piątek, 15 sierpnia 2014

Moment For Me Rozdział 67



Po kilku sekundach otworzyła oczy, a ja odetchnąłem z ulga. W mojej głowie siedziały czarne scenariusze, ale na szczęście na nic takiego się nie zapowiadało. Przynajmniej na razie.
- Przyjechałeś już. – Jej glos był niewyraźny.
- Tak…ile lekarstw wzięłaś?
- Wystarczająco Niall.- Mruknęła. – Tylko dziwnie się czuje.
- Mam wezwać pogotowie? – W głębi duszy modliłem się, aby zaprzeczyła. Nie chciałem, aby coś jej się stało. A wezwanie karetki, tylko to potwierdzało.
- Nie. Oczywiście, że nie. – Powoli podniosła się do pozycji siedzącej. Jej oczy były niewyraźne, tak jakby się czegoś naćpała. Na tą myśl, na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Charlie nigdy nawet by nie wpadła, aby coś takiego zrobić. Była za…za grzeczna. Chyba, że nie świadomie. Tak jak na jej pierwszej imprezie, gdzie napiła się z zielonego kubka z narkotykami. Zresztą teraz jej stan na to nie pozwalał. Jeden głupi wybryk i jej zdrowie było zagrożone.
- Jesteś w stanie jechać ze mną do Zayna? – Złapałem ją za zimna dłoń. Odwzajemniła uścisk i zgrabnie zeszła z łóżka. Miała na sobie krótkie spodenki…”Przestań Niall”. Skarciłem samego siebie i wyszedłem za Charlotte. Musiała mi przecież odpowiedzieć.
Stanęła przed wielkim lustrem i zaczęła poprawiać rozczochrane od snu włosy. Nie odzywałem się. Po prostu stałem w progu i podziwiałem jej każdy ruch. Mogłem tak stać godzinami. Zrobiła delikatny makijaż, a zamiast roztrzepanych włosów mogłem ujrzeć eleganckiego koka. Jej dłonie powędrowały po szklaną buteleczkę perfum. Popsikała swoje ciało i z uśmiechem na twarzy wyszła z pomieszczenia.
 - To jakaś specjalna kolacja, czy raczej spotkanie towarzyskiego? – Za pewne nie wiedziała, jak ma się ubrać. Jednak dla mnie nawet w porwanych dresach i za dużej koszulce wyglądała niesamowicie.
- Hmm…to drugie. – Odpowiedziałem zamyślony.
Po kilku chwilach stała tyłem do mnie, w samej bieliźnie. Przegryzłem wargę i wpatrywałem się w nią jak w obrazek. Jej ciało było idealne, a figury mogła pozazdrościć jej każda dziewczyna.
****
Humor dopisywał każdemu, śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Nawet Charlie po tak ciężkim dniu zachowywała się jak gdyby, nic się nie stało. Może jednak nic się nie działo? Może faktycznie była zmęczona i potrzebowała odpoczynku, po tych odwiedzinach. Jednak nigdy, po wizycie na cmentarzu nie przespała całego dnia. To mnie niepokoiło.
Oboje z Zaynem usiedliśmy przy kominku i piliśmy zimne piwo. Zaś dziewczyny wybrały się na górę, obejrzeć jakieś zdjęcia. Jednak pewnie wcale o nie, nie chodziło. Czuły potrzebę plotkowania i to pewnie robiły.
- Vanessa wróciła. – Starałem się mówić dość cicho, tak aby żadna z plotkar mnie nie usłyszała. To był dość wrażliwy temat. W końcu ona nie należała do tych kochających osób.
- Na długo? – W jego głosie nie słyszałem żadnego zaskoczenia.
- Ma jakąś pracę i powiedziała, że na stałe. – Mruknąłem.
- Myślisz, że coś kombinuje? – W końcu gadał do rzeczy. – Miała cały świat do wyboru i akurat przyjechała tutaj. Nie sądzisz, że to dziwne? Tak w ogóle to jaka to praca?
- Nie wiem, nie spowiada mi się. – Skrzywiłem się. – Ale podwiozłem ją pod dosyć dobrą restauracje na jakieś spotkanie.
- Podwiozłeś ją? – Wytrzeszczył oczy. – Z całym szacunkiem, ale ja bym tego nie robił.
- Przestań. – Zaśmiałem się. – Przecież żyje.
- Ta szmata jeszcze was załatwi…wiem co mówię.
- Skąd? – Uśmiechnąłem się chytrze. – Jest nie w porządku…to fakt. Ale my nic jej nie zrobiliśmy, poza tym to rodzina Charlie.
- Jak zechce się wybić, to będzie jechać po trupach. Raz się na niej przejechaliście, nie pamiętasz?
- Tak, ale obyś się mylił. – Skrzywiłem się. – A co do rodziny…skończyłem z Jacksonem.
- Ostatnio widziałem go za klubem, bił się z jakimiś kolesiami.- Mówił to tak, jakby to było nic wielkiego. – Nie pytaj się nawet, czy mu pomogłem.
- Nie pytam, wiem, że za nim nie przepadasz.
- Ciężko go lubić, za to co się stało. – Podał mi kolejną butelkę piwa. Zimna ciecz przemknęła przez moje gardło, a ja poczułem ulgę.
*** Z perspektywy Charlie ***
Nienawidziłam miasta w środku dnia. Nie dość, że ludzi było strasznie dużo, to jeszcze padał deszcz. Przez chwilę żałowałam, że zgodziłam się na to spotkanie. Jednak z drugiej strony, cholernie mi jej brakowało. Nie miałam pojęcia, jak mam z nią rozmawiać. Po tym czego się dowiedziałam w mojej głowie panował istny chaos.
Weszłam do kawiarni i od razu poczułam, jak ciepłe powietrze mnie otula. Zdjęłam kurtkę i powiesiłam na prawie pełnym wieszaku. Denerwowałam się i to bardzo. Weszłam w głąb sali i dostrzegłam zgrabną dziewczynę. Siedziała z kubkiem w ręku i wpatrywała się w jeden punkt. Nie miałam pojęcia, czy ona wie o tym, że się wszystkiego dowiedziałam.
Przywitałam się z nią i usiadłam naprzeciwko. Kobieta w granatowej sukience podała mi gorącą czekoladę i zniknęła. Dan zaczęła opowiadać o swoim wyjeździe, ale ja jej nie słuchałam. Czułam złość, na nią i Nialla. Zaczęłam się zastanawiać, kiedy to się wydarzyło. Czy całowali się długo i dlaczego aż dwa razy? Było to jednego dnia, a może się spotykali?
Poczułam ukłucie w sercu. W jednym momencie miałam ochotę się na nią wydrzeć i dać do zrozumienia co takiego mi zrobiła. Tylko, że to nie było wyjście. Skoro wybaczyłam blondynowi do niej także nie powinnam mieć pretensji. Jednak tak nie było. Czułam złość, która wzrastała z każdą minutą.
- Dlaczego go pocałowałaś? – Mówiła o jedzeniu, a ja tak po prostu zadałam jej to pytanie. Była skołowana. Patrzyła na mnie z wielkim bólem i zaskoczeniem.
- Ja…nie chciałam tego.
- Wiem. Tylko, dlaczego to zrobiłaś? – Byłam poważna jak nigdy dotąd.
- Nie wiem. – Jej głos się łamał. – Przepraszam Charlie.
- Co z Liamem? – Próbowałam zejść z tego tematu. Za bardzo się denerwowałam.
- Nie wiem. – Jęknęła. – Nie odezwał się do mnie przez tyle czasu…wiem tylko, że wyjechał.
O dziwo nasza rozmowa była przeprowadzona w spokoju. Trzymałam nerwy na wodzy, ale to dalej nie było to samo co kiedyś. Zmuszałam się do uśmiechu i nawet przez moment nie przestałam myśleć o nich…To było odrażające. Na całe szczęście po niewielkim czasie dołączyła do nas, niczego nieświadoma Naomi. Na jej twarzy widoczny był szczery uśmiech.
- Mam świetny pomysł. – Zawiadomiła nas, na co obie wywróciłyśmy oczami. – Zorganizujemy imprezę z okazji halloween.
- Zwariowałaś? – Zaśmiałam się. – Niby gdzie to chcesz urządzić?
- W moim domu. – Uśmiechnęła się chytrze. – Rodziców nie będzie.
- Wchodzę, w to pod jednym warunkiem. – Danielle skrzyżowała ręce. – Nie sprzątam po tym wszystkim.
- Dobra, zgoda. – Przyjaciółka się zaśmiała. – A ty Charlie?
- W sumie czemu nie, mogę przyjść. – Odparłam z obojętnością. - Ale masz mało czasu. Tylko, cztery dni.
- Wiesz dobrze, że mi się uda. Prawda? – Zaśmiała się. – Nie zapomnicie tego wydarzenia do końca życia.
****
Na zewnątrz strasznie padało, przez co nie było widać świata. Siedziałam przy kominku i oglądałam tandetny serial. Niestety ciekawszych zajęć nie miałam. Niall wyjechał za miasto. Gdyby zrobiłby to sam, martwiłabym się. Jednak towarzyszem był jego ojciec. Blondyn pomagał mu w interesach.
Zaczęłam zastanawiać się nad swoją przyszłością. Ciągłe siedzenie w domu nie wchodziło w grę. Musiałam wrócić do rzeczywistości, do nauki. Horan miał niedługo zająć studia zaoczne, a ja? Nie wiedziałam czego chce.
Zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Odkąd się tu wprowadziłam, praktycznie nic się tutaj nie zmieniło. Kanapa stała w tym samym miejscu, a na ścianach wisiały moje obrazy. Kiedy spojrzałam na jeden z nich od razu powróciły wspomnienia związane z Harrym. To jak wparował do mojego domu i zaczął się nim zachwycać. Nigdy bym nie pomyślała, że to wszystko tak się potoczy. Gdyby ktoś mi powiedział…wyśmiałabym go.
Styles już nie był takim idiotą, jak na początku mojej znajomości. Był naprawdę w porządku i nawet znalazł sobie dziewczynę. Chociaż mam małe wątpliwości, co do ich związku. Nie mam pojęcia jak im się układa i co u niego słychać. Dosyć dawno go nie widziałam, ale czy chciałam się z nim spotkać? To było dość trudne pytanie. Ciekawe co by było, gdyby mnie wtedy nie „napadł”. Co by było, gdyby Louis go wtedy nie powstrzymał. „Wyrabiasz sobie o nim złe zdanie. Co było, to było.”  Skarciłam samą siebie, ale to była prawda. On się zmienił i to było najważniejsze.
Nagle do moich uszu dobiegł dźwięk dzwonka. Trochę się przeraziłam. W końcu nikt się nie zapowiadał, a ja nie zamawiałam pizzy. Otulona kocem podeszłam do drzwi. Powoli je otworzyłam.
- Hej Charlie. – Uradowany i zmoknięty Jackson.
- Hmm…cześć. – Odpowiedziałam obojętnie. Co on tutaj robił?
- Wpuścisz mnie, czy pozwolisz abym moknął? – Zaśmiał się.
Nie przepadałam za nim, ale to był w końcu kuzyn Nialla. Zostawił w przedpokoju kurtkę i buty. Chociaż to nic nie dało, jego koszulka i tak była mokra. Wszedł do środka, a ja za nim. Miło. Miał ze sobą dwie butelki whisky, których wcześniej nie zauważyłam. Postawił je na stole i rozsiadł się jak u siebie.
- Gdzie jest Niall? – Jęknął.
- Pojechał z ojcem za miasto. Nic ci nie powiedział? – Wtuliłam się w koc i dalej kontynuowałam oglądanie serialu. Mimo tego, że był dość żenujący i tak Jackson jego nie przebijał. Ten chłopak miał coś w sobie…coś co mnie od niego odpychało.
- Nie. – Ziewnął. – Przyszedłem do niego, aby coś opić. Tylko, że znowu mnie wystawia.
- Znowu? – Nie za bardzo chciałam wchodzić z nim w dyskusje, ale to mnie zainteresowało.
- Taa…- Wstał z miejsca i poszedł do kuchni. Nie powiem, trochę mnie to zdziwiło. Zwłaszcza jak usłyszałam stukające o siebie szkło. – Masz lód? – Wrzasnął? – Znalazłem!
- Bierz, co tylko chcesz. W końcu jesteś u siebie. – Szepnęłam z irytacją.
- No więc mnie wystawił. – Usiadł na swoim miejscu i nalał do dwóch szklanek alkoholu. Jedną podał mi, a drugą szybko opróżnił. – Odmówił współpracy ze mną, ale jak on twierdzi, to była tylko pomoc.
- Nie pije. – Odstawiłam szklankę. – Pomoc w czym?
- Nie zrozumiesz, mała. – Uśmiechnął się. – Dotrzymaj mi towarzystwa.
- Przyszedłeś do niego, nie do mnie. – Mruknęłam. – Nie mogę pić.
- Jak chcesz, więcej dla mnie. – Zabrał szklankę i ją także opróżnił. Jeśli zamierzał pić w takim tempie, to już wiem po co mu te dwie butelki alkoholu. Jackson zaczął mi opowiadać o tym gdzie był i co zwiedził. Szczerze? Mało mnie to interesowało, ale udawałam, że słucham go uważnie. W końcu każdy zasługiwał na trochę uwagi, nawet taki Wills.
Było już przed północą, a on opróżnił już połowę drugiej butelki. Był strasznie pijany, ale gadał do rzeczy. Nie plątał mu się język i chodził w miarę. Musiał mieć mocną głowę. Kiedy wrócił z łazienki usiadł obok mnie. Byłam nieco śpiąca, ale nie miałam serca go wyrzucać. W końcu to był kuzyn Nialla, co powtarzałam sobie przez cały wieczór.
- Masz naprawdę śliczne oczy. – Uśmiechnął się.
- Hmm…dzięki. – Odwzajemniłam uśmiech.
- Horan jest totalnym idiotą i zdecydowanie na ciebie nie zasługuje. – Upił kolejny łyk alkoholu.
- Czasami też tak myślę…ale on mnie kocha.
- Taa…kocha. – Zaśmiał się. – Nie, no okej. Tylko ty zasługujesz na kogoś lepszego. Jesteś naprawdę śliczną i wartościową dziewczyną Charlotte.
- W porządku. – Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, dzieliły nas centymetry. Jego ręka zaczęła gładzić mój policzek. – Co ty robisz? – Spojrzałam na niego z przerażeniem.
- Masz delikatną skórę. – W jego oczach mogłam dostrzec malutki iskierki. Swoja dłoń przeniósł na moje udo. Prowadził ją do góry, a po chwili mocno je zacisnął.
- Przestań. – Próbowałam wstać, ale on mi to uniemożliwił. Nie mam pojęcia jak, ale w jednym momencie leżałam na kanapie. Cała się trzęsłam. On był pijany, zbyt pijany.
- Wiem, że tego chcesz. Widzę jak na mnie patrzysz. – Jedną ręka powstrzymywał mi ucieczkę, a drugą zdjął swoją koszulkę. W tej chwili nienawidziłam go jeszcze bardziej.
- Zostaw mnie. – Jęknęłam. – Jesteś nienormalny.
Poczułam pieczenie na policzku. Jego dłoń zetknęła się z moją twarzą. Pisnęłam, ale jego to mało co obchodziło. Powstrzymał moje nadgarstki nad głową i próbował się do mnie dobierać. Jego ohydna twarz zbliżyła się do mojej. Zaczęłam się wiercić, ale on i tak zrobił swoje. Wepchnął mi swój język do gardła. Zaczęłam płakać, a on zaczął się parszywie śmiać.
- Niall odmówił, ty też to robisz. Nie ładnie. – Prychnął. – Chce poczuć jak sprawiam ci przyjemność, ale nie dzisiaj. Jestem zbyt pijany.
Zaczął się dziwnie uśmiechać, a ja nie miałam pojęcia co chce jeszcze zrobić. Moje policzki były już mokre od płaczu, ale on nie zwracał na to uwagi. Jego usta dotknęły mojej szyi. Wiedziałam co robi. Zaczął ją przegryzać, a ja coraz bardziej się wierciłam. Chciałam od niego uciec.
- Teraz mnie zapamiętasz. – Odsunął się ode mnie. Puścił moje nadgarstki i szybko wstał. Zaś ja próbowałam złapać oddech. Moje serce biło jak oszalałe, a sama trzęsłam się jak galareta.
- Aha i jeszcze jedno. Jeśli powiesz jemu cokolwiek to wiedz, że obrócę to przeciwko tobie. Jestem jego przyjacielem od dziecka, a co najważniejsze kuzynem. Jak myślisz uwierzy mi, czy tobie?
- Wynoś się stąd! – Wrzasnęłam.
- Nie tym tonem, bo zrobię tak, że będzie boleć kochanie. – Uśmiechnął się chytrze.
Usłyszałam trzask drzwiami. Szybko pobiegłam w ich stronę, zamknęłam się na cztery spusty i zsunęłam po nich. Byłam załamana i roztrzęsiona. Nie mogłam uwierzyć, że jest takim sukinsynem.
 
_____________

Tak jak obiecałam dodaje rozdział, tylko, że nie w sobote wieczorem ale wcześniej. Mam nadzieje, że wam to nie przeszkadza ^^
Co do pytania -> Rozdziały piszę na bieżąco.
Kolejny rozdział w poniedziałek, jeśli internet zostanie ze mną. A jeśli mnie opuści to trudno mi powiedzieć. Pewnie wtedy jak wrócę do domu :)

CO MYŚLICIE O KOŃCÓWCE?

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Moment For Me Rozdział 66


Dlaczego to wszystko było tak porąbane? Ludzie nawzajem się ranili i czerpali z tego przyjemność. Nie zdawali sobie sprawy z niektórych czynów. Robili co im się podobało i mieli wszystkich gdzieś.  Kiedyś myślałam, ze nie da się tak po prostu zapomnieć. Byłam pewna, ze zdrada przez druga osobę strasznie boli. Tymczasem mnie to nie ruszyło. No może trochę...
Oparłam się o umywalkę i jeszcze raz spojrzałam na moja zmęczona twarz. Wyglądałam jakbym nie spa kilka nocy. Wzięłam trzy głębokie wdechy i opuściłam  pomieszczenie. Od zeszłego wieczoru nie widziałam Nialla. Nie mam pojęcia gdzie spal, ani co robił. Czy byłam na niego zła za to co powiedział? Nie. - Byłam wściekła za to co zrobił. Tylko, ze nie miałam siły aby to okazywać.
Na dole poczułam dziwny zapach. Świeży i raczej pochodził z kuchni. Starłam się nie hałasować. Powoli weszłam do pomieszczenia i to co zobaczyłam kompletnie mnie zatkało.  Stół był wypełniony jedzeniem, dosłownie cały. Na środku stała jedna biała róża, a chłopak szukam czegoś w pułkach w samych bokserkach. No tak...w końcu spałam w jego czerwonej koszulce.
- Głodna? - Wyrwał mnie z myślenia i z wielkim uśmiechem zaprosił do stołu.
- Chciało ci się tyle, tego robić? - Mruknęłam. - Nie zjemy wszystkiego.
- Powiedzmy, ze tak.
- Niech zgadnę...to w ramach przeprosin? - Kiedy to powiedziałam, troszeczkę pożałowałam. Rozpoczęłam temat do którego nie chciałam wracać. Jednak to cale śniadanko było dosyć podejrzane.
- Wszystko popsułem jak zwykle...- Szepnął.
- Tak. - Odpowiedziałam szybko. - Mówiłam ci wczoraj co o tym myślę i jeśli jeszcze raz to spieprzysz to nie będzie kolejnego takie śniadania. Nic nie będzie Niall. Całowałeś się z moja najlepsza przyjaciółka, ale ja ci to tak po prostu wybaczam. A wiesz dlaczego? - Zaprzeczył. - Może i się powtarzam, ale nie wytrzymałabym dłużej bez ciebie. Za bardzo cię kocham i zrozum to w końcu.
- Czyli nie jesteś zła? - Jego głos był dosyć cichy.
- Jestem wściekła, ale po prostu zachowam to do siebie. - Na mojej twarzy pojawił się malutki uśmiech. - Na prawdę chciałabym, aby było tak jak wczoraj. Po miedzy sprzątaniem strychu, a kiepskim wieczorem.
- Nawet nie wiesz, jak mi ulżyło. - Uśmiechnął się.
- Nie ciesz się tak. - Nałożyłam sobie na talerz jakiejś sałatki, która o dziwo była bardzo dobra. Zaczęłam się zastanawiać   skąd on wziął te wszystkie składniki. Przecież moja lodówka była kompletnie pusta.
- Chciałabym cię o coś prosić. - Zerknęłam na niego. - Pojechałbyś ze mną na...- Ciężko było mi o tym mówić. Od śmierci mamy nie minęło dużo czasu. Brakowało mi jej...strasznie.
-Tak, Charlie. - Złapał mnie za rękę, aby dodać mi otuchy. - Powiedz tylko o której.
- Za dziesięć minut? - Zerwałam się od stołu. - Tylko się przebiorę.
Stałam nad jej grobem i dalej do mnie nie docierało, że jej już że mną nie ma. Poświęciła się dla mnie, chociaż na to nie zasługiwałam. Dałabym wiele, aby była tutaj ze mną.
Poczułam jak silna ręka przyciąga mnie do siebie. Horan był ze mną przez ten najgorszy dla mnie czas i tak na prawdę dzięki niemu normalnie funkcjonuje. To wszystko co się działo...nie poradziłabym sobie.
Po jednym policzku spłynęła mi łza. Wystarczyła tylko ona, aby wywołać ich więcej. Za każdym razem, kiedy tu byłam - płakałam. Nie umiałam zachować się inaczej, po prostu nie potrafiłam. Całe emocje wychodziły na zewnątrz, a mi w jakiś sposób ulżyło. Jednak teraz czułam się nieco inaczej. Tak jakbym była w środku pusta.

*** Z perspektywy Nialla ***
Nie mogłem w to uwierzyć. Wszystko było tak jak dawniej, prawie jak dawniej. O dziwo Charlie nie przejęła się moim pocałunkiem, a raczej pocałunkami. Możliwe, że w ogóle ją to nie ruszyło, albo po prostu dusiła to w sobie.
- Pójdę się położyć. – Oznajmiła zaraz po tym, jak weszła do mieszkania.
- Wszystko w porządku?
- Hm..taak. – Była nie wyraźna. – Ale może najpierw wezmę tabletki.
- Charlotte, co się dzieje? – Weszła do kuchni nic nie mówiąc. Jej ruchy były powolne, tak jakby zastanawiała się kilkanaście razy czy dobrze robi. – Charlie?
- Tak? – Odwróciła się w moją stronę.
- Na pewno wszystko gra?
- Trochę źle się czuje, ale to mi zaraz przejdzie. Tylko muszę odpocząć.
****
Nie schodziła przez ponad trzy godziny. Może zasnęła…ale to było do niej nie podobne. Wyłączyłem telewizor i postanowiłem, że sprawdzę co się z nią dzieje. Na górze zastałem ciszę, a w sypialni skuloną w kłębek Charlie. Usiadłem obok niej, wyglądała tak słodko. Musiałem ją zbudzić, chociaż na chwilę. Tego wieczoru miałem do załatwienia kilka spraw, a nie chciałem wyjść bez słowa.
- Charlotte…- Niestety to nic nie dało, ona dalej spała. – Jedziesz ze mną?
- Chce spać, Niall. – Mruknęła.
- Będę za kilka godzin, dobrze?
- Mhmm…- Jej głos był nie wyraźny. Przykryłem ją kocem i wyszedłem. Była zmęczona i marudna, ale nie miałem zamiaru zostawiać jej na cały dzień samej. Wieczorem oboje mieliśmy jechać do Zayna.
Musiałem przyznać, że nieco bałem się tego spotkania. Byłem ciekawy co powie Jackson, jeśli oznajmię mu, że więcej mu nie pomogę. Nie mogłem tyle ryzykować.
Wszedłem do jego mieszkania i od razu mnie odrzuciło. Nie byłem zachwycony jego gościem. Na całe szczęście nie był to Harry, ale Lou jego przyjaciel. Ostatnio także wielki kumpel mojego kuzyna.
- Jesteście już rozliczeni? – Miałem nadzieje, że odpowiedzą „tak”. Jednak to było mało prawdopodobne.
- Tak jakby. – Louis przeczesał włosy.
- Mamy wszystko pod kontrolą. – Dodał Jackson. – Nie martw się na zapas.
- Już się nie martwię, bo kończę z wami. – Uśmiechnąłem się.
- Kończysz? – Oboje mieli zdziwione miny. – Nie możesz skończyć.
- Oddasz mi moją kasę i po problemie.
- Cholera Niall! – Wrzasnął. – Masz nam pomóc.
- Bo co? Nie możesz mi rozkazywać, Jackson. Pomogłem ci, a teraz wracam do swojego życia. - Usiadłem na skórzanym fotelu. – Nic nie podpisywałem.
- Jesteś jak Harry. – Tomlinson także nie był zadowolony, ale mnie to nie obchodziło.
- Nie porównuj mnie do niego. Nigdy nie będę taki jak on. – Syknąłem.
W pomieszczeniu przez kilka minut panowała cisza. Nikt nie chciał się odzywać, a ja chyba najbardziej. Nie miałem zamiaru się z nimi przekomarzać i za wszelką cenę przekonywać ich, że i tak odchodzę. Musieli to zrozumieć.
- W sumie to i ja nie wiem czy to dobry pomysł dalej to ciągnąć. – Oboje ze zdziwieniem spojrzeliśmy na Louisa.
- Co takiego? Wy chyba sobie żartujecie! – Krzyknął.
- Nie chcemy siedzieć za kratkami. – Mruknąłem.
- A czy ja was do czegoś zmuszam? Będziecie ze mną, albo znajdę sobie nowych przyjaciół.
- Ja na pewno ci nie pomogę.
- No to w takim razie co to jeszcze robisz? – Spojrzał na mnie jak na swojego największego wroga.
Skoro tak to wyglądało to naprawdę nie miałem co u niego szukać. Trzasnąłem drzwiami i wyszedłem. Jemu zależało tylko i wyłącznie na prochach i kasie. Wszystko inne miał daleko gdzieś. „Coś o tym wiesz.” Moja podświadomość się włączyła, ale szybko ją uciszyłem. Nie miałem ochoty wspominać dawnych lat, kiedy razem z Jacksonem…
- Jejku, przepraszam. – Nikogo nie zauważyłem. Byłem pochłonięty myślami i dzięki temu zostałem oblany jakimś sokiem. Podniosłem głowę i zobaczyłem dziewczynę. Dobrze mi znaną. Kiedy zdjęła okulary od razu wiedziałem, kto przede mną stoi. - Ohh…to ty Niall. – Uśmiechnęła się.
- Cześć Vanessa. – Mruknąłem. – Co ty tutaj robisz?
- Przyjechałam do Londynu na stałe, mam dobrze płatna prace.
- Sama tutaj przyjechałaś?
- Tak.
- To super. – Nie wiedziałem o czym mam z nią rozmawiać. Najchętniej od razu bym wsiadł do samochodu i odjechał. Wszyscy doskonale wiedzieli, że przebywanie z ta dziewczyną oznacza same kłopoty. A ja miałem ich dosyć.
- Co u Charlie? Trzyma się po śmierci mamy?
- Tak i wielkie dzięki za przyjście na pogrzeb. – W moim głosie mogła wyczuć sarkazm. Od wizyty w szpitalu nie dawała znaku życia. A teraz wszystko ją interesowało?
- Daruj sobie, nie mogłam przyjechać.
- W porządku, a teraz wybacz ale muszę już jechać.
- Jedziesz do siebie? – Jej oczy błyszczały i w tym momencie zdałem sobie sprawę z jednej rzeczy. Ona była idealną kopią Rose. Zachowywała się identycznie, ale różniła się dwoma rzeczami. Była spokrewniona z Charlotte i z nią nie sypiałem.
- Taa. – Mruknąłem.
- To w takim razie podrzucisz mnie do centrum, mam spotkanie.
****
Musiałem wstąpić do domu i się odświeżyć. W końcu nie mogłem jechać do Zayna we wczorajszych ciuchach. U Charlie byłem przed dziewiątą. Na zewnątrz było już ciemno, ale nie dostrzegłem żadnego światła w mieszkaniu. Na dole było pusto, więc poszedłem na górę. Ona nie mogła zostać sama, musiała jechać ze mną. W sypialni zaświeciłem lampkę i spojrzałem na śpiącą dziewczynę. Od momentu, kiedy ją zostawiłem nie zmieniła swojej pozycji. Coś było nie tak.
- Charlie…- Szturchnąłem ją, ale to nic nie dało. – Charlotte.
Przewróciłem ją na plecy i w tym momencie zacząłem panikować. Nie reagowała. Na stoliku nocnym leżały jakieś papierki, a między nimi pudełeczko z lekami. Nie to było nie możliwe…nie mogłaby.
- Obudź się. – Mruknąłem. – Charlie.

______________
Kolejny w niedziele :)
Ale jeśli będzie 20 komentarzy, to wstawię w sobotę wieczorem ;)

czwartek, 7 sierpnia 2014

Moment For Me Rozdział 65



Nie mogłam siedzieć bezczynnie, więc zabrałam się za porządki. Wiadro pełne wody i jakieś szmatki. Miałam pewien cel, wejść na strych i tam wszystko wysprzątać. Nie wiedziałam za bardzo co tam jest, bo po co bym miała tam chodzić? Wysunęłam drewniane schody i weszłam na samą górę. Zapaliłam światło i to co zobaczyłam kompletnie mnie przeraziło. Zaczęłam piszczeć. Nie spodziewałam się czegoś takiego w moim domu. Szkielet pokryty pajęczynami, stał naprzeciwko mnie. Zaczęłam nerwowo oddychać, a serce waliło mi jak oszalałe.
- Charlie?! – Ktoś mnie wołał, ale nie miałam siły odpowiadać. Usiadłam na podłodze i próbowałam złapać oddech. Cholerny szkielet. Po co komuś coś takiego? Wcześniejsi właściciele uprzedzali, że zostawili pełno gratów na strychu ich, jak i jeszcze poprzednich właścicieli domu.
- Charlie! – Zaraz…znam ten głos. Niall? Co on tutaj robił? Przecież uwolnił się ode mnie.
- Tutaj. – Mój głos nie był aż tak potężny jak jego, ale miałam nadzieje, że mnie usłyszy.
- Co ty robisz? – Zaśmiał się. – Masz strych?
- Sprzątam, a raczej próbuję. – Próbowałam się uśmiechnąć. – A co ty tutaj robisz?
- Drzwi były otwarte, więc wszedłem. Zostawiłem ładowarkę do telefonu.
- Ohh…- Przyszedł po ładowarkę, a nie po to, aby mnie przeprosić. No tak czego ja się spodziewałam. Usłyszałam jak wchodzi na górę, od razu poczułam zapach jego perfum.
- Wow. – Zaśmiał się. – Nie wiedziałem, że trzymasz tu kościotrupa.
- To nie jest zabawne. – Mruknęłam. – Przez niego o mało co nie dostałam zawału.
- Chyba przyda ci się pomoc. – Usiadł na deskach naprzeciwko mnie. – Sama będziesz tu siedzieć z tydzień czasu.
- Nie trzeba, poradzę sobie sama. – Co ja wygaduje? Naprawdę musiałabym spędzić tutaj tydzień, albo lepiej. To miejsce nie było sprzątane od wieków.
- Wiesz, że cię kocham? – Jego zmiana tematu kompletnie mnie zaskoczyła.
- Wiem. – Odpowiedziałam cicho.
- To co ostatnio powiedziałem…nie chciałem, aby tak zabrzmiało. – Urwał. – To wszystko tak szybko się toczy, nie wiem czy jesteśmy gotowi. Czy ja jestem gotowy.
- Nie musisz nic więcej mówić. – To wszystko…nie chciałam tego słuchać. Mówił to tak jakby miał ze mną zerwać, po to tu przyszedł? Zeszłam po schodkach na dół i poszłam do swojej sypialni. Musiałam mu oddać tą pieprzoną ładowarkę. Schyliłam się, aby poszukać jej pod łóżkiem. I rzeczywiście była.
- Chce z tobą być i nic tego nie zmieni. – Stanął w progu.
- Nawet bal i Rose? – Do czego prowadziła ta rozmowa?
- Tak. – Uśmiechnął się.
- Mówiłeś, że powinniśmy się zastanowić nad naszym związkiem. – Zaczął się do mnie zbliżać, ale nie mogłam się cofnąć. Moje nogi odmawiały posłuszeństwa.
- A ty mówiłaś, że musimy przystopować. – Jego kąciki ust powędrowały ku górze.
- Przyznałeś mi racje. – Starałam się być poważna.
- Przepraszam. – W końcu się doczekałam. – Nie powinienem tego robić. Naprawdę przepraszam.
- Nie umiem się na ciebie długo gniewać. – Uśmiechnęłam się. – Tylko musisz mi jeszcze coś powiedzieć.
- Jasne. – Jego odpowiedź nie była zbyt entuzjastyczna.
- Byłeś tam z nią? – Może nie do końca wyraziłam się jasno, ale chciałam uniknąć niepotrzebnych słów. A raczej imion.
- Nie, nie mogłem. Za bardzo bym cię zranił. – Miałam powiedzieć, coś w stylu „już mnie zraniłeś”, ale to było zbyteczne. Przecież on mnie kochał, a ja o tym doskonale wiedziałam.
Przyglądałam się jak powoli rozsuwa zamek w bluzie, później odkłada szary materiał na oparcie krzesła przy biurku. Zrobił kilka kroków w przód, patrząc mi prosto w oczy. W tym momencie fakt, że on także chce się pogodzić, był dla mnie jedną z najlepszych rzeczy dzisiejszego dnia. W pokoju zrobiło się zbyt gorąco, więc otworzyłam okno, wpuszczając do środka świeże i nie do końca ciepłe powietrze. Niall podszedł jeszcze bliżej, coraz bardziej zmniejszając dzielącą nas odległość.
- Naprawdę nie lubię gdy się kłócimy.
- Ale za to lubisz to, co zwykle jest po, czyż nie? - Uniosłam brwi w rozbawieniu.
- A to źle? – Uśmiechnął się.
W odpowiedzi zrobiłam dwa kroki do przodu i oparłam dłonie na jego torsie. Uśmiechnął się do mnie szeroko, w ten specyficzny sposób jak zawsze.
- Więc co, seks na zgodę? - Zapytał, poruszając brwiami i zjeżdżając wzrokiem na moje piersi.
- Hm, to jak, trzeba się tego pozbyć, nie sądzisz? - Wskazałam na jego czerwony T-shirt i pociągnęłam go do góry. Niall podniósł ręce, pomagając mi pozbyć się kawałka jego garderoby.
- Tego chyba też musimy się pozbyć. - Powiedział chytrze i nim zdążyłam się zorientować, pociągnął w dół moja zielona spodniczkę.
Moje policzki pokryły rumieńce, ale było już tyle sytuacji, kiedy blondyn widział mnie nago, ze wcale nie powinnam się tym przejmować. Jeśli chciał tak grać, to postanowiłam pobawić się razem z nim.
- Czyli całkiem fair było by, jakbym ja pozbyła się tego. - Miałam nagły przypływ odwagi i drżącymi dłońmi sięgnęłam do jego skórzanego paska. Jaki sens był w noszeniu paska, skoro i tak były tak nisko, ze miałam idealny widok na większość jego czarnych bokserek?
Nie rozumiałam tego i chyba nie zrozumiem. Ale zamiast dążyć ten temat dalej, próbowałam odpiąć jego pasek, co nie do końca mi się udawało. Słyszałam jego cichy śmiech, na co prychnęłam i starałam się dalej.
Niall postanowił przyjść mi z pomocą i jego dłonie dotknęły moich. Przeszedł mnie prąd i zadrżałam. Uklękłam przed nim i odpięłam guzik w jego jasnych jeansach, ciągnąc je w dol.
- Charlie...?
- Och, zamknij się - fuknęłam.
Zanim zdążyłam zrezygnować z tego pomysłu, który nawiedził moje myśli, pociągnęłam w dół także i bokserki.
- Cokolwiek chcesz zrobić... - Tu się da tylko jedna rzecz zrobić, geniuszu. Złapałam w dłonie jego najlepszego przyjaciela i uśmiechnęłam się z satysfakcja, gdy z jego ust wydobył się slaby jęk. Lubiłam ten dźwięk, a słyszałam go rzadko. Co chyba powinno się zmienić. 
Przymknęłam oczy, gdyż nagle ogarnęło mnie przerażenie. Co jeśli mu się nie spodoba? Jednak w mojej głowie pojawił się irytujący głosik, który mówił: "To jest chłopak, Charlie, a chłopcy żadnym lodem nie pogardza". Uciszyłam go i zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, poruszyłam dłońmi w górę i w dół, sprawiając, że znów jęknął, tym razem głośniej. Spojrzałam do góry, na jego twarz, którą odchylił do tylu. Jego powieki były zamknięte, a dłońmi przeczesywał włosy. Chwile później położył je na mojej głowie i jednym ruchem przyciągnął do swojego członka. Jeszcze praktycznie nic nie zrobiłam, a on już oddychał ciężko. Było to z jednej strony zadziwiające, ale z drugiej pokazywało, jak na niego działam. Z bijącym sercem zacisnęłam usta na jego penisie, ale zrobiłam to chyba zbyt mocno, gdyż z wrażenia aż oparł się dłońmi o moje ramiona.  
- Coś nie tak? - Spytałam, wciąż przed nim klęcząc.
Zacisnęłam usta jeszcze mocniej i zaczęłam lekko ssać. Jego jęki były coraz głośniejsze, a ja coraz mocniej ssałam.
- Kurwa, Charlie... Nie chcę dojść w twoich ustach - Wydusił z trudem i lekko mnie odepchnął.
Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, pociągnął mnie w górę, jednocześnie ściągając ze mnie biały top. Stałam przed nim jedynie w bieliźnie i w tym właśnie momencie, czułam się jak najpiękniejsza dziewczyna na świecie. Nie potrzebowałam zapewnień od tysiąca mężczyzn. Wystarczał mi jeden.
Jego dłonie sięgnęły za moje plecy i z łatwością rozpięły zapięcie białego stanika, który opadł na podłogę tuż przy naszych stopach. Nasze usta złączyły się w długim i namiętnym pocałunku. Mogłam znów z tak bliska patrzeć w jego niebieskie tęczówki. Popchnął mnie w kierunku łóżka.
- Gumka, cholera...
- Pod materacem. - Powiedziałam cicho.
- Gdzie? - Zdziwił się.
Schyliłam się, nie dbając o to, że wypinam się w jego stronę i sięgnęłam dłonią pod materac, wyjmując ze skrytki prezerwatywę. Poczułam lekkie klepnięcie w pupę i automatycznie się wyprostowałam, co było błędem. Niall obejmował mnie teraz od tyłu, pieszcząc dłońmi moje nagie piersi i doprowadzając mnie tym do szału. To było tak przyjemne, że aż bolesne. Rozpalał mnie i pragnęłam więcej.
- Mówiłem ci już, jak bardzo lubię twój zgrabny tyłek, skarbie? - Wyszeptał mi do ucha.
Pocałował lekko mój kark i przerzucił moje włosy na jedno ramię, aby mieć lepszy dostęp do szyi. Jęknęłam cicho, gdy jego jedna dłoń mocno uszczypnęła nabrzmiały od dotyku sutek, a druga wślizgnęła się pod materiał koronkowych majtek.
- Och, proszę...
- O co prosisz?
- Zrób to, Niall. - Powiedziałam zdecydowanie. Bo właśnie tego pragnęłam, prawda? A raczej nie 'tego', tylko 'jego'. Nialla Horana, przystojnego blondyna, który jest moim chłopakiem.
Jednym płynnym ruchem zdjął jedyny materiał, który do tej pory okrywał moje ciało i kładąc dłoń między moimi łopatkami, zmusił mnie do pochylenia się do przodu. Słyszałam dźwięk rozrywanej folii i ruch tuż za mną.
- Oprzyj się dłońmi o ścianę, o tutaj - wskazał mi miejsce tuż obok łóżka.
Zrobiłam o co prosił i przyłożyłam obie dłonie do zimnej ściany. Temperatura w pokoju była wysoka, a otwarte okno wciąż nie było wystarczające. Dlatego też, chłodna ściana była czymś miłym w tamtym momencie. Wiedziałam co Niall chce zrobić. Jednak mimo to, czekałam z niecierpliwością ale także i bałam się. Wyczekiwany moment wciąż nie nadchodził.
- Wiesz, że cię kocham?
- Tak, ja ciebie też kocham, Niall. - Uśmiechnęłam się lekko na to wyznanie.
- Pochyl się bardziej. - Mruknął. - I wiesz, że nie lubię się z tobą kłócić?
- Tego nie wiem. - Westchnęłam i wykonałam jego kolejne polecenie, a moja wewnętrzna bogini zwijała się z niecierpliwości.
- Więc ci to właśnie mówię. – Z tymi słowami wszedł we mnie gwałtownie, na co z mojego gardła wyrwał się głośny jęk. - Kocham cię, cholera, tak bardzo...
Poruszał się we mnie wolno i z uczuciem, lecz z każdą chwilą jego ruchy były coraz szybsze i głębsze. Dłonie zaciskał na moich biodrach, a usta przyciskał do mojego karku. Już rozumiałam, dlaczego kazał mi podpierać się ściany. Moje nogi były jak z waty, a to przyjemne uczucie w dolnej części brzucha sprawiało, że rozpływałam się. W powietrzu czuć było rosnące podniecenie, które już po kilku chwilach dało sobie upust, a nasze ciała zastygły w tym uczuciu. Z moich ust wyrwał się jęk.
- Przepraszam, po raz kolejny - wyszeptał mi do ucha i podtrzymując mnie w talii, ułożył nasze ciała na stojącym obok łóżku.
- Już nie jestem zła. Ale chciała bym to robić częściej, Niall, tylko nie po kłótniach. - Przytuliłam policzek do jego torsu, a on objął mnie ramieniem.
- Przepraszam, tak bardzo przepraszam... - Wciąż szeptał mi do ucha.
Powoli otworzyłam zaspane oczy. Podniosłam swoją głowę ku górze i nie dostrzegłam blondyna. Jego miejsce na łóżku było puste. Okno, które wcześniej otworzyłam było już zamknięte, a na zewnątrz panował mrok. Ręką sięgnęłam po coś do ubrania się. Leżała tam jego koszulka, więc musiał być w domu. Jednym ruchem nałożyłam ją na moje nagie ciało. Pachniała nim, zapachem który kochałam.
Mimowolnie wstałam z łóżka i ciemnym korytarzem podążyłam na dół. Byłam pewna, że właśnie tam jest. Dostrzegłam małe światełko, które świeciło się w salonie. Tylko, że nie było tam blondyna. Miałam się martwić?
Nagle poczułam zimno, które za pewne dochodziło z zewnątrz. Chłód drażniący mnie po stopach zaprowadził mnie do niego. Siedział na tarasie, w samych bokserkach.
- Zwariowałeś? – Mój głos się uniósł. – Niall, jest listopad. Zachorujesz!
- Nic mi nie będzie. – Wypuścił z ust kłębek śmierdzącego dymu. – Zaraz przyjdę.
Nie miałam zamiaru robić mu scenki na dworze. Weszłam do środka i postanowiłam, że zrobię nam gorącej herbaty. Jemu zdecydowanie przyda się o wiele bardziej, niż mi. Postawiłam czajnik na gazie i z niecierpliwością czekałam, aż gwizdek da o sobie znać. Trwało to może cztery minuty, a jego dalej nie było. Siedział na tym zimnie i marzł.
Zaparzyłam dwa kubki herbaty i zdążyłam zanieść je do salonu. Drzwi na taras dalej były otwarte, ale skoro obiecał, że przyjdzie. Po prostu usiadłam na kanapie i okryłam się kocem. Musiałam być cierpliwa i na niego zaczekać. Oparłam głowę o zagłówek i na chwilę zamknęłam oczy. Takie dni mogłabym przeżywać codziennie. Ciągły spokój i odprężenie. Tylko to nie było takie proste, zawsze znajdzie się coś, albo ktoś aby to to popsuć.
- Podsuń się. – Usłyszałam głos chłopaka.
- Siedzę na samym środku Niall, masz wystarczająco miejsca. – Nie rozumiałam jego logiki myślenia.
- Po prostu usiądź mi na kolanach i się do mnie przytul. – Lekko się uśmiechnął.
- Jesteś cholernie zimny. – Mruknęłam.
Zrobiłam tak jak chciał. Usiadłam mu na kolanach i wtuliłam się w jego nagi tors. Przykrył nas kocem, a potem jego ciało drgnęło. Musiał naprawdę zmarznąć.
- Kocham cię. – Szepnął. – Bardzo cię kocham.
- Uświadomiłeś to sobie siedząc na dworze? – Zachichotałam.
- Nie. Uświadomiłem sobie co innego.
- Podzielisz się tym ze mną? – Uśmiechnęłam się.
- Chyba będę musiał. – Głos miał strasznie poważny, ale sądziłam, że ty tylko jego jakaś tania zagrywka. – Tylko najpierw muszę to od ciebie usłyszeć.
- Co takiego? – Podsunęłam się jeszcze bardziej, a głowę ułożyłam pod jego brodą. Gapiłam się w niebieskie frędzelki koca. – Niall?
- Kochasz mnie? – Jego głos był niepewny.
- Przecież wiesz, że tak. – Szepnęłam.
- Nie usłyszałem tego.
- Kocham cię…najbardziej na świecie. – Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Wiem, że wszystko popsuje, ale tak dalej nie mogę. – Cały czas trzymał mnie w objęciach, tak abym nie mogła uciec. Nie miałam pojęcia co ma mi do powiedzenia, ale się tego bałam. – Dużo nad tym myślałem i uznałem, że masz prawo wiedzieć…to mi po prostu nie daje spokoju.
Leżąc głową na jego klatce piersiowej, dostrzegłam głośne bicie serca. Tak jakby miało stamtąd wyskoczyć. Wziął głęboki wdech i kontynuował swoją wypowiedź.
- Naprawdę nie chciałem. To wydarzyło się tak szybko…
- Powiesz w końcu o co chodzi? – Ziewnęłam.
- Pocałowałem Danielle…dwa razy. – Zatkało mnie. Podniosłam głowę i wpatrywałam się w niego z niedowierzaniem. Miałam nadzieje, że zaraz się zaśmieje, ale zamiast tego na jego twarzy pojawiła się łza. Szybkim ruchem ręki ją starł, a ja dalej byłam w szoku. O tych tajemnicach mówiła Rose? O pieprzonym pocałunku mojego chłopaka z najlepszą przyjaciółką?
- Powiedz coś. – Szepnął.
- Nie wieże…-Zaśmiałam się nerwowo.
- Charlie…ja. – Zeszłam z jego kolan i stanęłam w bezpiecznej odległości.
- Po to tu przyszedłeś? Zaciągnąłeś mnie do łóżka, a teraz tak po prostu mówisz, że się z nią całowałeś?
- Proszę cię…ja…ona…- Nie mógł się wysłowić.
- Znowu mnie zraniłeś Niall. – Zanim się zorientowałam moje policzki były już mokre.
- Nie chciałem…proszę nie płacz. – Zbliżał się, a ja mogłam zauważyć, że płacze. Niall Horan i łzy?
- Myślałam, że to już koniec. – Zamknęłam na chwilę oczy, a kiedy je otworzyłam byłam w niego wtulona. – Nie chce tego wszystkiego.
- Przepraszam.
- To nic nie daje i tak ciągle robisz pieprzone błędy. – Zranił mnie, a ja nie mogłam się od niego oderwać. Stałam przyklejona do jego torsu i płakałam jak małe dziecko.
- Nigdy więcej ich nie popełnię. – Jego ręce chodziły po moich plecach.
- Nie możesz tego obiecać…kiedyś obiecałeś i co?!
- Cii…
- Kocham cię…ale…ja.
- Ci…- Uspokajał mnie i o dziwo to pomagało. – Nie chce od ciebie odchodzić, to jest zbyt męczące.
- Wiem, ale bycie z tobą też jest męczące i musisz to wiedzieć. – Fuknęłam.
Staliśmy bez ruchu do czasu, aż z moich oczu nie wypłynęła żadna nowa łza. Pocałował Danielle, czy ona jego? Dlatego mnie tyle czasu olewała? Mogłam mu zaufać? Nie chciałam być sama, ale bycie z nim także miało swoje wady. Kłamstwa…kolejne nas zniszczy i nie ważne jakiej wielkości będzie.
- Coś jeszcze chcesz mi powiedzieć? – Szepnęłam.
- Nie, to wszystko.
- Jeśli masz jeszcze coś do ukrycia…nie dam ci kolejnej szansy Niall.
- Wiem, ale to znaczy, że mi wybaczasz?
- Za bardzo cię kocham, abyś mógł znowu odejść.

_______________________
Wielkie podziękowania dla Patrycji, bez której ten rozdział byłby katastrofą. :D
Mam nadzieje, że w końcu było to czego chcieliście.
KOMENTUJCIE !!
Kolejny w poniedziałek.

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Moment For Me Rozdział 64


Stał bez ruchu kilka minut, jego głowa była spuszczona w dół. Nie patrzył na mnie, a ja nie miałam pojęcia dlaczego.
- Powiedz coś. – Szepnęłam.
- To nie tak jak myślisz, naprawdę. – Skrzywił się.
- Miałeś zamiar powiedzieć mi o balu?
- Nie. – Odparł. – Miałem iść z nią, w ramach przysługi. – Mówił to tak…jakby to w ogóle jego nie ruszało.
- Przysługi? – Zaśmiałam się nerwowo.
- Nie chciałem ci mówić. Wiedziałem, że będziesz zła. Naprawdę nie chciałem.
- I dlatego mnie tam wysłałeś? – Wszystko zaczęło układać się w całość. On tak na poważnie? Chciał mnie się pozbyć, aby z nią tam pojechać. Z Rose!
- To wszystko się skomplikowało. – Podszedł bliżej mnie. – Naprawdę przepraszam.
Nie miałam zamiaru tak po prostu mu ulegnąć. Musiałam być silna i stawiać na swoim. Odsunęłam się od niego i poszłam w stronę salonu. To wszystko…tego było za dużo. Byłam ciekawa jaka to była przysługa, ale chyba nie chciałam się dowiedzieć.
- Charlie. – Stanął nade mną. – Proszę popatrz na mnie.
- Nie chce na ciebie patrzeć, ani z tobą rozmawiać. – Powstrzymywałam łzy. – Zmieniłeś się.
- Może i masz racje. - Usiadł obok. – Ale nie tylko ja.
- Chyba powinniśmy przystopować. – Te słowa ledwo przeleciały mi przez usta. – Ta przeprowadzka…nie jesteśmy gotowi.
- Masz racje. – Co takiego? Nie sądziłam, że się ze mną zgodzi. W tamtym momencie nie miałam pojęcia co się z nim dzieje. Był obojętny. Wkurzało mnie to.
Włączyłam telewizor i zaczęłam przeglądać kanały. Musiałam się czymś zająć. Niall zniknął z pomieszczenia, a ja zostałam sama. Nie miałam pojęcia gdzie poszedł, ale szczerze mówiąc mało mnie to obchodziło. Skoro zachowywał się w ten sposób, to nie mieliśmy o czym rozmawiać.
- Myślę, że powinniśmy się zastanowić nad naszym związkiem. – Jego głos wyrwał mnie z myślenia. Stał w progu z małą torbą. Zabrał swoje rzeczy? Nie miał ich tutaj nie wiadomo ile, a i tak je zabrał?
- Zabierasz…- Urwałam.
- Tak. Powinienem wrócić do domu.
- Rozumiem. – W jednym momencie poczułam cholerną pustkę. On mnie zostawiał? Rzucił mnie? Z jednej strony nienawidziłam go za to kłamstwo, ale z drugiej nie chciałam aby odchodził.
Usłyszałam trzask drzwi, wyszedł. Nie miałam zamiaru biec za nim i prosić, aby nie odchodził. Miałam być na niego zła, ale to mi nie wychodziło. Za bardzo mi na nim zależy, ale on chyba tego nie docenia.
Złapałam za telefon i od razu wykręciłam numer do Naomi. Musiałam się z kimś spotkać i porozmawiać. Tylko, że ona nie odbierała. Kiedy jej najbardziej potrzebuje…musi nawalić.
*** Z perspektywy Nialla ***
- To jest nie dobre, nie znasz się na tym. - Siedziałem razem z Jacksonem w moim mieszkaniu. Po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna jestem tutaj bez rodziców. W końcu pojechali na ten swój idiotyczny bal. Na całe szczęście nic nie traciłem.
- Zadzwońmy po Harrego, on nam doradzi. – Uśmiechnął się chytrze.
- Nie ma mowy. Jeśli tak bardzo chcesz usłyszeć jego opinie, sam się tam wybierz.
- Myślałem, że żyjesz z nim w zgodzie panie Horan.
- Żyje. – Syknąłem. – Po za tym nie sądzę, aby Harry palił to gówno.
- Ty palisz. – Zaśmiał się. – Mówiłeś, że po ostatniej akcji nie dotkniesz tego. Jednak kobieta zmienną jest.
- Powiesz coś jeszcze, to cię zatłukę. – Nienawidziłem jego zachowania. Był bezczelny, zwłaszcza w tym momencie. – To, że ci teraz pomagam…chce odzyskać swoją kasę.
- Dobra, już nic nie mówię. – Uśmiechnął się.
Nie miałem zamiaru się z nim kłócić. Jednak każde jego słowo mnie denerwowało. Miałem ochotę się na kimś wyżyć, ale to przecież by nic nie dało. Musiałem odczekać to wszystko i dać nam czas do namysłu.
Nie mogłem tak po prostu zostać u Charlie, miałem zbyt wielkie wyrzuty sumienia. Pocałunek Danielle, wyparzony język Rose i to to się dzieje teraz. Była i jest dla mnie wszystkim, ale ja także muszę mieć swoje życie. Dopóki się z tym wszystkim nie uporam, nic nie da się zrobić.
- Zrobię coś do jedzenia. – Wstałem od stołu i skierowałem się do kuchni. Byłem cholernie głodny. Wyciągnąłem z lodówki wszystkie możliwe produkty i zacząłem smażyć warzywa. Nie miałem pojęcia co dokładnie robię, ale wiedziałem, że będzie dobre.
- Ta cała Charlotte…dobrze ją znasz?
- To moja dziewczyna, więc tak.
- Jesteście ze sobą blisko, co nie? – Zadawał dziwnie poważne pytania.
- Czego ty chcesz? – Zaśmiałem się nerwowo.
- Zbieram informacje.
- To przestań. – Syknąłem.
****
Było może po piątej nad ranem, a ja już byłem na nogach. Zaparzyłem dwa kubki kawy i szykowałem się na wyjazd razem z Jacksonem. Dwie godziny drogi i nie wiadomo po co. Musieliśmy sprawdzić pewną rzecz, ale to było dość ryzykowne.
- Jak za starych dobrych czasów? – Po jego głosie mogłem dostrzec, że jest strasznie wesoły. Nie rozumiałem za bardzo dlaczego. W tym co robiliśmy nie było żadnej frajdy, przynajmniej dla mnie.
- Bym tak nie powiedział. – Mruknąłem. – Louis jest już na miejscu?
- Tak.
- Weź kawę i idź do samochodu. Pozamykam wszystko i zaraz do ciebie przyjdę.
- Jasne, a kto kieruje?
- Zadajesz idiotyczne pytania. – Prychnąłem. – Pozwolę ci go jedynie wyprowadzić z garażu. Kluczyki są w samochodzie.
- I dlaczego, ja się ciebie słucham? – Zaśmiał się.
- Ponieważ beze mnie nic byś nie zrobił. – Uśmiechnąłem się chytrze. – Nie wiem jak mi się za to wszystko odpłacisz.
Po dwudziestu minutach byliśmy w drodze. W radiu rozbrzmiewała muzyka The Rolling Stones, którą Jackson nucił pod nosem. W tym momencie przypomniało mi się co obiecałem Charlotte. Miałem zagrać jej na gitarze. Strasznie dawno to robiłem, więc mogłem wyjść z wprawy.
Dwie godziny jazdy minęły szybko. Nawet nie zauważyłem, kiedy ten czas minął. Może dlatego, że Wills cały czas nadawał? Uwielbiał gadać o sobie, a jego buzia prawie nigdy się nie zamykała. Czasami można było z nim zwariować, ale także się na coś przydawał. Zapominał o czym może mówić, a o czym nie.
- No to jesteśmy na miejscu. – Uśmiechnąłem się.
- Teraz trzeba ich znaleźć i możemy wracać.
- Nie tak szybko. – Zamknąłem auto i oboje podążyliśmy do wielkiego budynku. Tam miał na nas czekać Louis, oby nic nie spieprzył.
- Co jeśli nam się nie uda. – Jego kolejna wada. Wątpił w ludzi.
- A co ma nie wyjść? Mówimy, że jesteśmy od nich i zabieramy co nam się należy.
- Niby tak, ale…- Urwał. – Nieważne.
*** Z perspektywy Charlie ***
Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Gdzie iść i co zjeść. Chciałam do niego zadzwonić, albo napisać. Tylko, że moja duma mi na to nie pozwalała.
Usiadłam przy wolnym stoliku i czekałam na Naomi. W końcu się odezwała, a mi trochę ulżyło. Potrzebowałam z nią porozmawiać i dowiedzieć się co ona o tym myśli. Od początku nie lubiła Nialla, ale miałam nadzieje, że nie będzie zbyt szorstka.
Po dwudziestu minutach, wiedziała wystarczająco dużo na ten temat. O dziwo nie była w szoku. Jej mina bardziej mówiła „A nie mówiłam, że on taki jest”? Obie z Rose się zgrały, tyle że Naomi nie chodziła z blondynem. Na całe szczęście.
- Te tajemnice…wiesz o jakich mówiła? – Upiła łyk kawy.
- Nie, jego też się nie pytałam.
- Chcesz się dowiedzieć? – Uśmiechnęła się. – No jasne, że chcesz. Też bym chciała.
- Widzę, że to cię nawet cieszy.
- Po prostu ciekawi. – Puściła oczko. – Dobra coś ci powiem, co miałam zatrzymać tylko dla siebie.
- Ty też masz przede mną tajemnice? – Zdziwiłam się.
- To żadna tajemnica, tylko sądziłam, że to nie będzie ci do niczego potrzebne. – Przysunęła się bliżej mnie. – Niall kiedyś się bawił w narkotyki…hmmm…ze swoim kuzynem. Tylko, że nie pamiętam jak się nazywał. Mało brakowało, aby wyrzucili jego ze szkoły. Dzięki ojcu, mógł się dalej uczyć.
- Co takiego? – Szepnęłam. – Ten kuzyn. On ma na imię Jackson?
- Dokładnie, mówił ci o tym?
- Jackson wrócił, tylko że ostatnio cały czas kręci się koło Harrego.
- Styles z tym skończył, przynajmniej mi tak mówił. – Co takiego? Naomi i Harry? – Za to gorzej z Louisem, tym jego współlokatorem.
- Dobra, coś jeszcze?
- Danielle wraca za kilka dni. – Uśmiechnęła się.
- O Dan potem, teraz mi mów skąd tak dobrze znasz się z Harrym. – Tego wszystkiego było za dużo, a ja już się w tym wszystkim nie łapałam.
- Długa historia, ale nie dopowiadaj sobie do tego różnych, dziwnych rzeczy. Przyjaźnimy się, poza tym on jest z tą Kate.
- Szokujesz mnie Caren.
- Wiem, ale nie tylko ciebie. – Jej oczy błyszczały. – Pomogę ci z tym wszystkim. To jest zbyt ekscytujące.

___________
Kolejny w czwartek :)