środa, 12 lutego 2014

Moment For Me Rozdział 20


                             Nienawidzę tego momentu, kiedy mam się ukrywać. Chować się przed samą sobą. Dzisiaj właśnie tak się czułam, liczyłam każdą minutę. Chciałam jak najszybciej wyjść ze szkoły i nigdy więcej do niej nie wejść. Niestety, takie marzenia się nie spełniają. Cały czas unikałam trzech osób. Harry. Niall. Rose. Nie chciałam ich nawet zobaczyć, nawet na chwilę. Ostatni dzwonek, sygnał że już czas na lunch. Z wielką chęcią bym nie poszła, ale musiałam. Komuś zachciało się ważnych komunikatów. Dwie minuty i było po wszystkim, a ja stanęłam w kolejce po obiad. Wzięłam do ręki czerwoną tackę i z półek zgarniałam jedzenie. Soczek, płatki i jogurt. Nic więcej nie potrzebowałam. Czy byłam głodna? Sama nie wiedziałam. Głód był rzadko odczuwalny, zwłaszcza w moim przypadku.  
- Oto jest nasza bohaterka. – Tak, właśnie od tego uciekałam. „Cholera, po co tu przyszłaś?” – Charlie, pochwal się wszystkim gdzie pracujesz.
- No dalej! – Krzyknęła. Nie odwracałam się, bałam że wybuchnę. Nie złością, a płaczem. – To w takim razie ja powiem. Charlie pracuje jako kelnereczka, ale kto wie, może zajmuje się czymś jeszcze. – Jej głos roznosił się po całej stołówce. Był pełen nienawiści do mnie.
- Serio?! – Druga osoba, którą próbowałam omijać odezwała się. – Z każdego musisz tak się naśmiewać? Zapomniałaś co kiedyś robiłaś i kim byłaś?
- Zamknij się Niall! To nie twoja sprawa i lepiej zajmij się swoim obiadem.
- Nie…to moja sprawa. Co ona ci zrobiła?
Czy ja dobrze słyszałam? On się za mną wstawił? Kłócił się ze swoją dziewczyną? Z tego wszystkiego zakręciło mi się w głowie, ale nie ruszałam się. Stałam wpatrzona w Rose i Nialla.
- To ty mi odpowiedz na to pytanie. Jeszcze nie tak dawno nie spojrzał byś na nią, a teraz…teraz jej bronisz. Co ci się stało kochanie? – Jej ręka powędrowała na jego klatce piersiowej, a on ją odepchnął. Wszyscy nie wiedzieli co się dzieje. Najchętniej wyszłabym, ale nie mogłam. Ledwo trzymałam się na nogach, a przed oczami miałam mgłę. Niestety nie było nikogo kto by mógł mi pomóc. Dziewczyny i Liam byli już dawno w domu. Zawsze kiedy są mi potrzebni, kończą wcześniej zajęcia.
- Nie pomyślałaś, że jesteś suką w odróżnieniu do niej? Niszczysz każdego kto ci się tylko nie podoba, albo się tobie przeciwstawi.
- Słucham? – Jej mina była bezcenna. – Co powiedziałeś?
- Oh…uraziłem ciebie? Jaka szkoda. – Każdy się śmiał, a Rose i jej świta była nieźle wkurzona. – KONIEC Z NAMI Rose. – Ręka blondynki powędrowała na policzek Nialla. Skrzywił się, ale po chwili wpadł w niekontrolowany śmiech.
- Nie masz prawa! Zostawiasz mnie dla niej? Dla tej…dla niej?!
- Nie powinno cię to obchodzić. Po za tym już dawno powinienem to zrobić Kochanie. – Jego ostatnie słowo było wypowiedziane z dużą ilością sarkazmu.
- Zniszczę ciebie i tą całą Charlie! – Zabrała swoje rzeczy i wyszła ze stołówki. Ludzie zaczęli krzyczeć i się śmiać. Wyglądało to tak, jakby się cieszyli, że Niall się od niej uwolnił. Od złej królowej, która teraz była znienawidzona przez wszystkich. Złapałam swoją kurtkę i po omacku wychodziłam z sali. Nie chciałam teraz z kimkolwiek rozmawiać, a wiedziałam że prędzej czy później Niall będzie chciał mnie namówić na rozmowę. W głębi duszy cieszyłam się, że tak postąpił, ale coś mnie niepokoiło. Dlaczego zrobił to teraz, dzień po przyjęciu? Kucnęłam przy jednej ze ścian i zaczęłam ciężko oddychać, było mi coraz bardziej słabo.
- Charlie?! – Zawsze się dzieje, tak jak tego nie chce. Obok mnie siedział blondyn, złapał mnie za rękę i mówił do mnie. Jednak ja nie potrafiłam nic powiedzieć. Cały czas kręciło mi się w głowie i nie miałam siły. Tak jakby całe ciało odmawiało mi posłuszeństwa. Byłam słaba i wykończona. Tylko dlaczego? To się działo tak szybko.
- Możesz wstać? – Było kilka minut po moim „ataku”. Niall zaproponował mi pomoc, a ja nie mogłam jej odrzucić. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu, ale bez jego pomocy nie było by to wykonalne. Pomógł mi wstać i oboje poszliśmy do samochodu. Nie odzywałam się ani słowem, nie chciałam. Po dwudziestu minutach dojechaliśmy na miejsce, a ze mną było jeszcze gorzej. Czułam się, jakbym zapadła w jakiś trans.
- Co się dzieje? – Czułam jego wzrok na sobie. – Charlie?
Złapałam za klamkę i próbowałam wysiąść. W domu miałam tabletki, które kiedyś mi pomagały. Wystarczyła tylko jedna i wszystko było jak wcześniej, czyli normalnie. Jednak to było bardzo dawno, nawet nie wiedziałam dlaczego je biorę i co mi konkretnie dolega. Czułam jak nogi mi się uginają. Blondyn złapał mnie za rękę i zaprowadził do środka. Usiadłam na krześle i w myślach szukałam tabletek.
- W górnej szafce obok lodówki…podaj mi koszyczek. – Powiedziałam zdecydowanie, a po chwili na blacie widziałam lekarstwa. Było ich sporo, ale pewnie większość i tak się nie nadawała do spożywania. Wzięłam brązowy pojemniczek i wysypałam dwie białe tabletki. Od razu je połknęłam i liczyłam na to że mi się polepszy.
- Może powinienem cię zawieść do lekarza? Nie obraź się, ale nie wyglądasz zbyt dobrze.
- Nic mi nie jest. Możesz już iść. Dziękuje. – Każde słowo wypowiedziane prze mnie było bez żadnych emocji.
- Nie zostawię cię samą w takim stanie. Kiedy wraca twoja mama?
- Jutro. Zaraz mi przejdzie Niall.
- No to zostaje do jutra. – Usiadł naprzeciwko mnie i patrzył się w moje oczy. Bezczelny.
- Może nie chce żebyś został. – Chciałam? A może nie. Nie potrafiłam się określić.
- Trudno, będziesz musiała się z tym pogodzić. Ledwo co chodzisz…nie chce żeby coś ci się stało.
To brzmiało…tak prawdziwie. Nic nie powiedziałam, wstał i odszedł do drugiego pokoju. Sam skończył temat. Nawet nie wiedziałam dlaczego. W całym mieszkaniu było strasznie cicho, tak jakby nikogo niebyło. Siedziałam i rozmyślałam, nad tym co się stało.
- Wiem, że to co się wydarzyło wczoraj nie było zbyt…
- Nie tłumacz się. - Przerwałam mu.

- Po prostu głupio wyszło.
- Tak Niall, zawsze tak wychodzi. Nie zauważyłeś? – Wiedziałem, że teraz wdaje się w kłótnie. Jednak nie obchodziło mnie to, było mi to obojętne. Nie mogłam pozwolić na to aby on znowu wygrał. Zawsze tak jest, ulegam. Każdemu.
- Wiem, że to może zabrzmieć dziwnie, ale może zaczniemy od początku? – W głębi duszy chciało mi się śmiać. Przecież już to słyszałam, od Harrego.
- Co chcesz zaczynać? Kolejne kłamstwa z twojej strony?
- Zerwałem z nią. – Próbował nawiązać ze mną kontakt wzrokowy. Unikałam jego oczu jak ognia, nie mogłam tego zrobić. Utonęłabym, a to by zepsuło wszystko. Cała moja złość odpłynęłaby. Oczywiście, że nie chce się z nim kłócić, ale tak po prostu mu wybaczyć? To by było zbyt proste. A może jednak.
- Słyszałam. – Moje słowa coraz bardziej były mętne i bez żadnego entuzjazmu. Chociaż ten ruch ze strony blondyna trochę mnie uradował.
- Może na zgodę zrobię coś do jedzenia? – Zmienił temat i zaczął się cieszyć jak głupie dziecko. Nie rozumiałam jego.
- Jak chcesz…pójdę wziąć prysznic.
Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. Delikatnie odsunęłam się od stołu i wstałam. Było lepiej, nie kręciło mi się w głowie, a przed oczami miałam normalny obraz. Nie patrzyłam w stronę chłopaka, tylko ominęłam go jak nieznajomego. W łazience pachniało wanilią, nawet nie wiedziałam skąd się wziął tam taki zapach. Odkręciłam kurek z ciepłą wodą i zaczęłam się rozbierać. Od razu poczułam ulgę, ciepła woda zaczęła delikatnie obmywać moje ciało. Tego właśnie potrzebowałam.
        ***Z perspektywy Nialla***
To wszystko nie miało tak wyjść, ale z drugiej strony byłem zadowolony. W końcu uwolniłem się od tej wiedźmy, tylko konsekwencje tego rozstania pewnie będą ogromne. Zwłaszcza dla Charlie, której nienawidzi. Nie rozumiałem dlaczego. Takiej dziewczyny nie dało się nie lubić. Na samą myśl, aż mnie skręcało. Spojrzałem na zegarek, minęła już godzina. Brunetka dalej nie wracała, a miała tylko wziąć prysznic. Zaniepokoiło mnie to i poszedłem sprawdzić co się dzieje. Na ścianach były obrazy. Jedne przedstawiały jakieś portrety, a drugie krajobrazy. Od razu przypomniało mi się pierwsze spotkanie z Charlie i to że rysuje. Byłem ciekawy jej prac.
 - Charlie? – Zawołałem. Nikt się nie odezwał.
Drzwi do jej pokoju były otworzone na rozcież, więc postanowiłem sprawdzić czy może jej tam nie ma. Od razu na mojej twarzy zagościł uśmiech. Dziewczyna leżała na łóżku i spała. Miała na sobie dresy i za dużą bluzę. Wyglądała uroczo, spała skulona w kłębek. Jak mały aniołek. W moje oczy rzucił się koc, podniosłem go i przykryłem brunetkę. Nie mogłem przecież pozwolić aby zmarzła.
  ****
Jej oczy, twarz i uśmiech. Śniła mi się, cała ona. Wstałem z niewygodnej kanapy i zacząłem się przeciągać. Wszystko mnie bolało, ale warto było. Obok mnie stała dziewczyna ze snu, miała na sobie te same ubrania co wczoraj. Na jej twarzy widniał uśmiech, szczery.
- Nie sądziłam, że zostaniesz. – Myślałem, że dalej śnie.
- Zostałem. – Odwzajemniłem uśmiech. – Masz niewygodną kanapkę.
- Lepsze to od podłogi. Poza tym nie musiałeś, nie jestem małą dziewczynką.
- Wiem. Chciałem się tylko upewnić, że nic ci się nie stanie. Jak widzę jesteś cała i zdrowa.
Oddaliła się. Zaczęła pałęsać się po kuchni, a ja nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Byłem już spóźniony na zajęcia, a poza tym i tak nie chciało mi się tam iść. Założyłem koszulkę i podążyłem za brunetką.
- To jak? Przebaczysz mi? Ten ostatni raz. – W jej oczach widziałem odpowiedź i czułem ulgę.
- Przyjaciołom trzeba wybaczać. – Kiedy to mówiła spuściła głowę.
- Wszystko w porządku?
- Tak…tylko chyba postępuje nie fair.
- Dlaczego? – To było dla mnie dość nie jasne.
- Chyba powinnam jeszcze komuś wybaczyć, nie tylko tobie.

Dodany w środę :)
Dacie radę znowu 30 komentarzy? :)
Kolejny w niedziele, podam od razu godzinę - około 14

niedziela, 9 lutego 2014

Moment For Me Rozdział 19



                         Na całe szczęście obudziłam się we własnym łóżku. Obok mnie leżało jakieś ciało, jednak jego obecnością się nie przejmowałam. Było skulone w malutki kłębuszek i cichutko pochrapywało. Leciutku je szturchnęłam, a ono spadło.
- Co do cho…? – Burza włosów została roztrzepana, a z twarzy znikł niepokój. Naomi zaczęła się śmiać. Miałam nadzieje, że sama z siebie. Wdrapała się na łóżko i położyła obok mnie. Oczy miała lekko opuchnięte, a powieki dosłownie jej latały. – O której Nessa ma wyjść?
- Nie wiem…powiedziała tylko, że sama się zjawi w domu. Mam się nie fatygować.
- Może nie chce, abyś słuchała co ma jej do powiedzenia lekarz?
- Możliwe, ale w końcu musiałabym jechać taksówką. Prawo jazdy w końcu nie mam.
Prysznic, śniadanie. Wszystkie podstawowe czynności zostały wykonane. Naomi już nie było, a mi zostało czekać na Vanesse. Miałam nadzieje, że w końcu mi wyjaśni całe to zajście. Czekałam i czekałam, a jej nie było. Zdążyłam nawet zrobić zakupy, rozpakować je i jeszcze coś ugotować. Niestety czekałam na marne, Nessy nie było. Zegarek pokazywał już godzinę piętnastą. Była pora, aby zacząć się zbierać do pracy. Miałam dzisiaj pracować w jakimś domu, na bankiecie. Mój strój musiał być elegancki, fryzura idealnie ułożona, a makijaż lekki. Kiedy wysuszyłam włosy, usłyszałam jak na dole otwierają się drzwi. W drzwiach stała dziewczyna, na która tak czekałam. Na jej twarzy widniał uśmiech, a włosy błyszczały jakby przed chwilą wyszła od fryzjera.
- Hej. – Uśmiechnęła się. – Musimy porozmawiać.
- Jasne, coś się stało? – Usiadłyśmy na kanapie w salonie, a dookoła panowała cisza. Dziewczyna lekko wzdychała i zaczęła rozmowę.
- Mogę zostawić cię samą na te kilka dni? Muszę wyjechać.
- Tak…ale dokąd jedziesz? – Byłam trochę zdziwiona jej prośbą. Jednak to był jedyny sposób, dzięki któremu jej mama nie dowie się prawdy.
- Nieważne. Nie powiesz nic mojej mamie? Wiesz…o tym co się zdarzyło.
- Nie. – Wstałam z miejsca. – Dlaczego robisz z tego wszystkiego taką tajemnice?
- Po co ktoś ma wiedzieć? Po za tym to nie jest miłe.
- Można jego wpakować za kratki…nie może ciebie tak traktować.
- Nie wiesz o czym mówisz, a raczej o kim. Zresztą nie ważne, koniec tematu. – Zerwała się na równe nogi i zaczęła iść w stronę schodów. – Idę się pakować Charlie.
Na nogi nałożyłam szpilki i chodziłam z kąta w kąt. Miałam jeszcze dwadzieścia minut, aby wyjść z domu i zdążyć na czas. Nie śpieszyło mi się, bo na pewno tam bym robiła to samo. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam przeglądać strony internetowe. Natchnęłam się na bardzo ciekawą propozycje. Mianowicie ktoś szukał osoby, która wykonałaby jej portret. Byłam całkiem niezła w te klocki, więc od razu zadzwoniłam. Dodatkowe pieniądze na pewno by mi się przydały. Niestety oferta okazała się nie aktualna, ktoś był szybszy.
- Idziesz gdzieś? – Ten sam piskliwy głosik.
- Tak. – Odpowiedziałam szorstko.
- Mogę ciebie podwieźć. – Podeszła bliżej. – Wiesz tak ostatni raz.
Zgodziłam się, bo w końcu to mnie nic nie kosztowało. Podany adres wskazywał wielki dom, a raczej wille. Wielki mur, jakby w środku trzymali premiera. A może to do niego się wybierałam? Kto wie. Moje pożegnanie z kuzynką trwało jakieś pięć minut. Całkiem sporo. Na posesji wzdłuż stały trzy samochody. Weszłam do środka i byłam pod wrażeniem. Wielki korytarz był pokryty w bieli, a na ścianach wisiało kilka obrazów. Pewnie większość była warta więcej niż mój dom. Po prawej stronie była kuchnia, olbrzymie pomieszczenie.
- O jesteś. – Lucy była ubrana w czarną sukienkę. Zwykła obcisła bez ramiączek. Wyglądała w niej bardzo dobrze. Inaczej bo elegancko.
- Od czego mam zacząć? – Spojrzałam na blat pełen przekąsek.
- W sumie to na razie czekamy. Wszystko jest gotowe, naszym zadaniem jest tylko ich obsługiwać.
- Będziemy tylko we dwie?
- Oczywiście, że nie. – Lou się zaśmiał. – Jak zwykle muszę z wami pracować.
- Oh biedny Louis. – Lucy zaczęła zabierać talerze z jedzeniem. – Charlie bierz dwa i do roboty.
Roznoszenie przekąsek byłoby o wiele prostsze, gdyby nie pewien fakt. Między bogatymi i nadętymi ludźmi była Rose. Czerwona sukienka, szpilki tego samego koloru. Odsunęłam się na bok, tak aby mnie nie zauważyła. Nie chciałam, aby od razu podsuwała mi dziwne komentarze. Z kieliszkiem szampana przyszedł do niej Niall. Był uśmiechnięty od ucha do ucha. Podobno miał wyjechać.  Jego ręka powędrowała na jej plecy, a we mnie się zagotowało. „Nic do niej nie czuje, nic dla mnie nie znaczy. Zwykła zołza, która potrzebuje trochę uwagi.” Jego słowa dudniły mi w głowie. Kłamał, w żywe oczy. W tamtym momencie miałam ochotę wyjść i nie wracać. Niestety, tak się nie da.
- Co jest? – Louis zabrał ode mnie przekąski.
- Wiedziałeś, że ona tu mieszka? – Wskazałam na Rose.
- Co?! – Prawie krzyknął, ale na szczęście nikt nie zwrócił na to uwagi.
- Ta odpowiedź mi wystarczy. – Uśmiechnęłam się.
Odstawiłam wszystko na bok i zamknęłam się w łazience. Nie miałam ochoty na nich patrzeć. Nagle poczułam się słabo, tak jakby coś ukuło mnie w brzuchu. Usiadłam na podłodze i zaczęłam oddychać. Zamknęłam oczy i liczyłam do dziesięciu. W przyszłości często miewałam takie „napady”, jednak szybko to się kończyło. Na całe szczęście. Kiedy skończyłam liczyć, dalej nie przestało mi się kręcić w głowie. Nie wiedziałam co się ze mną działo, to trwało zdecydowanie za długo. Ktoś pukał do drzwi, a ja musiałam się podnieść. Otworzyłam zamek w drzwiach, a przede mną stała nieznajoma mi kobieta.
- Kochanie, wszystko w porządku? – Wystarczyło jedno zdanie, abym poczuła że jest miła.
- Tak, dziękuje. – Uśmiechnęłam się i wyszłam z pomieszczenia. Tak na prawdę nic nie grało.
W kuchni było pusto, zupełna cisza. Złapałam za butelkę z wodą i wypiłam jednym tchem. Zimna ciecz rozlała się w żołądku, co sprawiło mi wielka ulgę. Brakowało mi jeszcze tylko jakiejś tabletki, która zaspokoiła by ten okropny ból głowy. Przeczekałam parę minut i musiałam wyjść z mojej kryjówki. Złapałam za tackę z kieliszkami czerwonego wina i wyszłam. Mimo tego wszystkiego, a raczej kogo. Niall i Rose. Bawili się jak dobre małżeństwo. Zresztą nie tylko oni, wszyscy tańczyli rozmawiali i się śmiali. Tylko, że widok „moich znajomych” bolał najbardziej. Zamyśliłam się, wyobraźnia mnie pochłonęła i nie wiadomo jak znalazłam się na środku pomieszczenia. Jakiś starszy pan niechcący mnie popchnął. Straciłam równowagę i poleciałam. Prosto na Rose…Czerwone wino wylądowało na jej sukience, a tacka z kieliszkami na podłodze. Na całe szczęście żaden się nie zbił. Tylko, że to był mój najmniejszy problem. Suka zaczęła krzyczeć i piszczeć. Jakby coś ją opętało, darła się na cały dom. Goście patrzyli z przerażeniem, raz na mnie raz na nią. Nie wiedziałam co mam robić, byłam bezradna.
- Ja…ja.- Zaczęłam się powoli do niej zbliżać. Jednak nie zdążyłam, Louis złapał mnie za ramiona i dosłownie stamtąd odciągnął. Rose nie przestała się drzeć. Ręce mi się telepały i cały czas spoglądałam w stronę rozwścieczonej dziewczyny.
- Zaje się tym. – Lucy wręczyła coś Louisowi. – Musisz jechać do domu Charlie, nie martw się tym.
- Nie chciałam… - Głos mi się łamał. Tylko dlaczego? Zasłużyła na to. Była pierwszą osobą na mojej czarnej liście i w końcu dostało jej się za swoje. Jednak dla mnie to nie miało żadnego sensu. Czułam się jakbym zrobiła coś złego. Może dlatego, że Niall ani trochę nie zareagował?
- Ej, nie ma co płakać. – Uśmiechnął się. – Zabieram Ciebie do domu.
- Nie możesz, najpierw wywalą mnie, a potem ciebie. Sama sobie poradzę.
- Daj spokój. Na pewno oboje zostaniemy, nie ma takiej możliwości abyś straciła pracę. – Zaśmiał się.
Mogłam na niego liczyć. Z dnia na dzień coraz bardziej przekonywałam się do Lou. Pocieszył mnie i zabrał do domu. Właściwie to tego chciałam od początku wieczoru. Bałam się tylko, co będzie jutro w szkole. Ona nigdy nie odpuszcza, a zwłaszcza mi.
                 ***Z perspektywy Nialla***
To przyjęcie było jedną wielka katastrofą. Nie miałem pojęcia, że Charlie tu będzie. Było mi strasznie głupio i nie wiedziałem jak mam się zachować. Wobec niej i wobec tych wszystkich ludzi. Ledwo co wróciłem z Nowego Yorku, a już miałem zaproszenie od ojca Rose. Dziewczyna siedziała w swojej łazience i prawie nie zwariowała. Tyle szumu o jedną sukienkę, ale jak powiedziała nie jest zwykła.
- Kupie ci nową. Daj spokój. – Próbowałem ją jakoś załagodzić, w końcu to była Rose. Nie wiadomo co siedziało w tej pustej główce.
- Nie chce nowej Niall. Ta była idealna, unikat. – Wywróciła oczami i wyszła z pomieszczenia. Ubrana tylko w bieliznę. – Mam lepszy pomysł.
Usiadła na mnie okrakiem, jej perfumy prawie mnie dusiły. Jednak nigdy jej nawet o tym nie powiedziałem. Zaczęła się do mnie dobierać, jej usta wpiły się w moje. Pogłębiłem pocałunek, chociaż nie miałem na to ochoty. Czułem…właściwie to nic nie czułem. Nie robiła na mnie żadnego wrażenia, nawet półnaga i napalona. Jej ręce krążyły po moim całym ciele, a ja ją tylko całowałem. Nawet nie poczułem, aby moje serce choć trochę szybciej zabiło. Nie działa na mnie, w żaden sposób. Kiedy całowałem Charlie…to było nie do porównania. Wtedy wszystko się we mnie gotowało, dosłownie. Czułem jak puls mi przyśpiesza, a serce wyskoczy z klatki piersiowej. Z Rose miałem już kilka „przygód”, ale nigdy aż tak mnie nie odtrącała.  Miałem nadzieje, że ktoś zaraz wpadanie i ją jakoś powstrzyma. Nie musiałem długo czekać, pukanie było szybsze niż moje myśli. Jej oczy zrobiły wielkie „O”. Zamknęła się w łazience jak burza, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Proszę. – Do pokoju zajrzała Lucy. – Mogę Ciebie na chwilę prosić?
- Tak. – Kiwnąłem głową. – Twój ojciec mnie woła. – Szepnąłem do drzwi, na co usłyszałem krótkie jęknięcie. Okłamałem ją, ale tylko po to aby nie rozpętał się huragan.

Kolejny w środę, jeśli będzie 30 komentarzy ;)
Proszę aby były długie ;D

czwartek, 6 lutego 2014

Moment For Me Rozdział 18



                       Siedziałam przy szpitalnym łóżku. Vanessa wyglądała o niebo lepiej, dostała silne leki przeciwbólowe i spała. Sala szpitalna była jednoosobowa, cała w bieli. Siedziałam w zielonym fartuchu i co róż spoglądałam na pikające monitory.
- Ten dźwięk mnie przeraża, jest straszny. – Drzwi się otworzyły, a do środka wszedł Lou. Usiadł naprzeciwko mnie i chyba nie wiedział co ma powiedzieć. Wyręczyłam go i sama zaczęłam.
- Co tak naprawdę się stało? – Nie patrzyłam w jego stronę.
- Nie wiem czy powinienem ci mówić. Może sama ci wytłumaczy…jak się obudzi.
- Proszę…nie każ mi czekać. – Byłam pewna, że Vanessa nie pisnęłaby słowa na ten temat.
- Dostała od szefa. – Wypowiedział to tak, jakby nie miało to wielkiego znaczenia.
- Jak? Skąd wiesz?– Moje oczy się powiększyły.
- Czasami tak jest, jak nie chcesz czegoś zrobić to dostajesz. Nessa pracuje już tam jakieś cztery lata. Znam ją jakiś czas, jest trochę…inna.
- Nie miałam pojęcia, nic nie mówiła że cię zna. Ujdzie mu to na sucho? – Byłam ciekawa co oznacza to słowo „inna”. Jednak gdybym zasypała go wszystkimi pytaniami na raz, pewnie nic by mi nie powiedział.
- Pewnie, że tak. Ona na niego nie doniesie.
- A my? – Skoro dziewczyna nie mogła iść na policje. To dlaczego nie ja albo Louis? Przecież nie można tak postępować z ludźmi.
- Chyba żartujesz. – Wstał na równe nogi. – Nie możesz nikomu o tym powiedzieć. Jasne?
- Mhm… - Było to dla mnie dość niepoważne. Przecież mógł skrzywdzić wiele osób? – Myślisz, że się zwolni z tej całej pracy? – Wypaliłam nagle.
- Niee. Potrzebuje tej roboty, a to nie był pierwszy raz. Wraca w o wiele gorszym stanie. Uwierz. – Uśmiechnął się. – Ona się jemu stawiała…nie lubi tego więc oberwała.
- Zaraz…czy ty trzymasz jego stronę? – Wypowiedziałam to przez zęby.
- Nie i tak. To znaczy…oczywiście nie powinien jej bić. Zrobiła coś za co powinna dostać ale nie tak.
- Co zrobiła? – Zmrużyłam oczy.
- Charlie to nie twoja sprawa. Zapomnij o tym i więcej o to nie pytaj. A zwłaszcza Vanessy.
- Jak mam zapomnieć?! – Krzyknęłam nieświadomie. – On ją pobił…nie da się o tym zapomnieć.
- Spróbuj i nic więcej nie mów. Proszę. 
Resztę nocy przespałam na krześle. Oczywiście nie była to wymarzona drzemka. Siedzenie było strasznie twarde, a do sali cały czas zaglądała jakaś pielęgniarka. Vanessa prawie cały czas spała, głównie przez to, że dostała dużo środków przeciwbólowych.
                    ***Z perspektywy Harrego***
Dostałem wiele pogróżek i ostrzeżeń, wiele zdjęć Charlie, ale próbowałem o tym nie myśleć. Nie chciałem z nim pracować, nie w taki sposób. Jay był złym człowiekiem, ale może czasami stawał się miękki. Tego nie potrafiłem rozgryźć.
- Mamy problem. – Drzwi trzasnęły, a ja aż podskoczyłem.
- Co jest? – Louis wyglądał na zdenerwowanego. Mimo, że mieszkamy razem nie widziałem go chyba z dwa dni. Dziwne, ale możliwe. Kiedy ja wychodziłem, on przychodził i tak na zmianę.
- Vanessa to kuzynka tej twojej Charlie. – Obserwowałem jego każdy ruch. Wszedł do kuchni po czym zaczął grzebać w lodówce. – Ona wczoraj została pobita.
- Czemu mi wcześniej tego nie powiedziałeś?! – Krzyknąłem.
- Nie moja wina, że ciebie wiecznie nie ma. Po za tym dzwoniłem.
- Charlie…ona pytała o coś? – Zamiast spytać się o to jak się czuje poszkodowana, ja pytam o Charlotte.
- Nie i tak. – Uśmiechnął się i w dwa kieliszki nalał czystej wódki. – Nie mówiłem za dużo, przecież nie jestem aż taki głupi. Chciała iść na policje, ale ją powstrzymałem. Wymsknęło mi się też, że była już w takim stanie.
- Nic więcej nie mówiłeś? – Usiadłem obok niego.
- Nic ważnego. – Obserwowałem jak wypija dwa kieliszki alkoholu. Nie skrzywił się ani razu, w moim przypadku było tak samo. – Pilnuj jej. – Powiedział nagle.
- Kogo? – Wiedziałem, że ma na myśli Charlie. Jednak wolałem usłyszeć to z jego ust i się upewnić.
- Charlotte…to dobra dziewczyna. Powinieneś zgodzić się też na umowę z Jayem, widziałem zdjęcia. Nie udasz, że jest ci obojętna. On tego nie połknie i prędzej czy później zaatakuje.
- Poczekam jeszcze trochę. – Przeczesałem włosy i wstałem od stołu. Brzuch dawał się we znaki i była pora aby zjeść śniadanie. Mimo, że był normalny dzień szkolny nie wybierałem się do niej. Wolałem spędzić trochę czasu w domu, w końcu był piątek.
- Ona i tak ma już za duże powiązanie z nimi. Pracuje ze mną, spotka się z tobą, a na dodatek Vanessa z nią mieszka. Harry zgódź się na gówno! – Denerwował się?
 - Coś ty się jej tak uczepił? Eleanor, nie zapominaj o niej. – Warknąłem.
- Miałem nic ci nie mówić, ale dobra jak chcesz. Byłem u niego i oczywiście dał mi coś do roboty. Tylko, że minąłem pewien pokój w którym była mowa o Charlie. Śledzą każdy jej ruch, dwadzieścia cztery na dobę. Co jeśli on naprawdę chce jej coś zrobić? Chcesz mieć ją na sumieniu?
- Nic jej nie zrobią. – Powiedziałem to jakbym był pewny na sto procent. Ale czy byłem? Nie miałem pojęcia czy coś jej grozi. Chciałem w to wierzyć, że jest bezpieczna. Najchętniej nie spuszczałbym jej z oka. Jednak nie mogę, raz że jest na mnie obrażona. A drugi powód to właśnie Jay. Kiedy się do niej zbliżę on na pewno zaatakuje. Wtedy nie będzie tak wesoło, jak w czasie jego wizyty.
                ***Z perspektywy Charlie***
Miałam już po dziurki w nosie tego szpitala, chociaż wyszłam z niego dopiero drugi raz. Całe to miejsce przyprawiało mnie o dreszcze. Było tam za dużo jednego koloru – bieli. Nie mam nic przeciwko, ale co za dużo to nie zdrowo. Vanessa była w o wiele lepszym stanie i mieli ją wypisać już następnego dnia. Ucieszyłam się, ale ona wyglądała jakby wcale ją to nie ruszało. Nie rozmawiała ze mną na ten temat, może tylko raz. Kiedy pytała się czy komuś mówiłam, a zwłaszcza naszym rodzicielkom. Zaprzeczyłam. Miały wrócić za kilka dni, ale przecież to nie wystarczy aby rany się zagoiły. Byłam ciekawa jak z tego wybrnie. Przez całą drogę do domu czułam jakby ktoś za mną szedł, jednak kiedy się obracałam nikogo nie było. Pustka i  nic nieznaczący przechodnie. Po raz pierwszy od dłuższego czasu czułam się samotna. Zaświeciłam jedną lampkę i stanęłam przed lustrem. Dookoła panuje ciemność, a ja nie mam pojęcia co mam ze sobą zrobić. Nie chce bezczynnie siedzieć na kanapie i oglądać romansideł. Skończy się na płaczu i rozżalona nad swoim prywatnym życiem pójdę spać. Dzięki czemu cały mój weeknd będzie zmarnowany. Postanowiłam, że nieco inaczej go spędzę. Wyciągnęłam telefon i zobaczyłam trzy nowe wiadomości.
Mam nadzieje, że jeszcze o mnie nie zapomniałaś.” – Niall.
„Co powiesz na wypad do Koko?” - Naomi
„Czekam na odpowiedź już dwadzieścia minut. Cholera Charlie!” - Naomi
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Koko to był nocny klub, w którym podobno każdy świetnie się bawił. Nigdy tam nie byłam, ale skoro przyjaciółka wyszła z taką inicjatywą to musiałam się zgodzić. Odpisałam jej na wiadomość i pobiegłam na górę się szykować. W szafie znalazłam odpowiedni strój i szybko się przebrałam. Po dwudziestu minutach byłyśmy już w drodze. Niestety Danielle nie mogła do nas dołączyć, była z Liamem na jakiejś randce. Trudno. Postanowiłyśmy się zabawić, w końcu był piątek. Większość właśnie dzisiaj zaczynała imprezować, a my chciałyśmy spędzić kilka godzin w miłym towarzystwie.
- Dwa shoty. – Nachyliłam się do barmana i złożyłam zamówienie. W klubie było strasznie głośno, więc obie się nawzajem przekrzykiwałyśmy. Zanim się obejrzałam obie byłyśmy nieźle wstawiona. Jednak nie przeszkadzało to nam, wręcz przeciwnie. Dzięki temu bawiłyśmy się o wiele lepiej. W całym klubie było czuć przewagę damskich perfum i zapach alkoholu. Podobało mi się tu, było inaczej niż w tych klubach w których byłam. Inna atmosfera i o wiele lepiej się tu czułam.
- On się do mnie przystawia! – Naomi szepnęła mi na ucho, a raczej krzyknęła. Wskazała na bruneta, który stał tuż za nią. Nie wyglądał na kujona, ani na odpychającego gościa. Był całkiem, całkiem.
- Odwal się od niej! – Krzyknęłam. Jednak on zaśmiał się i złapał mnie za pierś. Nie byłam mu dłużna, z całej siły przyłożyłam swoją dłoń do jego policzka. Nie zamierzałam dalej stać w jego towarzystwie, wiec złapałam Nomi za rękę. Razem odeszłyśmy z dumą, a naszym kierunkiem była zatłoczona łazienka. Kilka dziewczyn stało przy lusterku i się malowały. Jakby nie mogły tego zrobić w domu. Weszłam do jednej z kabin i załatwiłam swoją potrzebę. Kiedy wyszłam Naomi siedziała na jednej z umywalek i była zamyślona.
- Pobudka. – Zaśmiałam się. – Idziemy się bawić.
- Tak tylko sobie myślałam. – Zeskoczyła i udała się w to same miejsce, z którego wyszłam przed chwilą. – Danielle ma cholerne szczęście nie sądzisz?
- Tak. Ma przy sobie kogoś, kto ją kocha. Zrobi dla niej wszystko i poprawi humor w każdej chwili.
- Chciałabym być na jej miejscu. Tylko wiesz, nie że z Liamem. – Zaśmiała się. – To wszystko jest takie piękne, ale chyba aż za bardzo. W sumie komu by się chciało widywać z tą samą osoba przez tak długi czas. – Na swoje usta nałożyła brzoskwiniowy błyszczyk, a następnie niedbale wrzuciła do torebki.
- Wróciła moja Naomi, gdzieś ty była przez te dwie minuty. – Zaśmiałam się.
- Oj nie zgrywaj się. Po prostu czasami mam takie…hmm…nawyki, potrzeby. – Wywróciła oczami i cmoknęła ustami. – Ty tak nie masz?
- Czasami można sobie pomarzyć. W końcu marzenia po to są, aby je spełniać.
- Prawda. – Uśmiechnęła się. – Utrzymujesz kontakt z Niallem? – Zadała pytanie nie z tej ziemi. Nie sądziłam, że może ją to interesować. Jednak dzięki temu przypomniałam sobie o wiadomości od niego, na którą nie odpisałam.
- Tak jakby. – Wyciągnęłam telefon i zaczęłam myśleć co mu odpowiedzieć.
- Wiem, że już to mówiłam. Jednak powtórzę. Jest z niego niezły cham Charlie.
- Tak, tak. Przerabiałyśmy to już. – Chciałam już wyjść z tego kibla i iść się bawić. Nasza rozmowa zmierzała do kłótni. Jak zwykle.
- Nie chce aby cię zranił. – Jej ręka powędrowała na moje ramię. – Powiedzmy, że wiem od niektórych lepiej jak on się zachowuje.
- Niby skąd? – W jej oczach widziałam jak coś przede mną ukrywa. Nie lubiłam tego spojrzenia.
- Wiem…po prostu wiem. – Uśmiechnęła się, próbowała to zrobić. Jednak nie za bardzo jej to wychodziło. – Chodźmy! – Pisnęła i pociągnęła mnie za rękę.

Kolejny w niedziele, około 14

poniedziałek, 3 lutego 2014

Moment For Me Rozdział 17



                        Czekałam na dzwonek. Na budzik, który miał mnie zbudzić. O dziwo przez cały dzień chodziłam jakbym nie spała z tydzień. Byłam zmęczona i ospała. Nie wstawałabym, ale musiałam. W końcu trzeba było iść do pracy. Leniwie podniosłam się z łóżka i przeciągnęłam się na każdą możliwą stronę. Na dworze powoli się ściemniało, ale na całe szczęście miałam mieć podwózkę. Stanęłam naprzeciwko szafy i zaczęłam rozmyślać. W co by się tu ubrać? Mój wzrok zatrzymał się na zwykłych czarnych rurkach, wyciągnęłam je. A po chwili znalazłam idealnie pasującą bluzkę. Nie chciałam wyglądać jak te tanie kelnereczki, ale też nie chciałam przypominać uczennicy, która niedawno wyszła ze szkoły. Do zwykłego stroju chciałam dodać coś innego. Coś czego w żuciu bym normalnie nie włożyła. Sięgnęłam w głąb mojego pudła. Otworzyłam je i w środku znalazłam zapomniane przeze mnie buty. Dostałam je na urodziny, od przyjaciółki. Dawnej przyjaciółki. Były to zwykłe czerwone lity, nie miałam ich ani razu na nogach. Jednak kiedyś musiało to nadejść i zdecydowałam, że właśnie je nałożę. Po dwudziestu minutach szykowania się byłam gotowa. Siedziałam, już w czarnym BMW Nessy. Dziewczyna jechała do pracy, a ja troszkę skłamałam. Powiedziałam jej, że muszę coś załatwić. Nawet nie zapytała co konkretnie, ale to było na moją korzyść. Jej oko dalej wyglądało nie za ciekawie. Nie powiedziała mi prawdy, bo przecież tak wielki siniak był dziełem kogoś o dużej sile.
- Nie pogniewasz się, jeśli wrócę po południu? – Jej piskliwy głosik rozległ się w aucie. Ciekawość mnie zżerała, gdzie będzie przez ten cały czas. Jednak postanowiłam, że nie będę zasypywać ją pytaniami. W końcu ona mogłaby zrobić to samo, a wtedy trudno było bym mi coś wymyśleć.
- Nie, w porządku. – Posłałam jej ciepły uśmiech.
- Masz cały dom dla siebie…gdybyś na przykład chciała zaprosić swojego chłopaka. – Zachichotała.
- To nie mój chłopak. – Odpowiedziałam dość nieprzyjemnym głosem. – Możesz wysadzić mnie tutaj?
- Jasne. – Zatrzymała się na poboczu.
Podziękowałam jej za podwózkę i pomachałam na do widzenia. Jej samochód szybko zniknął z mojego pola widzenia. Zaczęłam iść w stronę baru, gdzie miałam odbębnić swoje sześć godzin. W duchu modliłam się abym na miejscu nie spotkała żadnej znajomej twarzy ze szkoły. Przede wszystkim Harrego. Wcześniej dostałam plakietkę, która umożliwiała mi wejście. Ochroniarz wpuścił mnie do środka, wyglądał na sympatycznego. Mimo tych wszystkich tatuaży i potężnej sylwetki. Lucy pokierowała mnie do baru, wyglądała na zaganianą. Skoro ona nie siedziała na czterech literach, to na pewno nie będę się nudzić.
- Louis. – Pisnęłam.
- Hej Charlie. – Uśmiechnął się i ruchem ręki zaprosił mnie za bar. – Dzisiaj nauczę cię o co w tym wszystkim chodzi.
- Przy barze? – Odłożyłam swoja torebkę na wieszak, a na moich biodrach zawisł czarny fartuszek.
- Przez najbliższe dziesięć minut będziesz musiała opanować sztukę nalewania piwa do kufla.
Louis był bardzo dobrym nauczycielem i wszystko zrozumiałam. Uznał, że nie może mnie jeszcze puścić na salę. Powiedział, że jestem mało doświadczona. Jednak w jego ustach brzmiało to dosyć zabawnie. Puścił do mnie oczko i zniknął w tłumie ludzi. Zostałam sama przy maszynie do piwa.
              ***Z perspektywy Harrego***
Cała sytuacja z Charlie mnie martwiła, to co się wydarzyło było niezbyt mądre. Zrobiłem to pod wpływem emocji, a ona nie powinna się mieszać między mnie, a Nialla. Musiałem coś zrobić, aby ze mną porozmawiała, nie chciałem się kłócić. Zwłaszcza z Charlotte. Kiedy usłyszałem pukanie do drzwi byłem lekko zdziwiony. Nikt raczej nas nie odwiedzał, a ci co przychodzili raczej nie pukali. Nie zdążyłem dobrze wstać, kiedy do mieszkania wparował Jay wraz ze swoimi kolegami.
- Widzę, że jesteś w domu. – Zaśmiał się. – Gdzie twój przyjaciel?
- Czego znowu chcesz? – Zerwałem się na równe nogi i zacząłem wychodzić mu naprzeciw.
- Mamy do pogadania. – Kiwną w stronę napakowanego mężczyzny, którego po raz pierwszy widzę na oczy. Odepchnął mnie na bok, tak jakby chciał abym ustąpił drogę. Jay usiadł na kanapie i zaczął zapalać papierosa. Za każdym razem kiedy tu był, robił dokładnie to samo.
- Musicie coś dla mnie zrobić. – Wyszczerzył się. – Ty i Louis oczywiście.
- Nic nie musimy. – Syknąłem.
- Mam ci przypomnieć dlaczego macie ze mną współpracować? – Jego głos był jak tania melodyjka, którą puszcza się w wesołych miasteczkach. – Panna Rivers i Calder.
- Nic mnie z nią nie łączy…nie obchodzi mnie ona. – Eleanor się ukrywała, bo on wiedział co znaczy dla Louisa. Jednak ja z Charlie…kompletnie nic nas nie łączyło. Zdjęcia, które mi pokazywał wcześniej przedstawiały tylko brunetkę. Nie było mnie na nich, więc nie mógł sądzić że chcę ją chronić. Oczywiście nie chciałem, aby coś jej się nic nie stało. Wpadłem na pewien pomysł i modliłem się w duchu aby ta podstępna żmija się na niego nabrała. 
- Więc mi nie pomożesz Harry? – Wypuścił dym z ust.
- Nie! Po co mam wstawiać się za zwykłą dziwkę? – Jego mina była tym czego oczekiwałem. Czyżby się nabrał? Nie mogłem powiedzieć, że nie. Jednak pewności też nie miałem. Otworzył usta, tak jakby chciał coś powiedzieć. Jeden z mięśniaków szepnął mu coś na ucho i od razu wstał. 

- Pamiętasz naszą wcześniejszą rozmowę? Wtedy mówiłeś coś innego.
- To było nie porozumienie. Nie obchodzi mnie ona…mogę mieć każdą inną. – Chciał zrobić mi na złość i zmusić mnie do współpracy szantażem. Jednak kiedy nie miał osoby, którą by mógł mnie szantażować zostawi mnie w spokoju.
- Wiesz, że jestem w stanie ją zabić? – Krążył wokół pokoju…zdenerwował się. Próbował tu ukryć, ale mu nie za bardzo wychodziło. Lepiej, był całkiem zabawny.
- Wiem! – Zaśmiałem się. – To się staje trochę nudne nie sądzisz? Za każdym razem kogoś zabijasz. Potem musisz maskować te wszystkie ślady i od początku.
Właśnie pogrywałem z najgroźniejszym człowiekiem, a co najdziwniejsze miałem niezły ubaw. Nie czułem strachu, nie dopuszczałem do siebie myśli że może się to skończyć tragicznie. Byłem pewny siebie. Może zbyt pewny?
- Powiedz Louisowi niech się u mnie zjawi. – Zgasił papierosa i po prostu wyszedł. Udało się? Odczepi się ode mnie? Nie wiedziałem co mam o tym wszystkim myśleć. Jednak nawet nie kazał mnie pobić, a to wróżyło dość dobrze.
                 ***Z perspektywy Charlie***
Wszystkiego dowiadywałam się jak zwykle ostatnia. Jak się okazało nauczyciele co roku organizują jakieś wielkie wycieczki. W tym roku planowali ją zrobić do Paryża. Wszystko byłoby super, gdybym mogła jechać. Jednak problemy finansowe dalej nie minęły.
- Już nie mogę się doczekać! Na całe szczęście nie zabierają pierwszaków.
- Taa, ja też. – Danielle nie tryskała radością, w przeciwieństwie do Naomi.
- Co jest? – Obie byłyśmy zaniepokojone, nie była sobą.
- Nie wiem czy w tym roku dam radę pojechać.
- Nawet tak nie mów! Nie damy sobie rady bez ciebie. Zresztą zawsze chciałaś tam pojechać.
- Jakbyś nie zapomniała idę niedługo na studia. To kosztuje Naomi.
- To weź udział w konkursie…masz wielkie szanse bo przecież i tak mało osób bierze w nim udział.
- Jakim konkursie? – Ta szkoła w dalszym ciągu była dla mnie jedną wielką tajemnicą.
- Co roku są jakieś konkursy, ale najważniejszy to ten w którym można wygrać połowę biletu na wybraną wycieczkę. Skoro w tym roku jest Paryż, to można spróbować. – Podała nam ulotkę informacyjną.
- Czyli trzeba coś narysować, no pięknie…
- Wspaniale. – Zaśmiałam się. – To coś dla mnie.
- Dla ciebie może i tak…ale nie dla nas. Jesteśmy antytalentami.
- Ej…mów za siebie. – Naomi zrobiła urażoną minę. – Na pewno mamy jakiś talent.
Nasze spotkanie skończyło się dość późno. Było może po dziesiątej, a one dopiero pojechały. Nie przeszkadzało mi to, chociaż rano musiałam wstać do szkoły. Na całe szczęście ostatni dzień i znowu weekend. To wszystko leciało strasznie szybko. Zanim się obejrzałam spędziłam w szkole kilka tygodni. Poznałam wielu wspaniałych ludzi i zdążyłam się z nimi zaprzyjaźnić. Włożyłam ostatni talerz do zmywarki i usłyszałam jak w zamku zgrzyta klucz. Podeszłam bliżej wejścia i to co zobaczyłam mną wstrząsnęło.
- Charlie?! – Louis był zaskoczony. – Ty tu mieszkasz?! Ona mówiła, że…
- To moja kuzynka. – Próbowałam nie płakać. Nessa miała podarte ubrania i wyglądała jak siedem nieszczęść. Jej ciało było podrapane, a z wielu miejsc sączyła się krew. Pomogłam chłopakowi położyć ją na kanapę, ale była nieprzytomna.
- Dlaczego nie zadzwoniłeś po karetkę?! – Krzyknęłam i nerwowo szukałam telefonu. Jednak jak zwykle musiał się gdzieś zapodziać. Zawsze kiedy nie trzeba.
- Wezwaliby policję…to nie miałoby sensu.
- Ona może umrzeć…patrz jak wygląda. – Stało się, po policzku spłynęła mi pojedyńcza łza. Louis stał i przyglądał się jak na figurkę w muzeum. Zaczął pocierać kark i się jąkać.
- Dobra, zaraz zadzwonię. – Odparł i zniknął.
- Nessa. – Przetarłam jedną z ran. – Słyszysz mnie?
Nie odpowiadała, nic nie mówiła. Dziewczyna dalej była nieprzytomna. Wiedziałam jedno, że zrobił jej to ten, który ją uderzył. Po dziesięciu minutach przyjechała karetka. Brunet nie pozwolił mi nic mówić, sam coś nawymyślał. Skądś się musieli znać, byłam tego pewna. To nie mógł być przypadek.

Ehh, szkoła. Kolejny w czwartek...;c
Oczywiście jeśli będzie przynajmniej 25 komentarzy, wiem szantaż, wybaczcie :D

PS. KOLEJNE BĘDĄ CIEKAWSZE, OBIECUJE :D