? Nie rozumiem dlaczego miałam je powtarzać?
- Chcieliśmy się upewnić w pewnej sprawie. Na początku myślałem, że to jakieś nieporozumienie. Jednak kiedy je powtórzyłaś wszystko się zgadzało.
- Do czego pan zmierza?- Byłam zaniepokojona. Czy to oznaczało, że byłam poważnie chora? Oczywiście, zdarzało mi się omdleć. Jednak to było nic poważnego. Zasłabnięcia i tylko tyle. Żadnych wymiotów, gorączki, nic innego.  
- Jest osoba, która mogłaby być przy tobie?
- Tak. Tylko, moja mama pracuje. Wolałam jej oszczędzić niepotrzebnych wizyt w szpitalu.
- Obawiam się, że to będzie nie możliwe. Wolałbym, abyś jednak przyszła z nią tutaj.
- Panie doktorze, proszę mówić. – Chciałam się jak najszybciej dowiedzieć i wyjść. Zaczynało mi się robić niedobrze od tego zapachu. Miałam prawo się dowiedzieć, co mi dolega. Nie byłam przecież już dzieckiem.
- Twoja choroba jest bardzo skomplikowana, mianowicie masz niewydolność serca.
- Słucham? – W tamtym momencie nie wiedziałam co się dzieje. Lekarz, który siedział naprzeciwko mnie zaczął mi wszystko tłumaczyć. Jednak wcale go nie słuchałam. Wiedziałam co to za choroba, wiedziałam z czym się wiąże. Siedziałam i cała się trzęsłam, nie mogłam się uspokoić. Łzy same napływały mi do oczu. Zaczęłam żałować, że przyszłam tu sama.
- W najgorszym przypadku będzie potrzebna transplantacja serca.
- To znaczy, że umieram? – Wyjąkałam.
- Musisz brać odpowiednie leki o wyznaczonej porze. Jeśli wszystko będzie dobrze, wszystko powróci do normy. Trzeba tylko czasu.
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie. – Syknęłam. – To wszystko prowadzi do śmierci, mogę umrzeć w każdej chwili prawda?
- To jest niewykluczone. Twoje serce nie jest tak silne jak kiedyś. Jednak będziemy o nie walczyć.
Siedziałam tam ponad godzinę. Truł mi o tym wszystkim, jak to wszystko przebiega. W pewnym momencie miałam ochotę wyjść i nie wracać. Miałam już dość jego wyrazu twarzy i tego w jaki sposób do mnie mówił. Wkurzał mnie i to bardzo. Cały czas powtarzał, jakie to ważne, abym następnym razem przyszła tu z kimś z rodziców. Był jeden problem, nie miałam ich. Miałam tylko mamę, zapracowaną mamę. Która także czasami nie wytrzymywała. Wiele razy kiedy wstawałam w nocy słyszałam jej płacz, ale nigdy nie reagowałam. Uważałam, że człowiek musi to wszystko z siebie wyrzucić. Wtedy musi być sam i sobie to wszystko poukładać. W Londynie już tego nie zauważyłam, nie słyszałam po nocach jej płaczu. Tak jakby poukładała to wszystko dzięki przeprowadzce. Może tam zostawiła wszystkie swoje problemy. Skulona siedziałam na jednym ze szpitalnych krzeseł. Nie chciałam wracać do domu i się fałszywie uśmiechać. Tutaj za pewne nikt nie miał zamiaru mnie szukać. Potrzebowałam samotności. Nie wiedziałam jak mam powiedzieć o tym wszystkim mojej rodzicielce, bałam się. Nie chciałam jej martwić i może nie powinnam. Jednak to w końcu moja mama, powinna wiedzieć. Sama nie wiedziałam co będzie dobre. Mówienie jej o tym czy milczenie.
*** Z perspektywy Harrego ***
Wieści szybko się rozchodzą nie tylko w małym mieście. Mimo tego, że Londyn był wielki tutaj także wszystkie można było się dowiedzieć w dwie sekundy. Rose chwaliła się wszystkim na prawo i lewo. Tylko byłem ciekawy ile z tego wszystkiego było prawdą. Chciałem się tego wszystkiego dowiedzieć, ale byłem zbyt zajęty. Czym? Bzdetami, albo i nie. W tamtym momencie musiałem pomóc Naomi. Coraz bardziej się do siebie zbliżaliśmy. Tylko nie w intymnym sensie. Była dla mnie przyjaciółką, którą niedawno poznałem. Kiedyś nawet bym nie pomyślał, że to właśnie z nią będę tyle rozmawiał.
- Naprawdę nie wiem co mam robić. – Przez ostatni czas była przygnębiona. Nie dało jej się nawet rozśmieszyć. Problem tkwił bardzo głęboko, mianowicie chodziło o jej rodziców. Głównie o ojca.
- Nic już nie zrobisz, po prostu musisz to przeczekać.
- Tylko, że to nie jest takie proste. Sam dobrze o tym wiesz.
- Tak, dlatego właśnie rozmawiasz ze mną. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Zawsze ci pomogę, choćby nie wiem co. Cokolwiek by się działo masz od razu do mnie dzwonić, jasne?
- To brzmi jak pożegnanie. – Skrzywiła się.
- Tak, do jutra. – Uśmiechnąłem się niepewnie.
- Też powinnam już iść. Mam tylko jeden wielki dylemat.
- Dalej im nie powiedziałaś? – Byłem zdziwiony. Po to miała przyjaciółki, aby z nimi rozmawiać. Obiecała, że powie. Jednak nie powiedziała kiedy.
- Nie i nie wiem jak mam to zrobić. Same mają problemy, a ja im tylko ich dołożę. Nie chce być ciężarem, dla nikogo.
- Nie jesteś, a na pewno nie dla nich. Nie wierze, że to mówię. Ale chyba właśnie na tym polega przyjaźń. Trzeba sobie zaufać, prawda?
- Tak, tobie zaufałam.
****
Do domu wróciłem nieco później, niż się tego spodziewałem. Wszystko przez jakiś wypadek w centrum miasta. Stałem w korkach może jakieś dwie godziny. Nienawidzę tego. Czekanie w samochodzie i słuchanie klaksonów to najgorsze co może być. W mieszkaniu panował straszny bałagan. Na środku korytarza stały trzy walizki, a na górze ktoś coś przestawiał. Codziennie ktoś lub coś mnie zaskakuje. Tylko tym razem miałem nadzieje, że to będzie miła wiadomość.
- Halo! – Krzyknąłem. – Jest tu kto? Lou!?
- Tutaj! - Poszedłem w stronę salonu, skąd dobiegał jego głos. Siedział na podłodze i przewracał w papierach. – Widziałeś mój paszport?
- Nie. Po co ci paszport? – Zgasiłem jedną z lampek nocnych. Chyba zapalił wszystkie żarówki jakie tylko można było. Usiadłem na kanapie i czekałem na jakąkolwiek odpowiedź.
- Wylatuje do Meksyku. – Oznajmił ze spokojem, a ja byłem nieco zmieszany. Zacząłem się śmiać, ale kiedy popatrzył na mnie z tą swoją wściekłą miną od razu mi się tego ode chciało.
- Nie rozumiem, wybacz. – Uśmiechnąłem się.
- Tam jest Eleanor Harry. Wiem to, jestem przekonany.

- Dalej bawisz się w detektywa? – Byłem już tym wszystkim poirytowany. Cały czas o tym gadał. Na jaki trop wpadł, a w pokoju miał wielką mapkę z miejscami gdzie mogli ją przetrzymywać. To była jak jakaś choroba, której nie do końca rozumiałem. Jednak to chyba nazywa się miłość.
- Nie odpuszczę, dobrze o tym wiesz.
- Masz pewność? Przecież może jej tam nie być. W ogóle kto ci dał taką informacje? Ile musiałeś zapłacić co? – Zaczynałem się wkręcać w tą całą irytującą rozmowę.
- Nic nie zapłacił. Ona tam jest i to jest pewne. – Vanessa zeszła z kolejnymi walizkami. To mogło oznaczać tylko jedno. Wyjeżdża razem z Lou.
- Ah, no tak. Mogłem się domyśleć, że to ty mu ciągle mieszasz w głowie.
- Teraz ty się mnie czepiasz? Może wy się zamieniacie ciałami co? – Zaśmiała się. – Pierw Lou się wkurza, teraz ty. Może na mnie kolej?
- Dobra przestańcie! – Lou zerwał się z podłogi. – Musimy już iść, bo zaraz odleci nasz samolot.
- Nie jest za późno? – Było kilka minut przed północą, a przecież mogli wylecieć na drugi dzień. Skoro tak bardzo chcieli…Jednak ja byłem i tak temu przeciwny. Wiedziałem, że nic nie znajdą. Nikogo.
- Jutro będzie za późno. – Szorstki głos Nessy zniechęcił mnie do jakiegokolwiek słowa. Postanowiłem, że w ogóle się nie będę odzywał. Siedziałem i patrzyłem jak panikują czy zabrali wszystko. Jak nakładają na siebie kurtki i mi machają. Uśmiechnąłem się i zamknąłem za nimi drzwi. Miałem cały dom dla siebie, powinienem się cieszyć. Jednak tak nie było.
*** Z perspektywy Charlie ***
- Naprawdę się boje. – Cały czas płakałam. Zdobyłam się na odwagę i jej powiedziałam. Na początku nie mogła uwierzyć, ale kiedy zobaczyła wyniki badań zrozumiała.
- Pójdziemy do innego lekarza Charlie. Wszystko się ułoży, zobaczysz.
Pocałowała mnie w głowę i położyła się obok. Chciała abym zasnęła. Jednak ja nie potrafiłam. Zamykałam oczy, ale nie mogłam zasnąć. To był coś strasznego, cały czas myślałam, że mogę umrzeć. Bałam się tego. Kilka minut potem usłyszałam jak zamyka drzwi. Mogłam w końcu usiąść i spokojnie się nad tym wszystkim zastanowić. Może jednak to była kolejna pomyła? Tylko, że ile można się mylić. Do końca jeszcze to do mnie nie docierało, ale z czasem powinno. Nie mogłam tak dłużej siedzieć, to mnie doprowadzało do szaleństwa. Byłam pewna, że rodzicielka nie zajrzy już do mojego pokoju. Więc wstałam z łóżka i po cichu ubrałam się w „normalne ubrania”. Czarna bluza, czarne trampki, dosłownie cała byłam ubrana w jednym kolorze. Nie brałam nic, nawet telefonu. Chciałam pobyć sama, tak aby nikt mnie nie nękał. Kiedy wyszłam od razu skręciłam w prawą stronę. Nie wiedziałam czemu tam idę, bo przecież w tamtej części mieszkał Harry. W tamtej okolicy kiedyś się do mnie dobierał, to tam mieszkają ci przerażający ludzie. A ja tam właśnie szłam, ubrana jak przestępca. Jednak w tamtej chwili mnie to nie obchodziło. Tylko może nie chciałam być sama? Może potrzebowałam przyjaciela, a w tamtej chwili Harry był tym z którym znowu mogę porozmawiać. Miałam jeszcze Danielle, ale ona też była zajęta swoimi problemami. Skręciłam w kolejną uliczkę, w tą w której mieszkał loczek. Stanęłam przy jednym z murów i przyglądałam się wejściu do jego domu. Miałam ruszyć i tam wejść. Zawahałam się.  Drzwi się raptownie otworzyły, a z nich wybiegł Harry. Był zdenerwowany. Zaczął iść w stronę parku, a ja nie stałam w miejscu. Nawet nie wiedziałam czemu to robię, ale poszłam za nim. Starałam się, aby nie zwrócił na mnie uwagi. To nie było trudne, bo szedł strasznie szybko. Był zbyt poddenerwowany aby dostrzec, że za nim idę. Nie mogłam powiedzieć, że go śledzę. Przecież nic takiego nie robiłam. Prawda?
- Spokojnie. – Podbiegł do jakiejś dziewczyny, a ta od razu rzuciła mu się w ramiona. – Zrobił ci coś?
- Zdążyłam uciec. – Jej głos był niewyraźny. Przepełniony żalem i gniewem. Wiedziałam, że nie powinnam tego robić. Jednak z drugiej strony coś mnie trzymało. Czułam, że nie zaszkodzi jeśli jeszcze tu postoję. Nie myliłam się. Kiedy się odwróciła wiedziałam kim jest. Naomi. Tylko co robiła w środku nocy i to jeszcze w towarzystwie Harrego? Zaczęli się oddalać, a ja dałam sobie spokój. Usiadłam na trawie i próbowałam to wszystko złożyć do kupy. To co się działo w ostatnim czasie było dla mnie jednym wielkim szokiem. Od kogo ona uciekała? To było nurtujące pytanie, ale dla mnie ważniejsze było to dlaczego rozmawiała o tym z nim. Przecież miała nas, mnie i Danielle. Postanowiłam, że musimy to sobie wyjaśnić. Wszystko. Każda z nam miała jakieś tajemnice, jednak to nie miało najmniejszego sensu.

Kolejny w sobotę, jeśli będzie 30 komentarzy.
PS. Tylko prosiłabym, aby to nie były pojedyńcze słowa. Tak wiem jestem wymagająca :D

sobota, 19 kwietnia 2014

Moment For Me Rozdział 39



                       Nie było jej w szkole, nie odbierała telefonów. Naomi wcięło, zresztą nie pierwszy raz. Tylko tym razem postanowiłyśmy do niej puść. Stanęłyśmy pod bramą jej wielkiego domu i czekałyśmy, aż ktoś nam otworzy. Byłam zniecierpliwiona, bo ile można czekać.
- Może po prostu jej nie ma. – Danielle zaczęła rozglądać się po podwórku. Oczywiście mogła wyjść, ale dlaczego jej samochód stał przed domem? Byłam przekonana, że ona tam właśnie jest.
- Zaczekajmy jeszcze, może coś się stało.
- Co wy tu robicie? – Aż drgnęłyśmy. Byłyśmy skupione. Nawet nam na myśl nam nie przyszło, że Naomi może tak po prostu zajść od tyłu i nas przestraszyć.
- Przyszłyśmy do ciebie, nie było cię w szkole. – Zaczęłam mówić, a ona tylko wywróciła oczami.
- Co się dzieje?
- Nic, po prostu muszę zostać w domu. – Zaczęła się od nas oddalać i otworzyła furtkę. Chciałyśmy wejść, ale nawet nas nie zaprosiła. Po prostu zamknęła nam ją przed nosem.
- Nie pogadasz z nami?
- Przepraszam, ale nie możecie tam wejść. Zobaczymy się…potem. – Uśmiechnęła się sztucznie i pobiegła dalej. Delikatnie otworzyła drzwi i za nimi zniknęła. Tak jakby miała coś do ukrycia. 
- Rozumiesz coś z tego? – Skrzywiłam się.
- Nie, ale to było dziwne. Bardzo dziwne Charlie.
Wsiadłyśmy do samochodu i odjechałyśmy. Nie sądziła, że odprawi nas z kwitkiem, w końcu byłyśmy ze sobą na tyle blisko, że mogła nam powiedzieć co się dzieje. Nie chciała, albo nie mogła. Jednak ja stawiałam przy tym pierwszym.
- Podrzucić cię do domu? – Spytała, a ja pokiwałam głową. W sumie to nie wiedziałam czy chce tam jechać i znowu sama siedzieć. Jednak z drugiej strony musiałam ogarnąć ten cały burdel, przed powrotem mamy.
- Naomi nie chce nam nic powiedzieć. – Zaczęłam. – W takim razie może chociaż ty coś powiesz? Dlaczego zerwaliście?
- Dlaczego nie powiedziałaś, że jesteś z Niallem? – Uśmiechnęła się chytrze.
- Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie.
- To nie jest takie proste, my po prostu….sama nie wiem. Wtedy trochę mnie poniosło, zaczęłam flirtować z innym kolesiem. Wiem, nie powinnam. Tylko, że byłam piana i nie wiedziałam co robię. Liam to zobaczył i zaczął na mnie krzyczeć. Nie mogłam tego znieść i trochę się posprzeczaliśmy.
- Powiedziałaś mu to? Rozmawialiście w ogóle?
- Tak, ale nic dobrego z tego nie wyszło. – Była bliska płaczu. – Nie wiem jak mam z nim rozmawiać, unika mnie. A jeśli się spotkamy to nie widzę z jego strony żadnego entuzjazm u, tak jakby chciał tego rozstania.
- Nie mów tak. Na pewno się pogodzicie.
- Nawet nie wiem czy już tego chcę. Skoro ma być dla mnie taki szorstki to wolę być sama.
- Żartujesz? – Byłam zdziwiona jej słowami, nie sądziłam, że może coś takiego powiedzieć. – Byliście najcudowniejsza parą i za pewne dalej będziecie.
- Dobra, koniec tematu. Mów co między tobą, a Niallem? – Uśmiechnęła się, ale to był wymuszony uśmiech.
*** Z perspektywy Nialla ***
Nie mogłem uwierzyć, że mój ojciec jest taki chamski. Nawet nie raczył mnie poinformować o pieprzonym bankiecie, na który już zaprosił Rose. Tak, właśnie ją. Gdy tylko to usłyszałem, myślałem że wpadnę w szał. Zacząłem się sprzeczać, że za nic tam nie pojadę. Tylko, że sprawa była dosyć skomplikowana. Ojciec miał spotkanie, które miało być w niedziele. Żeby było jedno, ale nie. Potem miał się spotkać z Harrym na obiadku. Tak bardzo rodzinnie. Wkurzałem się na niego, bo tak nagle sobie o nim przypomniał? Gdybym był na miejscu Stylesa już dawno zerwałbym z nim kontakt. Bo po co komu taki ojciec, który się nie interesuje własnym dzieckiem. Do Miami miałem pojechać w piątek, a wrócić stamtąd w niedziele wieczorem. Kiedy wszystko miało się skończyć. Właściwie to miałem robić za organizatora i pilnować tak aby wszystko grało. Nie rozumiałem dlaczego inni tego nie mogli zrobić, przecież miał do tego ludzi. Byłem w drodze…właściwie to nie wiedziałem gdzie mam jechać. Po prostu chciałem się od niego uwolnić. Na wieść o tym, że ma zostać w domu przez najbliższe kilka godzin mnie odrażało.
- Halo? – Odebrałem telefon, jednak coś przerywało. Nienawidziłem kiedy coś szmera, wtedy jeszcze bardziej się wkurzałem.
- Niall!? – Ktoś po drugiej stronie słuchawki się darł. – Słyszysz?
- Tak, mów. – Wyciszyłem radio i wsłuchałem się w komórkę. – Mówiłem, że to zły pomysł. Tylko, że ona się upiera.
- O co chodzi?- Zayn czasami nie mógł dokładnie wszystkie wyjaśnić. Zaczynał praktycznie od końca, co nie było zbyt dobrym pomysłem.
- Perrie chciała, abyś przyszedł z Charlie na kolacje. Chciała ją bliżej poznać, zresztą nie tylko ona. Wiem, że to za wcześnie. Jesteście ze sobą, praktycznie bardzo krótko…
Zgodziłem się. I tak nie miałem nic innego do roboty, a taka kolacja mogła być całkiem dobrym pomysłem. Chociaż Perrie od początku nie była przekonana co do moich spotkać z brunetką. Trochę się obawiałem, że może wspomnieć coś o zakładzie. Tylko po co by to robiła, w końcu kiedyś sama została oszukana. Teraz jest szczęśliwa i nie ma do nikogo pretensji. To wszystko brzmi, jakbym robił dobrze. Nie jest tak, postępuje źle. Od samego początku, ale nie da się inaczej. Gdybym cokolwiek zrobił wszystko rozsypało by się na drobny mak, a tego na pewno nie chciałem. Zresztą nie tylko ja. Moje relacje z Charlie…wątpię żeby w ogóle jakiekolwiek były. Powinna wiedzieć, ale na pewno nie teraz. Może kiedyś, może w najbliższym czasie. Tylko po co ją ranić? Owszem zasługiwała na prawdę, ale to mogło wiele kosztować. Kolacja miała odbyć się jutro, co mnie cieszyło. Chciałem pobyć z nią dzisiaj sam na sam. Przytulić się do niej i odpocząć od tego wszystkiego. Byłem zmęczony tym wszystkim, ciągłym kłamstwem. Zaparkowałem pod jej domem i zanim cokolwiek zrobiłem musiałem się na chwilę zatrzymać. Czas nie mógł stanąć, ale ja owszem. Mogłem iść i udawać, że nic się nie stało. Tylko, że nie chciałem. To wszystko mogło ja zaboleć jeszcze bardziej, gdyby dowiedziała się od innych. Jeśli bym jej powiedział, może bolało by mniej? Stanąłem przed drzwiami i już miałem zaczynać rozmowę. Nie dałem rady, nie mogłem. Stała uśmiechnięta, ale z każdą sekundą jej wyraz twarzy się zmieniał. Robiła się smutna, bo ja taki byłem. Natychmiastowo się uśmiechnąłem i ją przytuliłem. Na początku czułem, że była zdziwiona tym gestem. Jednak odwzajemniła uścisk i nie puszczała. Może i jestem chłopakiem, który nie jest do końca szczery. Tylko też potrzebuje takiej chwili w której mógłbym odetchnąć. Przy Charlie właśnie tak się czułem, spełniony, szczęśliwy. Mógłbym w ogóle od niej nie odchodzić, potrzebowałem jej. Była dla mnie bardzo ważna, wręcz najważniejsza. Tylko dlaczego zdaje sobie z tego sprawę teraz? Kiedy mogę ją stracić. Nie wieżę, że tak łatwo mi to wszystko uchodzi. To co zrobiłem i to co robię. Mogłem siebie za to znienawidzić.
- Coś się stało? - W jej głosie mogłem wyczuć troskę. Uścisnąłem jej dłoń i jeszcze bardziej do siebie przytuliłem. – Niall?
- Nie, po porostu się za tobą stęskniłem.
- Rozumiem.
- Zayn zaprosił nas jutro na kolacje, chcesz pójść?
- Z przyjemnością. – Uśmiechnęła się.
- W porządku. – To jedyne co mogłem powiedzieć. Nie wiedziałem o czym mam rozmawiać. Cały czas wydawało mi się, że zaraz to wszystko wybuchnie. Postanowiłem wtulić się w dziewczynę i po prostu odpocząć, tak jak zamierzałem to zrobić za pierwszym razem.
*** Z perspektywy Charlie ***
Nie wiedziałam co go tak zmęczyło, ale nie zamierzałam mu przeszkadzać. Spał na siedząco, a ja ledwo się od niego uwolniłam. Trzymał mnie tak, jakbym miałam mu uciec. Nie zamierzałam tego robić, ale widocznie blondyn miał inne zdanie. Podeszłam do okna i obserwowałam jak krople wody ściekają po szybkie. Po pięknej pogodzie nie pozostało śladu, na zewnątrz był okropnie. Na szczęście nie było burzy, tylko sam deszcz. Nie mogłam się doczekać wycieczki do Paryża. Nigdy tam nie byłam, ale zawsze chciałam zobaczyć to miasto w deszczu. Nie wiem skąd to się wzięło, ale takie było moje małe marzenie. Dość dziwne, ale w końcu oryginalne. Drgnęłam. Byłam tak zamyślona, że nie usłyszałam jak idzie w moją stronę. Poczułam jego zimne usta no moim obojczyku. Delikatnie złożył pocałunek na moim rozgrzanym ciele i mnie objął.  
- Jesteś dzisiaj taki spokojny. –Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Wolisz jak jestem bardziej rozrywkowy? – Szepnął.
- Uwielbiam cię pod każdą postacią.
- Nawet taką? – Po tych słowach zaczął mnie całować. Jego ręce krążyły po moim ciele, a usta błądziły po szyi. Czułam jak z każdym pocałunkiem zostawia po sobie ślad.
- Mhmm. – Mruknęłam.
Obróciłam się do niego przodem i w końcu mogłam zauważyć jak się uśmiecha. Jednak w jego oczach widziałam coś zupełnie innego. Strach? Nie chciał mi o czymś powiedzieć, czułam to. Wiedziałam, że coś jest nie tak. To było do niego nie podobne, zachowywał się inaczej. Niall którego znam śmiał się i nie przestawał uśmiechać. Ten, który stał przede mną nie miał humoru i był przygnębiony. Dłonią dotknęłam jego twarzy, a usta delikatnie musnęłam. Był idealny pod każdym względem. Czułam jak jestem pod wpływem, to co się działo był nie do wyjaśnienia. Mogłabym tak stać godzinami, bez słów. Byliśmy wtuleni w siebie i milczeliśmy. Tak jakby czas się zatrzymał, tylko dla nas. Tylko dla naszej dwójki. Zbliżyliśmy się do siebie, ale w nieco inny sposób. Nasze języki zaczęły współpracować, ale nie było to nachalne i doprowadzające do obrzydzenia. Delikatne pocałunki, które dawały cholernie dużo emocji. Było mi zbyt dobrze, aby to tak wszystko przerwać. Tego wszystkiego nie dało się nazwać zadurzeniem czy zauroczeniem, to było coś niezwykłego. Niestety nie trwało to zbyt długo, jak zawsze coś musiało nam przeszkodzić. Dzwonek do drzwi był denerwujący, a ten ktoś cały czas go naciskał.
- Może to nikt ważny.
- Może, ale muszę otworzyć. – Ostatni raz go pocałowałam i odeszłam. Byłam ciekawa kto się tak dobijał i czego ode mnie chciał. Kiedy otworzyłam drzwi nie mogłam wyjść ze zdumienia. Przede mną stała zmoknięta Rose. Nie miałam ochoty jej znowu widzieć, zwłaszcza teraz. Zaczęłam zamykać drzwi, ale ona była szybsza.
- Wiem, że jest u ciebie Niall. – Uśmiechnęła się chytrze. – Muszę z wami pogadać Charlie.
- Nie mamy o czym. – Spojrzałam na nią z pełną nienawiścią, ale chyba to nie podziałało. Wparadowała do środka pozostawiając po sobie mokre ślady.
- Niall!? – Darła się jak psychiczna. – Musimy pogadać!
- Co ty do cholery tu robisz?!
- Chyba nadszedł czas nie sądzisz? – Usiadła na kanapie i zaczęła się głupkowato uśmiechać.
- Wyjdź! – Blondyn wrzasnął, a ja aż drgnęłam. Serce coraz bardziej mi biło, zaczynałam się bać.
- No powiedz jej w końcu.
- O czym masz mi powiedzieć? – Chciałam spojrzeć mu w oczy, ale to nie było takie proste. Błądził nimi po całym pomieszczeniu, tak jakby bał się natchnąć na mój wzrok. Samo to źle wróżyło, wiedziałam, że coś jest nie tak. Czułam, że nie chce mi czegoś powiedzieć. Tylko co do tego miała Rose?
- Boisz się, że cię znienawidzi? – Zaśmiała się. – Prędzej czy później by musiała kochanie.
- Jeszcze raz powiesz tak do mnie…- Blondyn zaczął się do niej zbliżać, a ona śmiała mu się prosto w twarz. Tylko ja stałam jak ten kołek i nie wiedziałam co mam ze sobą począć.
- To co? Co mi zrobisz Niall? Wiesz dobrze, że nic nie możesz. Nawet twój ojciec mnie uwielbia, dlatego zaprosił mnie na ten bankiet, a nie ją.
- Wyjdź, proszę cię wyjdź stąd! – Blondyn był coraz bardziej wkurzony, byłam pewna, że zaraz wybuchnie. Tak jak taki wulkan.
- Masz ostatnią szansą, mówisz jej czy nie? – Znowu się zaśmiała. Myślałam, że nie wytrzymam i jej coś zrobię.
- Cholera Rose czego ty chcesz?! – Krzyknęłam.
- Czekałam na to. – Wstała i podeszła bliżej mnie. – Niall cię nie kocha, nigdy by nawet na ciebie nie spojrzał. To był zakład kochanie. Czysty zakład.
Na początku myślałam, że to jakiś kiepski żart. Zakład? Niby o co? O to, że się zakocham? Nie ruszyło mnie to, ani trochę. Rose była taka, mieszała wszędzie. Jednak kiedy spojrzałam na blondyna wszystko stało się inne. Cała ta sytuacja została postawiona w zupełnie innym świetle. Siedział na fotelu i nawet nic nie mówił. Głowę podpierał rękoma i nie spojrzał w moją stronę. Miałam nadzieje, że zacznie się śmiać. Tylko, że nic takiego nie miało miejsca.
- Niall? - Mój głos zaczynał się łamać. Blondyn nawet się nie uniósł kręcił tylko głową i coś sobie szeptał.
- Nie chciałem, to nie tak miało wszystko wyglądać.
- Czyli to wszystko to jedno kłamstwo? Kłamałeś…cały czas kłamałeś. – Moje policzki zaczęły robić się mokre. Nie mogłam powstrzymać płaczu, to wszystko działo się tak szybko.
- Nie! – Zaczął się do mnie zbliżać. – To nie tak…naprawdę.
- Wyjdź! Oboje wyjdźcie.
- Przykro mi. Naprawdę. – Ten komentarz z jej strony był zbędny. Wiem, że nie powinnam. Tylko, że nie mogłam się powstrzymać. Z całego serca jej nienawidziłam, a od teraz jeszcze bardziej. Była dla mnie okropną osobą, więc zasługiwało na to samo. Popchnęłam ją i upadła. Była przerażona, ale nie zbyt mnie to obchodziło. Usłyszałam tylko jak drzwi się zatrzaskują i to mnie zadowoliło. Jednak byłam pewna, że wyszli oboje.
- Nie znałem cię kiedy to wszystko się zaczynało. Potem się zakochałem, naprawdę. Było za późno, aby to odkręcić. Charlie, naprawdę przepraszam. To nie tak miało wyglądać…- Niedawno się całowaliśmy, a teraz ode mnie obrywał. Zasłużył na to. Moja ręka uderzyła w jego policzek.
- Myślałam, że to wszystko to coś niezwykłego. Naprawdę się w tobie zakochałam wiesz? Byłam naiwna, ale trudno. Wszyscy mnie przed tobą ostrzegali, kazali się trzymać od ciebie z daleka. Nawet cię dobrze nie znałam, a zaufałam. Nie mogę uwierzyć, że to wszystko to jedno wielkie kłamstwo. Nigdy się tak nie czułam. – Cały czas płakałam, nie mogłam się opanować.
- Ja… - Urwał. – Nie wiem co powiedzieć.
- Nie musisz. Por prostu wyjdź. Wyjdź stąd i nie pokazuj mi się więcej na oczy. Nie dzwoń, nie pisz. Nic nie rób. Żyj w swoim idealny życiu.
Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale go nie słuchałam. Pobiegłam na górę i miałam nadzieje, że mnie zostawi. Z minuty na minutę była coraz bardziej rozdarta. Bolało mnie to. Ten ból był cholernie silny i spowodowany tym, że nawet nie raczył mi sam o tym powiedzieć. Ciekawe czy ją tu też sam przyprowadził. Może ustalili to od samego początku? Tylko, co ja im takiego zrobiłam. Nic. Mścili się za nic. Zakochałam się, a on to wykorzystał. Jednak gdyby przyszła nieco później, mogłoby się to skończyć nieco inaczej. Mogłabym zrobić coś czego bym żałowała do końca życia, a tak przeboleje i po wszystkim. „To będzie bolało, cholernie bolało. To nie zauroczenie, zakochałaś się w dupku bez uczuć.”  Płakałam jak głupia, przez jednego chłopaka. Nie powinnam tak cierpieć, a to było tylko kilka minut. Założył się…tylko ciekawe jak to wyglądało. Zakład miał polegać na tym czy mnie zaliczy? A może chodziło o to abym potem nie mogła się pozbierać. Nie miałam pojęcia. Jednak wiedziałam jedno. Nasz „związek” nie należał do udanych.

Kolejny w środę :)

WESOŁYCH ŚWIĄT, A DLA GIMNAZJALISTÓW ZDANYCH EGZAMINÓW :D

wtorek, 15 kwietnia 2014

Moment For Me Rozdział 38


                       Od razu po lekcjach pojechałam do szpitala. Musiałam przecież zrobić badania, które wcześniej się nie udały. Przez ten cały czas towarzyszyła mi Danielle, na całe szczęście zgodziła się ze mną pojechać. Pobierali mi krew z cztery razy, a ja strasznie bałam się igieł. Nie wiedziałam dlaczego aż tyle razy mnie kłuli, ale najwidoczniej taka była potrzeba. Siedziałyśmy tam jakieś dwie godziny, a kiedy mnie wypuścili byłam po prostu padnięta. Tak jakbym przepracowała kilka dni, opadałam z sił. Kiedy dojechałyśmy do domu pierwsze co zrobiłam to poszłam do swojego pokoju i zasnęłam.
- Nie powinnaś już spać, bo co będziesz robiła w nocy? – Poczułam jak ktoś mnie obejmuje. – Jak się czujesz? Danielle mówiła, że nie najlepiej przyjęłaś te całe badania.
- Tak, całkiem mnie osłabiły. Jest jeszcze? – Byłam zakryta kocem i mruczałam coś pod nosem. Nawet nie wiedziałam czy mnie słyszy.
- Gotuje coś i muszę przyznać, że pachnie niesamowicie. – Przytulił się jeszcze bardziej, a mi zrobiło się cieplej. Chciałam się odwrócić, ale nie dałam rady. – Chciałbym cię dzisiaj zaprosić na kolacje, ale jeśli tylko będziesz na siłach.
- Jasne. – Uśmiechnęłam się sama do siebie. – Chyba powinniśmy zejść na dół.
Kiedy zaczęłam się podnosić strasznie kręciło mi się w głowie. Byłam strasznie osłabiona, ale nic dziwnego. Pobrali mi strasznie dużo krwi. W kuchni był przygotowany obiad, nie sądziłam że przyjaciółka umie gotować. Byłam zaskoczona, ale bardzo miło. O dziwo wszyscy się dogadywaliśmy, rozmawialiśmy i się śmieliśmy. Oczywiście powiedziałam brunetce o zaproszeniu, które pokazała mi Rose. Zrobiłam to kiedy Nialla nie było, jeszcze w szpitalu. Była nieco zdziwiona, ale na całe szczęście zachowywała się normalnie i nie naskoczyła na blondyna. Może to dlatego zaprosił mnie dzisiaj na kolacje, aby powiedzieć o tym bankiecie? Sama już nie wiedziałam. Minęło trochę czasu i zaczęłam się przygotowywać, Nialla już nie było. Musiał coś jeszcze załatwić.
- Chyba powinnam ci o czymś powiedzieć. – Zaczęłam. – Pogodziłam się z Harrym.
- Zaraz, zaraz. Co takiego? – Po raz drugi w ciągu dnia udało mi się wprowadzić Danielle w zakłopotanie. Była zaszokowana. – Harry? Dobrze usłyszałam?
- Tak. Gdyby nie to, że go pobili…
- Wziął cię na litość Charlie.
- Może i tak, ale brakuje mi jego.
- Nie zapominaj co ci zrobił, dobrze? – Przyjaciółka podała mi pierścionek. Nosiłam go od czasu do czasu, na ważniejsze „wydarzenia”. Był dla mnie bardzo ważny, a należał do mojej babci.
****
Czarny obrus, białe naczynia i piękny widok. Restauracja była nie na moim poziomie, było zbyt elegancko. Siedzieliśmy przy dużym stoliku, za dużym jak dla mnie. Dookoła nas wszystkie miejsca były zajęte. Podejrzewam, że każde miejsce musiało być rezerwowane kilka miesięcy wcześniej. Mój wzrok przystał na Niallu, który ubrany był w granatową koszulę i ciemne spodnie. Wyglądał na przejętego, cały czas dziwnie ruszał dłońmi.
- Denerwujesz się? – Spytałam nagle. – Jeśli chodzi o to miejsce, jest naprawdę piękne.
- Chciałem aby ci się spodobało. – Uśmiechnął się. – Tylko proszę powiedz jeśli coś będzie nie tak.
- Już jest w porządku, naprawdę.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej, że idziesz dzisiaj na te badania? Poszedł bym z tobą.
- Danielle mi towarzyszyła, poza tym dwie godziny czekania na korytarzu to nie jest nic ciekawego.
- Jeśli trzeba by było siedziałbym tam nawet trzy. – Uśmiechnął się. - Chodź. Muszę ci coś pokazać.
- A co z naszą kolacją? – Odparłam.
- Nie wystygnie, to tylko chwila. – Złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Szliśmy między stolikami, aż do końca korytarza. Blondyn otworzył szklane drzwi i weszliśmy na balkon. Ciemne niebo i tysiące małych światełek. Nie sądziłam, że z jednego miejsca można zobaczyć cały Londyn.
- Pięknie tu. – Dotknęłam barierki balkonu i zaczęłam się rozglądać dookoła. Nie mogłam się nadziwić, widok był niesamowity.
- Dlatego cię tu przyprowadziłem. Wiedziałem, że ci się tu spodoba. – Zbliżył się do mnie i odwrócił tak abym mogła spojrzeć w jego oczy. Delikatnie musnął moje usta i zaczął jeździć ręką po moim ciele. – Chciałbym, żeby to było prostsze.
- Co takiego? – Nie do końca jego rozumiałam.
- Nie mogę przestać o tobie myśleć, nie mogę się skupić. – Zaśmiał się. – Cały czas mam przed oczami ciebie, twoje cudowne oczy i ten wspaniały uśmiech.
- Przestań, bo się zarumienię. – Zażartowałam.
- Nie chce żebyś odbierała to jako kiepski żart. – Uśmiechnął się, a ten przyparł mnie do barierki. W innym wypadku myślałabym, że ten ktoś zechce mnie wypchnąć. Jednak w ramionach Nialla czułam się bezpieczna.
- Nie odbieram. – Uśmiechnęłam się.
- Po prostu chciałbym, abyś była szczęśliwa. Chciałbym być częścią tego szczęścia. Tylko nie wiem czy ty tego chcesz.
- Tak, zależy mi na tobie. – Wreszcie to powiedziałam. – Chciałabym spróbować Niall.
Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi, jednak jeden gest wystarczył. Ten pocałunek był inny, magiczny. Może dlatego, że po raz pierwszy wyznaliśmy co tak naprawdę do siebie czujemy?
- Zostaniesz moją dziewczyną? – Szepnął mi do ucha.
- Tak. – Uśmiechnęłam się.
Resztę wieczoru byłam zapatrzona w Nialla. Kiedy o czymś opowiadał cały czas patrzyłam w jego niebieskie oczy. Każde jego słowo miało niesamowicie wiele emocji. Uwielbiałam z nim dyskutować i przebywać w jego towarzystwie. Zjedliśmy przepyszną kolacje, ale równie dobrze mogłabym zostać z nim w domu i zajadać popcorn. Liczyło się tylko towarzystwo, nieważne jest miejsce. Kiedy wyszliśmy z restauracji na dworze rozpętała się burza. Byłam przerażona. Nienawidziłam jej i jednocześnie strasznie się bałam. Deszcz obijał się o szyby, tak jakby zaraz miał ją rozbić. Siedziałam skulona na fotelu w samochodzie i liczyłam na to, że zaraz to wszystko się skończy. Chciałam dojechać do domu, ale z drugiej strony tam zostałabym sama jak palec. Kolejny grzmot, a ja drgnęłam.
- Co jest? – Blondyn złapał mnie za rękę, a mi troszeczkę ulżyło. Cieszyłam się, że jest obok.
- Nienawidzę burzy.
- Ja się boje pająków. – Skrzywił się. - Kiedy wraca twoja mama?
- Pojutrze z samego rana. Dlaczego pytasz? – Spojrzałam w jego stronę.
- W takim razie zajmuje dzisiaj kanapę w salonie. – Uśmiechnął się. – Chyba, że nie chcesz.
- Oczywiście, że nie. Nawet nie pozwolę ci na niej spać, jest cholernie twarda.
- To mamy problem. – Zaśmiał się.
- Wiesz, że jutro jest wtorek? – Pokiwał twierdząco głową. – Mamy szkołę, poza tym nie chce ci robić kłopotów. Trzeba się przeciwstawić swoim słabościom.
- Nie ma mowy. Miałem cię wspierać tak?
Kiedy zamknęłam za sobą drzwi i zostawiłam daleko w tyle cały deszcz poczułam wielką ulgę. Jednak nie na długo, nie zdążyłam nawet nic zrobić. Światło w całym mieszkaniu zgasło. Usłyszałam jak coś leci i się przeraziłam.
- Wszystko w porządku? – Krzyknęłam.
- Tak…chyba. – Blondyn się zaśmiał.
- To nie jest zabawne. – Burknęłam. – Koło kominka są świeczki.  
Trochę minęło kiedy mogłam się w końcu położyć i odpocząć. Nie mogłam uwierzyć, że jestem z Niallem. To było nie do pojęcia i trochę musiało minąć, abym to do mnie trafiło. Blondyn spał w pokoju gościnnym, ale to nie miało znaczenia. Ciągle się bałam. Byłam już nakryta od stóp po sam czubek głowy, ale to nic nie dawało. W końcu postanowiłam zrobić to co zazwyczaj robię. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do tego w którym spał blondyn. Nie obchodziło mnie to co sobie pomyśli, po prostu chciałam się do kogoś przytulić i w spokoju zasnąć.
                  ***Z perspektywy Harrego***
Byłem zdenerwowany i cholernie niezadowolony. Dawno nie widziałem się ze swoim „ojcem”, a teraz znowu siedziałem w jego biurze. Zadzwonił i nagle kazał mi przyjechać. Na początku wcale się tam nie wybierałem, ale pod naciskiem Vanessy właśnie jemu uległem. Jeśli chodzi o to, czy z nami mieszka. Tak, dalej jest częstym gościem w mojej kuchni. Za to Louis prawie w niej nie bywa, stara się nas unikać jak ognia. Tylko, że długo z tym nie pociągnie. Prędzej czy później będzie musiał ze mną pogadać i czy to mu się podoba czy nie. Był moim przyjacielem do cholery.
- Słuchasz mnie?
- Co? – Podniosłem głowę w jego stronę. – A…tak.
- Naprawdę bym chciał, abyś przyszedł.
- Tak, przyjdę. –
Nawet go nie słuchałem, nie wiedziałem co sam mówię. Pokiwałem kilka razy głową i tyle tego było. No tak, na końcu wręczył mi jakąś kartkę. Nawet się w nią nie przyglądałem, schowałem do kurtki i tyle mnie widział. Spotkanie…nic niewarte. Zacząłem iść w stronę domu, dość długa droga. Rozglądałem się dookoła i nagle dostrzegłem dziewczynę. Siedziała na ławce…sama. Od razu do niej podbiegłem, a na jej twarzy można było dostrzec mały uśmiech. Nie powiedziała nic, więc sam postanowiłem milczeć.
- Dlaczego to wszystko jest takie skomplikowane? – Spytała, a ja nie potrafiłem udzielić prawidłowej odpowiedzi.
- Co się stało? – Złapałem ją za rękę, a ona zaczęła płakać. Nigdy nie widziałem jej łez, może to dlatego, że nigdy nie próbowałem jej pomóc, nigdy nie byłem z nią blisko, nigdy jej nie znałem. Kiedy się uspokoiła próbowała zakryć to wszystko sztucznym uśmiechem.
- Wszyscy myślą, że mają nie wiadomo jakie problemy. To nie prawda, nie powinni tak mówić.
- Tak, to jest dość bolesne. Każdy wszystko wyolbrzymia, tylko po to aby się nad nim litować.
- Nie chce żeby się nade mną litowali Harry.
- Nie będą. – Uśmiechnąłem się. – Dlaczego tu siedzisz…sama? Gdzie Charlie, Danielle?
- Nie wiem. Chciałam tu posiedzieć. – Naomi zamknęła oczy i zaczęła się śmiać. Nie wiedziałem dlaczego z nią siedzę, ale czułem że tak powinienem. Hmm…od kiedy taki jestem? Taki uczuciowy. Powinienem siedzieć w domu i posuwać jakieś dziewczyny, nieprawdaż? Może wcale taki nie jestem. Zrobiłem z siebie takiego, bo tak chcieli inni. Nigdy nie wiedziałem jaki chce być i to może być moim błędem. Tym głównym, takim życiowym.
- Myślałam, że to ja mam zajebiste życie. Tylko…zresztą po cholerę ja ci o tym mówię? – Wstała i zaczęła iść. Nie zostawiłem jej, poszedłem za nią. Wiedziałem, że musi z kimś pogadać. Może jeszcze o tym nie wiedziała, ale na pewno nie pozwoliłbym jej zostać samej. Ludzie pod wpływem emocji robią różne rzeczy. Ona była rozdarta, nie panowała nad sobą. 
- Wiem, że to banalnie zabrzmi. Ale możesz na mnie liczyć. – Uśmiechnąłem się.
- To nie brzmi banalnie. – Zaśmiała się. – Czasami takich słów potrzebuje najbardziej, zresztą nie tylko ja.

- To w takim razie zapraszam cię na kawę, będziemy mogli tam pogadać.
- W porządku, ale kupujesz mi ciastko. Tylko takie duże, wiesz abym mogła zatopić w nim swoje smutki.
***
Trzasnąłem drzwiami, ale niechcąco. Poczułem zapach, bardzo ładny. Ktoś coś smażył i nawet wiedziałem kto. Swoją kurtkę zostawiłem w przedpokoju i powolnym krokiem ruszyłem dalej. W telewizji leciał jakiś mecz, a na kanapie leżały damskie buty. To mi do siebie nie pasowało.
- Co na kolacje?! – Wydarłem się.
- Hej. – Nie wiedziałem czy mam zwidy. Przede mną stała Charlotte. We własnej osobie, ona.
- Cześć. – Powiedziałem niepewnie. – Dobrze cię widzieć.
- Mam nadzieje, że ci nie przeszkadzam. Louis mnie zaprosił. – Uśmiechnęła się.
- Louis? – Kolejne zdziwienie z mojej strony. – To ty gotujesz?
- Tak, a co zdziwiony? – Zaśmiał się. – Jej nie ma.
- Kazałeś jej się wynieść? – Czułem jak się denerwuje. – Ona nie ma gdzie pójść!
- Spokojnie Harry. Venessa poszła na jakąś imprezę.
Tym bardziej niczego nie rozumiałem, mówił tak spokojnie. Nie miałem pojęcia co się z nim dzieje, wpadł w jakiś trans? A może coś ćpał? Wyjaśnili mi chociaż jedną rzecz, Charlie przyszła bo spotkała Lou po szkole. Zaprosił ją, tak jakby nigdy nic. Zgodziła się i właśnie siedziała naprzeciwko mnie. Jadła z nami kolacje i się śmiała. Tak jakby w ogóle się ze mną nie pokłóciła, a potem pogodziła. Ciekawe co by było gdyby była tu jeszcze Nessa. Zachowywali by się tak samo? Wstałem od stołu i poszedłem do przedpokoju. Zapomniałem o swoim telefonie. Razem z nim wyjąłem również kartkę, którą dał mi ojciec.
„Mam nadzieję, że przyjdziesz. Obiad będzie w niedziele o czternastej. Możesz kogoś przyprowadzić.”
Patrzyłem na nią jak na swoje prawo jazdy w dzień odbioru. Moje zdziwienie było takie same, ale to raczej było bardziej zabawne. Kochany ojciec zaprosił mnie na obiadek. Do jego willi, do jego rodziny, do jego syna. Miałem jeść pieprzony obiad z Niallem??

Dodałam we wtorek wieczorkiem ^^
Kolejny w niedziele/sobotę jeśli będzie 30 komentarzy :)
Ps. Chce tylko poznać waszą opinię, na temat tego co piszę.