środa, 18 czerwca 2014

Moment For Me Rozdział 56


        Nie odzywał się do mnie przez cały niedzielny ranek, a potem wyszedł. Nie dawał znaku życia, a ja nie umiałam tego wyjaśnić. Dlaczego tak się zachowywał? Co mu zrobiłam?
W poniedziałkowy poranek, obudziłam się sama. Nie było jego przy mnie, znowu. Poszłam pod prysznic i rozkoszowałam się ciepłą wodą. Owinięta w ręcznik stanęłam przed lustrem i zaczęłam czesać swoje mokre włosy. Jednak coś mi tu nie pasowało. Tak jakby ktoś wszedł do domu. Ściszyłam radio, które było przymocowane w kabinie prysznicowej i faktycznie ktoś był na dole. Szybko przebrałam się w dres i jak gdyby nigdy nic zeszłam. Blondyn chrząkał się po kuchni i robił sobie coś do jedzenia. Stanęłam w progu i zaczęłam go obserwować. Naprawdę go nie rozumiałam.
- Hej. – Powiedział niepewnie, a ja się nie odezwałam. Olewał mnie, więc ja także postanowiłam to zrobić. – Zjesz ze mną?
Patrzyłam na niego jak na idiotę. Brakowało mi jego. Oddalaliśmy się od siebie i miał racje. Tylko nie potrafiłam tego wytłumaczyć, dlaczego to wszystko się znowu sypie? Nie potrafiłam zrobić tak, aby było wokół mnie szczęście. Ono uciekało.
- Charlotte? – Dotknął mojego nadgarstka. – Danielle u ciebie była?
- Dan? Niby po co? – Zmrużyłam oczy.
- Hmm…no nie wiem. – Odchrząknął. – Przepraszam.
- Przepraszasz? – Spytałam niepewnie. – Za co Niall?
- Za wszystko. Zachowywałem się jak dupek i dalej to robię. – Po jego policzku spłynęła łza. – Nie wiem dlaczego taki jestem.
- Gdzie byłeś wczoraj?
- Siedziałem w domu. – Mruknął.
- Nie rozumiem co się z tobą dzieje. Dlaczego palisz i przychodzisz do domu napity. Nawet nie wiesz jak bardzo to boli. – Jęknęłam.
- Naprawdę nie chciałem. Przepraszam.
Wtuliłam się w niego i zaczęłam płakać. Nie miałam pojęcia czemu z moich oczu wypływają łzy. Może dlatego, że bałam się, że go stracę. Czułam jak blondyn głaszczę mnie po głowie. Szepcze czułe słówka i jeszcze bardziej do siebie przytula. Takiego Nialla kochałam i z takim chciałam być.
- Potrzebujemy odpoczynku. Oboje. – Szepnął.
Odsunęłam się od niego i razem usiedliśmy przy stole. On jadł śniadanie, a ja patrzyłam na niego z utęsknieniem. Zaczęłam uśmiechać się sama do siebie, był kimś wspaniałym. Nie wyobrażałabym sobie życia bez niego.
- Niall? – Spytałam, a on się poderwał. Spojrzał na mnie tymi błękitnymi oczami. – Jesteś ze mną szczęśliwy?
Moje pytanie trochę go zaskoczyło. Rozglądał się po pomieszczeniu, tak jakby szukał odpowiedzi. Lekko westchnął i przysiadł się bliżej mnie. Złapał za rękę i spojrzał głęboko w oczy.
- Gdybym nie był szczęśliwy nie był bym z tobą Charlie. Nie spędzał bym z tobą tyle czasu i nie zakochałbym się jak idiota. – Uśmiechnął się. –Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Wiesz dlaczego? – Zaprzeczyłam. – Bo mam ciebie. Ty jesteś moim szczęściem.
- Nie spodziewałam się takiego wyznania. – Zaśmiałam się. – Kocham cię.
- To w takim razie chyba mogę ci coś powiedzieć. – Zaczął. – Mam dla ciebie niespodziankę.
- Niespodziankę? – Powtórzyłam. – Niby jaką?
- Niespodzianka to niespodzianka. – Uśmiechnął się chytrze. – Musisz być cierpliwa.
Przez cały dzień nie chciał mi nic powiedzieć. Chociaż chodziłam za nim przez cały czas. Nabijał się tylko ze mnie i się śmiał. Nie przepadałam za niespodziankami. Byłam niecierpliwa i bardzo mnie wkurzały. Bo co jeśli ktoś zrobi coś, czego nie lubię? Siedzieliśmy razem przed telewizorem. Przyklejeni do siebie i bardzo szczęśliwi. Nie podejrzewałabym, że jeszcze wczoraj przez niego płakałam.
- Chyba muszę zdradzić ci trochę tej niespodzianki. - Mruknął
- W końcu. – Wstałam zadowolona. – To co masz dla mnie?
- Powoli. – Zaśmiał się. – Spakuj się, wyjeżdżamy za dwadzieścia minut.
- Co proszę? – Zdziwiłam się. – Siedzieliśmy cały dzień, nic nie robiąc. Nie mogłeś powiedzieć wcześniej?
- Nie. – Zaśmiał się.
- I co ja mam niby tam spakować? Dokąd jedziemy? – Zaczęłam zadawać pytania.
- Nic więcej nie mówię. – Uśmiechnął się i zamilkł.
Nie wiedziałam co mam zrobić. Spakować się czy może udać, że się obraziłam? Weszłam do garderoby i po chwili wahania wrzuciłam parę spodni na dno. Co dalej? Kilka sukienek, bluzki i chyba cztery pary butów. Moje pakowanie skończyło się dosłownie w czasie. Byłam z siebie dumna.
- Idziesz? – Cały czas mnie poganiał.
- Tak, chwilka. – Zdjęłam dres i w samej bieliźnie stanęłam przed szafą. Musiałam w coś się ubrać. Tylko, że nie miałam pojęcia co nałożyć.
- Dla mnie możesz jechać ubrana właśnie tak. – Jego ręce wylądowały na moich biodrach.
- Jasne. Wtedy wszyscy faceci będą się na mnie gapić. Chcesz tego prawda? – Zaśmiałam się.
- Ta niebieska bluzka też jest całkiem niezła. – Podął mi koszulkę, a ja dołożyłam szorty.
****
Jechaliśmy jakieś dwie godziny. Nie miałam pojęcia dokąd mnie zabiera. Cały czas siedziałam i gapiłam się w okno. On tylko się ze mnie śmiał. Niespodzianka…ciekawe jaka.
- Daleko jeszcze? – Cały czas marudziłam.
- Jesteśmy w Hastings. – Odpowiedział. – Jedna trzecia niespodzianki została odkryta.
- W końcu. – Pisnęłam. – Co będziemy tu robić?
- Przede wszystkim odpoczywać. – Uśmiechnął się.
Zatrzymaliśmy się przed wielkim budynkiem. Można było powiedzieć, że jest to hotel. Wspaniale oświetlony. Stałam z wielkimi oczyma i się temu wszystkiemu przyglądałam. Byłam zachwycona. Jakiś chłopak zabrał nasze walizki i zaprowadził do środka. Wielkie, jasne lobby. Na ścianach znajdowały się drewniane płyty, a sufit był wypełniony milionami malutkich światełek.
- Możemy iść. – Blondyn pociągnął mnie za rękę.
- Nic nie rozumiem. – Szepnęłam. – Dlaczego mnie tu zabrałeś?
- Dowiesz się w swoim czasie. – Pocałował mnie w policzek i chytrze się uśmiechnął.
Wjechaliśmy na czwarte piętro. Nasz pokój znajdował się prawie na samym końcu korytarza. Kiedy blondyn otworzył drzwi, nie wiedziałam co powiedzieć. Pomieszczenie było śliczne. Całe w spokojnych kolorach. W samym wejściu stała kanapa, a naprzeciwko niej wisiał telewizor. Nie było żadnych drugich drzwi. Sypialnia znajdowała się za białą ścianą, a po lewej stronie była łazienka. Także otwarta na całą przestrzeń. Plus tego wszystkiego był taki, że nigdzie nie można był się zatrzasnąć. No chyba, że w całym tym pokoju. Jednak był też minus, dla mnie. Biorąc prysznic musiałam być przygotowana na to, że blondyn może mnie podejrzeć.
- I jak ci się podoba? – Niall rzucił się na wielkie łoże.
- Jest ślicznie. – Uśmiechnęłam się.

*** Z perspektywy Nialla ***
Nie mogłem jej powiedzieć, nie teraz. Była szczęśliwa, a to jedno głupie słowo mogło zniszczyć wszystko. Oczywiście to była tylko i wyłącznie moja wina, moja własna głupota. Dalej nie mam pojęcia co mnie wtedy napadło. Gorszy dzień, czy jak?
Spojrzałem na brunetkę, która słodko spała. Widać, że jest zmęczona i potrzebuje odpoczynku. Wstałem z łóżka i podążyłem w stronę balkonu. Potrzebowałem zapalić. To było mi teraz potrzebne. Przymknąłem drzwi i usiadłem na płytkach. Jeden ruch i od razu zrobiło mi się lżej. Dym nikotynowy wypełnił moje płuca, a ja mogłem powiedzieć, że jest mi sto razy lepiej. Dzięki temu odprężałem się.
Nie miałem pojęcia, która była godzina. I chyba nie chciałem wiedzieć. Niebo było wystarczająco ciemne, a dookoła paliły się lampy. Widok na morze był nieziemski. Mógłbym tu pozostać na zawsze. Zostawić całą tą przeszłość i się tu przenieść.
- Dlaczego nie śpisz? – Szybkim ruchem zgasiłem papierosa i spojrzałem na Charlie. Dziewczyna była nieco przestraszona.
- Nie mogłem zasnąć. – Skłamałem. – Chodź do łóżka.
- Coś się stało? – Zatrzymała mnie. – Jest coś o czym powinnam wiedzieć?
- Nie. – Zaprzeczyłem. – Po prostu nie mogłem spać.
Zamknąłem drzwi balkonowe i wróciłem z brunetką do łóżka. Jej ciało owinęło się wokół mnie i zasnęła. Zaś ja dalej rozmyślałem nad tym wszystkim. Co było dobre i co mogłem jeszcze zrobić, aby ją uszczęśliwić.
- Niall. Niall. Niall. – Usłyszałem głos Charlie.
- Co się dzieje? – Poderwałem się do góry.
- Nic. – Zaśmiała się. – Pora wstawać.
- Ach, tak. – Uśmiechnąłem się. – Musimy zdążyć.
- Czyżby to ta wielka niespodzianka? – Pisnęła.
- Tak, to właśnie to.
Co jeśli jej się nie spodoba? Może mnie wyśmiać i się nie zgodzić. To wszystko było dość ryzykowne, ale musiałem spróbować. Musiałem pokazać jej jak bardzo ja kocham. Tylko, nie miałem pojęcia czy to jest najlepszy pomysł. Cały czas miałem wątpliwości.
Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy w to miejsce. Piękny domek położony blisko morza. To było marzenie wielu dziewczyn, ale czy jej? Cholernie się bałem.
- Gdzie my jesteśmy? – Wjechałem na podjazd. To nie był domek, tylko willa. Byłem zaskoczony, ale pozytywnie. – Niall? Dowiem się w końcu?
- Jeszcze chwilkę. – Zaśmiałem się.
Złapałem ją za rękę i weszliśmy do środka. Przywitał tam nas miły pan w czarnym garniturze. Sprzedawał to miejsce, a ja byłem chętnym na zakup. Wielki salon, pięknie urządzony. To było naprawdę cudowne miejsce, a taka okazja nie mogła się powtórzyć.
- Niespodzianka jest taka, że możemy tu zamieszkać. – Odchrząknąłem.
- Co takiego? – Na jej twarzy panował wielki uśmiech, ale i zaskoczenie. O to właśnie mi chodziło.
- Wszystko zależy tylko od ciebie. – Mruknąłem.
- Nie wiem co powiedzieć. – Zaśmiała się.
- Wystarczy jedno słowo, tak albo nie.
- Mogę się zastanowić? – Spytała niepewnie.
- Jasne, ale najpierw obejrzyjmy dom. – Uśmiechnąłem się.
Zwiedziliśmy cały dół, potem górę. Charlie była zachwycona, zresztą nie tylko ona. Dom był wspaniały, ale to był dopiero początek. Wyszliśmy na zewnątrz. Wielki taras z tyłu domu, a z niego widok na morze. Usiedliśmy na krzesłach i zapadła cisza.
Szum morza był uspokajający, można było tutaj usiąść i siedzieć całymi dniami. To było coś wspaniałego. Chciałem tu zamieszkać i naprawdę się na to wszystko napaliłem. Tylko nie mogłem podjąć decyzji za nas dwoje.
Po obejrzeniu domu, nie wróciliśmy od razu do hotelu. Postanowiliśmy się przejść. Plaża, na której było mnóstwo ludzi wcale nas nie odstraszała. Zwiedzaliśmy okolice i cieszyliśmy się wspólnie spędzonym czasem.
Wieczorem udaliśmy się do restauracji. Na całe szczęście nie musieliśmy daleko iść. Była ona na parterze. Elegancka z niesamowicie dobrym jedzeniem. Siedzieliśmy tam zrelaksowani, ale jak zawsze coś musiało nam wszystko popsuć. Mój telefon nie dawał za wygraną i cały czas się odzywał. W końcu chciałem go wyłączyć, ale kiedy zobaczyłem kto dzwoni postanowiłem odebrać.
- Przepraszam…to mama. Muszę odebrać. – Nienawidziłem kłamać, ale w tamtym momencie nie mogłem powiedzieć, kto się do mnie dobija. Popsułbym wszystko, zresztą tak jak zwykle.
Znalazłem miejsce, w którym nie ma nikogo i odzwoniłem.
- Gdzie ty do cholery jesteś? – Dziewczyna zaczęła się drzeć. No tak, nikomu nic nie powiedziałem. Tylko, że nie zamierzałem psuć sobie tego wyjazdu.
- Nie twój zasrany interes. – Mruknąłem. – Czego ty znowu chcesz Rose?
- Dobrze wiesz, czego. – Mogłem wyczuć, że właśnie w tym momencie się uśmiecha. Wredna suka, która zamiast serca ma tam kostkę lodu. – Zrobiłeś to, co chciałam?
- Jestem w trakcie.
- Wiesz co się stanie jeśli tego nie zrobisz? – Zaśmiała się.
- Tak, wiem. Tylko nie musisz mi cały czas o tym przypominać. – Burknąłem.
- Naprawdę cię kocham.
- Oj zamknij się, dobra? – Miałem jej dosyć. Była jak rzep na ogonie. Zawsze kiedy jej się pozbywałem przybywała znowu. To było dosyć chore.
- W każdej chwili mogę wykonać jeden cholerny telefon. A potem zostaniesz całkiem sam. Wiem, że tego nie chcesz Niall.
- Nie chce i dlatego zgodziłem się na tą chorą propozycje.
- Do zobaczenia. – Pisnęła.
Odłożyłem telefon i nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Byłem zdenerwowany i nie potrafiłem wrócić do tego cholernego stolika i dalej się uśmiechać. Zrobiłem wszystko co mogłem, teraz Charlie miała dać ostateczną odpowiedź. Musiałem czekać.

______________________________
OGŁOSZENIE KTÓRE MUSZISZ PRZECZYTAĆ !!!

Blog zostanie jeszcze przez pewien czas. Miałam go kończyć, ale jakoś nie mogę się z nim rozstać.
Rozdział ten będzie ostatni.
Dlatego, że jest to koniec I części bloga. Wiem, że nie pisałam że coś takie w ogóle będzie. Tylko trochę sie pomieszało i podzielę to na części. I i II, a jak będzie potrzeba to i na III

CO W II CZĘŚCI?
Na pewno nie będzie już gifów.
Pojawi się nowy bohater, który dużo namiesza.
Więcej emocji.
Możliwe, że rozdział będą dodawane raz w tygodniu z powodu wakacji. Tylko, że nie będą tak krótkie jak te co są w tej chwili.

Ps. Jak wam się podoba nowy wygląd bloga?

Kolejny w niedziele ;)

sobota, 14 czerwca 2014

Moment For Me Rozdział 55

                                                 Zaczęłam się martwić. Nie odbierał telefonu, ani nie odpisywał na sms-y. Rozumiem, był na imprezie u Zayna. Tylko, że powinien wrócić już dawno temu. Było już po drugiej.
- Zaraz przyjdzie, spokojnie. – Naomi jeszcze bardziej mnie denerwowała. A co jeśli coś się stało? Ona tego oczywiście nie rozumiała.
- Nie. Nie spokojnie! Coś się stało i to czuje. – Mruknęłam.
- Uspokój się. – Jęknęła.
Usiadłam na kanapie i próbowałam o tym nie myśleć. Tylko, że to było zbyt trudne. Nie potrafiłam się nie martwić. Niall był dla mnie kimś ważnym i nie mogłam jego stracić. Gdyby wysłał głupiego sms-a, było by w porządku. Tylko, że on się nie odzywał od wczoraj. To było do niego nie podobne.
- Koniec z tym marudzeniem. Ubieraj się. – Naomi wstała z miejsca i mnie podciągnęła.
- Nie mam siły na wyjścia. – Jęknęłam. – Nie widzisz, że jestem słaba?
Czułam się znakomicie, ale nie chciałam zdradzać tego przyjaciółce. Nie miałam ochoty nigdzie wychodzić. Tylko, że nie miałam nic do gadania. Praktycznie zaciągnęła mnie na górę i kazała się przebierać. Nałożyłam ciemne długie spodnie i koszule w kratkę. Nieodłącznym punktem mojego stroju były czarne conversy. Nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu w nich wyjdę. Tylko nie spodziewałam się tego, że to wyjście nastąpi właśnie dzisiaj. Miałam opuścić dom po raz pierwszy od mojej wizyty w szpitalu. Oczywiście wyjścia do lekarza się nie liczyły, były to tylko chwilowe pobyty na dworze.
Kiedy wyszłyśmy na zewnątrz na mojej twarzy pojawił się wielki grymas. Słońce świeciło cholernie mocno, a ja nie mogłam do niego przywyknąć. Zanim wsiadłyśmy do samochodu na moim nosie znalazły się okulary przeciwsłoneczne. Z wielkim trudem weszłam do auta Naomi. Nie byłam jeszcze nie wiadomo jak zdrowa. Nie miałam jeszcze siły, ale może to wyjście to nie był wcale taki głupi pomysł. Przynajmniej oderwie mnie od złych myśli.
Nasza droga nie trwała w ciszy. Blondynka cały czas gadała. Jak to przespała się z niejakim Joe. O jego pięknym domu i niezwykłym poczuciu humoru. Jednak sama przyznała, że leci na jego pieniądze. On sam ją nie interesuje i przestali się spotykać. Cios w plecy…Czasami nie rozumiałam tej dziewczyny. Nie mogłam zrozumieć jej toku myślenia i kiedy coś powiedziała nie wiedziałam czym mam się śmiać, czy płakać.
- Jesteśmy na miejscu. – Pisnęła z radości. – Czas na zakupy.
- Widzisz ten entuzjazm? – Spojrzałam na nią z zrzędliwą miną. – Naprawdę Naomi? Zakupy?
- Nie marudź, dobra? Nie mów, że jesteś nie wiadomo jak zmęczona. Wiem, co przeszłaś. Tylko, że nie pozwolę abyś siedziała całe życie w domu. Jesteś młoda i masz się bawić. Jasne?
- No w sumie dawno już byłam na zakupach. – Na mojej tworzy pojawił się mały uśmiech.
- No i tak trzymać. – Zaśmiała się. – A teraz idziemy!


Wyszłyśmy z samochodu i schodami wjechałyśmy na pierwsze piętro. Na całe szczęście w centrum handlowym nie było nie wiadomo jak dużo ludzi. Garstka osób, dosłownie. Zaczęłyśmy od naszych ulubionych sklepów, Zara i H&M. Naomi wybrała kilka świetnych sukienek, a mi przypadł do gustu płaszcz. Czarny i prosty.
- Co myślisz o tym? – Spojrzałam na czerwoną sukienkę i się zakochałam. Prosta z niewielkim dekoltem uszyta z koronki. Nie widziałam nigdy piękniejszej rzeczy. Od razu wzięłam ją do przymierzalni i zobaczyłam jak leży na mnie.
- Naomi? – Zwróciłam się do brunetki.
- Bierzemy. – Zaśmiała się.

Trzy godziny – tyle trwało nasze chodzenie. Potem mały obiad w jakiejś restauracji i powrót do domu. Kiedy rzuciłam się na fotel myślałam, że z niego nie zejdę. Byłam cholernie zmęczona i najedzona.
- No to zaliczam ten dzień do udanych. – Mruknęłam.
- Widzisz, a nie mówiłam. – Uśmiechnęła się. – I przez ten czas nawet nie wspomniałaś o Horanie.
- Właśnie, Niall. – Momentalnie się zerwałam i pobiegłam do kuchni. Zostawiłam tam swój telefon więc nie wiedziałam czy się odzywał. Odblokowałam komórkę i zobaczyłam, że mam jednego sms-a.
Od razu go otworzyłam.
„ Muszę coś załatwić. Będę wieczorem.”
- Serio? – Wydarłam się. – Będzie wieczorem.
- Ale przynajmniej napisał, tak? – Ziewnęła.
- Coś jest nie tak…- Szepnęłam.
****
Po długiej kąpieli mogłam spokojnie położyć się do łóżka. Zapaliłam lampkę i włączyłam telewizor. Na całe szczęście miałam go w sypialni. Przełączałam kanały, ale jak zwykle nic nie było. Jeszcze dobrze się nie zagrzałam, a już musiałam wstawać. Włożyłam płytę z filmami i znowu znalazłam się w łóżku. Tym razem wybrałam American Pie. Lepsze to niż jakiś program o gotowaniu.
Zaczęłam oglądać film, ale nie mogłam się skupić. Cały czas myślałam o blondynie. Dlaczego dalej go nie było? Wskazówki zegarka wskazywały dziesiątą w nocy. Co się działo?
Zaczęłam przysypiać i nawet coś mi się śniło. Ocknęłam się kiedy leciały już napisy końcowe. Sprawdziłam drugą stronę łóżka, dalej była pusta. Nie mogłam do niego wiecznie wydzwaniać. Więc odwróciłam się na lewy bok i próbowałam zasnąć.
Nagle poderwałam się do góry. Usłyszałam huk. Coś się zbiło. Zeszłam z łóżka i nie miałam pojęcia co mam zrobić. Co jeśli to włamywacz? Oświetliłam całą górę, a w ręku trzymałam telefon. Powoli zeszłam na dół i to co zobaczyłam zszokowało mnie jeszcze bardziej niż jakiś durne włamanie.
- Niall?! – Chłopak był nieprzytomny. – Piłeś?
- Tylko troszkę. – Wymamrotał.
- Gdzie byłeś? – W tamtym momencie byłam na niego wściekła. Nie rozumiałam jego zachowania.
- U Zayna kochanie. – Uśmiechnął się.
- Całą noc, a potem cały dzień? – Zmierzyłam go wzrokiem.
- Nie do końca. – Ziewnął. – Jestem zmęczony.
Chwiejnym krokiem zaczął do mnie podchodzić. Pomogłam mu dojść do kanapy w salonie. Usiadł zadowolony i bacznie mi się przyglądał.
- Dlaczego jesteś taka niedostępna? – Spytał. – Oddalamy się od siebie.
- Jesteś pijany. – Nie miałam ochoty z nim dyskutować. I tak by nic nie pamiętał, więc to było bez sensu. Wyjęłam z jego kieszeni telefon i odłożyłam go na stoliku.
- Jeszcze to. – Podał mi paczę papierosów. Zaraz…on miał papierosy?
- Palisz? – Spytałam zdziwiona.
- Widzisz, jak mnie znasz kochanie. – Jęknął.
- Co się z tobą dzieje? – Nie poznawałam jego. Zachowywał się jak…jak Harry. Jak zła wersja Stylesa. Teraz zauważyłam ten wspólny gen. Byli cholernie podobni, ale tylko wtedy jak się napili.
- Nic. Wracaj z powrotem do łóżka.
Powiedział to z taką pogardą, że nie wierzyłam w to co słyszę. Był dla mnie chamski, po raz pierwszy. Odwróciłam się na pięcie i wyszłam z pomieszczenia. Zgasiłam wszystkie światła i wróciłam do łóżka. Pojedyńcze łzy spłynęły mi po policzkach. Było mi przykro z powodu jego zachowania. Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego był taki dziwny.
*** Z perspektywy Harrego ***
Dzisiaj był wielki dzień. Obudziłem się z wielkim bananem na twarzy i od razu zabrałem się za sprzątanie. Tak, to trochę dziwne ale nie miałem zamiaru siedzieć w syfie.
- Harry! – Wołanie dochodziło z kuchni. Nie zamierzałem tam iść. Lou chciał coś ode mnie, więc sam powinien do mnie przyjść.
- Przyjdź, jak cos chcesz! – Wrzasnąłem.
- Co mam kupić? Zgubiłem tą listę. – Usiadł na fotelu i zaczął notować. Mieliśmy dzisiaj przygotować obiad, dla Kate i Eleanor. Dziewczyny miały się poznać. Wcześniej nie było okazji, bo cały czas się wymijaliśmy. Podzieliliśmy się obowiązkami. Louis miał zrobić zakupy i dwa dania. Ja zaś posprzątać cały ten burdel i zrobić jakiś deser. Bałem się, że to będzie jedna wielka katastrofa. Nie jesteśmy mistrzami w gotowaniu, więc to mógł być problem.
Pierwsze co zrobiłem to zebrałem wszystkie nasze walające się ubrania. Włożyłem do automatu i nastawiłem pranie. Jak sprzątać, to robić to dobrze. Potem poukładałem wszystko co się walało i pościerałem kurze. Odkurzanie zajęło mi jakąś godzinę, a zmywanie podług czterdzieści minut. Ledwo odłożyłem wszystkie „narzędzia”, a do mieszkania wpadł brunet.
- Dopiero posprzątałeś? – Jęknął.
- Dopiero wróciłeś? – Parsknąłem.
- Nawet nie wiesz jak ciężko znaleźć to wszystko. Gdyby nie taka miła pani, siedziałbym tam jeszcze z trzy godziny.
- Miła pani mówisz? – Zaśmiałem się.
- Nie przedrzeźniaj mnie Harry i zabieraj się do roboty. – Podał mi reklamówki z zakupami, a sam poszedł po kolejne. Kupił tego tyle, że chyba będziemy jedli to wszystko przez miesiąc. Ustawiłem wszystko na wielkim stole i nie wiedziałem za co mam się zabrać. Deser. Nawet nie wiedziałem jak mam go zrobić.
- Jak mam się za to zabrać? – Jęknąłem.
- Nie marudź. Lepszy ten twój deserek, niż to co ja mam zrobić.
Zająłem połowę kuchni i zacząłem coś działać. Wsypałem galaretkę do miski i zalałem wodą. To było dosyć proste. Niestety to był początek, a schody zaczęły się nieco później.
****
- Harry! Otwórz! – Poprawiłem swoją marynarkę i otworzyłem drzwi. Stała w nich Eleanor, nasz pierwszy gość.
- Wow. – Uśmiechnęła się. – Nie sądziłam, że kiedykolwiek cię zobaczę w garniturze.
- Brakuje tylko krawatu, ale jego już nie włożę. – Zaśmiałem się. – Ślicznie wyglądasz.
Dziewczyna weszła do środka. Musiałem się zmuszać, aby tylko nie patrzeć na jej zgrabny tyłek. Jednak moja męskość była silniejsza. Nie dałem rady i się złamałem. Spojrzałem i lekko westchnąłem. Nagle do drzwi znowu ktoś zaczął się dobijać. Wyciągnąłem rękę i je otworzyłem.
- Hej. – Uśmiechnąłem się.
- Cześć Harry. – Na przywitanie dostałem soczystego buziaka. Zapowiadał się miły wieczór.
Kiedy dziewczyny się zapoznały usiedliśmy do stołu. Atmosfera nie była ani trochę krępująca. Wszyscy dobrze się bawiliśmy. Kate i El znalazły wspólny język i gadały jak najęte. Może to i dobrze? Obiad, który przygotowaliśmy był bardzo dobry. Zdziwiłem się, że tak dobrze nam poszło. Zawsze było jakieś ale. Tylko, że nie teraz. Wszystko było idealne, ale to było dość podejrzane.
Kolacja minęła w niesamowitym tempie. Czas leciał jak pokręcony.
- Naprawdę było pyszne. – Dziewczyny zachwycały się na każdym kroku.
Razem z Louisem posprzątaliśmy wszystko w pięć minut. Potem przyjaciel wyszedł na spacer, aby odprowadzić Eleaonor. Dobrze wiedziałem, że już nie wróci. Brunet na pewno zostanie u niej na noc, albo i na kilka dni. Znikał tak bardzo często.
- Nalać ci wina? – Spytałem niepewnie, a dziewczyna się zgodziła.
- Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę tak z tobą siedziała. – Uśmiechnęła się. – Jesteś naprawdę wspaniałym chłopakiem Harry.
- A ja nie sądziłem, że kiedyś będę miał dziewczynę. – Zaśmiałem się. – Naprawdę się tego nie spodziewałem.
- Żałujesz? – Spytała pewnie.
- Niczego nie żałuję.
Zbliżyłem się do niej i delikatnie wpiłem się w jej usta. Były miękkie i smakowały jak truskawki. To było lekkie zaskoczenie, bo zawsze smakowała jak jagody. Jednak błyszczyk do ust można zmienić. Nasze języki współgrały idealnie. Na początku nasze pocałunki były delikatne, ale z czasem stały się namiętne i zachłanne. Wziąłem ją na ręce i poszliśmy do mojego pokoju. Byłe lekka jak piórko. Dziewczyna popchnęła nogą drzwi i zapaliła lampkę. Gdyby nie to, że posprzątałem już dawno leżelibyśmy na podłodze. Położyłem ją na łóżku, a sam zacząłem się rozbierać.
- To do jakiej części teraz przechodzimy? – Zaśmiała się. – Długi czy krótki sex?
- Oczywiście, że to pierwsze. – Uśmiechnąłem się chytrze.
- Niech ci będzie. – Mrugnęła. – To za tą pyszną kolacje.
Zostałem w samych bokserkach. Chciałem teraz zabrać się za dziewczynę, ale ona także pozbyła się zbędnych ubrań. Usiadła na mnie rozkrokiem i zaczęła całować. Jej zimne dłonie zaczęły jeździć po mojej klatce piersiowej, a paznokcie zostawiały długie czerwone ślady. Chciałem, aby się położyła. Jednak ona chyba nie chciała stracić dominacji nade mną. Cały czas trzymała się swojej pozycji i nie pozwalała aby to ja przejął kontrolę. Nigdy jeszcze nie byłem na drugim planie. Zawsze to ja byłem głównym dowodzącym. Jednak teraz się coś zmieniło. Moje usta zjechały na szyję dziewczyny. Zostawiałem tam malutkie czerwone plamki. Nie obchodziło mnie to, że to wszystko będzie widać. Cieszyłem się chwilą i tym, że zaraz przelecę moją dziewczynę. Dziewczynę…jak to ładnie brzmi. Z jej ust wydobywały się ciche jęki. Co oznaczało, że jej się podoba. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Uwielbiałem to robić, a jeśli miałem sprawić jej przyjemność to tym bardziej mnie to zadowalało. Jedną ręką odpiąłem jej stanik, a moim oczom ukazały się jędrne piersi. Na prośbę Kate położyłem się na łóżku, a ona na mnie usiadła. Nie miałem pojęcia co chce zrobić. Uśmiechała się tylko pod nosem i była strasznie tajemnicza. Między pocałunkami łapała mnie za wybrzuszenie i sprawiała, że z moich ust wydobywają się ciche jęki.
- Nie baw się mną. – Zaśmiałem się.
- Bądź cierpliwy Harry. – Uśmiechnęła się.
Zeszła nieco niżej. Zdjęła moje bokserki, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Wiedziałem co chce zrobić, więc nie protestowałem. Jej dłonie ujęły mojego penisa i zaczęła się nim bawić. Jej usta dotknęły go pi kilu minutach i małymi ruchami doprowadzała mnie do rozkoszy. To była chyba najprzyjemniejsza rzecz jaką zrobiła dla mnie dziewczyna.
- Teraz ty się połóż. – Poprosiłem, ale ona się nie zgodziła. Zdjęła z siebie ostatnią cześć ubrania i była naga. Przegryzłem wargi i już chciałem to z nią zrobić. Niestety musiałem być cierpliwy. To ona teraz dominowała i musiałem się dostosować. Zaczęła mnie całować, a jej kobiecość ocierała się o moje przyrodzenie. W końcu zrobiła to na co czekałem. Nasze ciała zostały połączone w jedną całość. Jej ruchy były powolne, ale z czasem robiła to coraz szybciej. Zaś ja tylko leżałem. To było dosyć dziwne, bo nigdy nie jestem tym co nic nie robi. Może to i lepiej? Poznałem inna stronę tego wszystkiego. Po dość długim czasie dziewczyna opadła obok mnie i zaczęła się śmiać. Dołączyłem do niej i przykryłem nas kocem. Swoim delikatnym jak aksamit ciałem przytuliła się do mnie. Jej głowa znalazła się na mojej klatce piersiowej. Pocałowałem ją w czoło i jeszcze mocniej przytuliłem.
- Kocham cię. – Szepnąłem.
- Ja ciebie też. – Mruknęła.
- Nie mów tak tego. – Zaśmiałem się. – Nigdy tak nie mów, to nie brzmi kochająco.
- W porządku Harry. – Zachichotała. – Kocham cię, skarbie moje.
- Tak lepiej. – Złączyłem nasze usta i delikatnie pocałowałem.

_______________________________________________

Tak jak obiecałam. Rozdział dodany w sobotę :)
Chcieliście scene +18 z Charlie i Niallem. Ale chyba się nie pogniewacie, jak to będzie właśnie Harry i Kate? :)
Wybaczcie jeśli czytając czujecie obrzydzenie. Pisałam to ostatnie ponad godzinę i nie mogłam przestać się śmiać. Nie lubię tego pisać, ale czego się dla was nie robi :D
Kolejny w środę.
Ps. Wypowiadajcie się na temat tego co się dzieje między głównymi bohaterami :) Chce znać wasze zdanie! Bo nie wiem ile jeszcze rozdziałów będzie.
PS. 2. KTO CHCE ABY KOLEJNY ROZDZIAŁ BYŁ DLA NIEGO zadedykowany? ;) 

czwartek, 12 czerwca 2014

Moment For Me Rozdział 54


        Nie czułam się najlepiej. Byłam słaba i roztrzęsiona. Nie miałam pojęcia co się działo przez ostatnie kilka dni. Nic nie pamiętałam. Ostatnie co zostało w mojej pamięci to wizyta psychologa. Potem tak jakby urwał mi się film.
- Chyba śpi. – Usłyszałam kobiecy głos.
- Ten dupek powinien siedzieć w więzieniu. – Kolejna osoba. Nie miałam pojęcia o kim rozmawiają. Nawet nie chciałam słuchać.
Otworzyłam ponownie oczy i spoglądałam na pustą przestrzeń. Nie było tam nic ciekawego. Zasłonięte okno, a obok łóżka stał stolik nocny. Stała na nim woda. Lekko uniosłam się do góry i próbowałam chwycić butelkę. Jednak byłam za słaba.
- Poczekaj. – Poczułam jak Niall łapie mnie za rękę i pomaga usiąść.
- Boli. – Wymamrotałam.
- Danielle, zadzwoń po lekarza. – Krzyknął, a ja się nieco wystraszyłam. – Przepraszam.
Upiłam łyk zimnej wody i nieco mi ulżyło. Moje usta ze spieszchniętych stały się miękkie. Poczułam się lepiej, ale dalej było mi słabo. Nie mogłam się dziwić, przecież nie jadłam tyle czasu.
- Nadal boli. – Złapałam się za bliznę, a pojedyncze łzy spłynęły po moich policzkach. Nie rozumiałam tego. Dlaczego bolało mnie serce?
- Zaraz ktoś przyjedzie. Wytrzymasz? – Przyciągnął mnie do siebie. Głową oparłam się o jego klatkę piersiową i lekko oddychałam. Blondyn zaś gładził moje włosy i nie pozwolił mi drżeć.
- Nie chce umierać. – Szepnęłam. – Nie teraz.
- Nie możesz tak myśleć. – Brzmiał dość dziwnie. Płakał? – Zaraz ktoś przyjedzie. – Znowu powtórzył.
- Jest mi ciężko. – Jęknęłam.
- Nie możesz się teraz poddać, rozumiesz? – Miałam ochotę zamknąć powieki i po prostu pójść spać.
- Nie mogę. – Wyszeptałam.
Po kilku minutach usłyszałam trzask drzwi, potem bieg po schodach. Moje ciało dalej było bezwładne, a powieki stawały się ciężkie. Ktoś ułożył mnie w pozycji leżącej i zaczął badać. Serce waliło jak oszalałe, a dłonie się telepały.
- Poczujesz teraz ukucie. – Usłyszałam od mężczyzny.
W lewym ręku prawdopodobnie zamontowali mi wenflon. W ten sposób mogli łatwo podać potrzebne leki, bez żadnego ale. Przez dłuższy czas nic nie słyszałam. Kompletna cisza. Jednak cały czas ktoś mnie dotykał. Jak nie za rękę to za głowę. To było dosyć dziwne, ale może to był ich sposób badania?
*** Z perspektywy Nialla ***
Nie miałem pojęcia co jej dał ten pieprzony lekarz. Co chciał tym uzyskać i dlaczego ją truł? Na całe szczęście nic się nie stało, ale gdyby jej serce nie wytrzymało? Co w wtedy? Na pewno bym mu tego nie podarował.
- Panie Horan? – Odwróciłem się w stronę lekarza. – Charlie jest w dobrym stanie. Leki które jej podaliśmy będą przywracały ją do normalnego stanu.
- Dziękuje. – Mruknąłem.
- Nie ma jeszcze za co. – Uśmiechnął się. – Na stoliku położyłem receptę. Trzeba ją jak najszybciej wykupić i wszystkie leki przyjmować w odpowiednich ilościach.
- Rozumiem.
- Jeszcze jedno…proszę zwrócić szczególną uwagę na jej dietę.
Byłem zmęczony, nie miałem ochoty jego słuchać. Wiem…byłem egoistą. Tylko, że naprawdę nie dawałem sobie z tym wszystkim rady. Charlotte była dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Jednak to wszystko stawało się zbyt odpowiedzialne. Nie mogłem nigdzie wychodzić i byłem cały czas „uwięziony” w jednym miejscu. Nieco inaczej sobie to wszystko wyobrażałem. Tylko, że nie mogłem się poddać. Musiałem zacisnąć zęby i iść dalej.
Zszedłem na dół. Musiałem zaczerpnąć świeżego powietrza. Zgasiłem wszystkie niepotrzebne światła i wyszedłem na balkon. Było już ciemno, ale księżyc bił cholernie mocno. Usiadłem na schodku i wyciągnąłem paczkę Marlboro. Może nie robiłem najlepiej paląc je, ale bardzo mi pomagały. Dzięki nim nie musiałem się tyle martwić i bardzo mnie odprężały. Odpaliłem pierwszego papierosa i mocno się zaciągnąłem. Po chwili wypuściłem dym i odetchnąłem.
- Niall? – Nie miałem pojęcia, że ktoś jeszcze jest. Byłem pewien, że wszyscy wyszli. – Pojadę i zrobię zakupy.
- Nie musisz. – Mruknąłem. Niczego nie potrzebowałem i nie chciałem pomocy od dziewczyn. Wyszedłbym na mięczaka, który nie umie się zaopiekować dziewczyną ani sobą.
- To chociaż wykupię receptę. – Danielle nie dawała za wygraną.
- Sam to zrobię. – Odpaliłem kolejnego papierosa. W ciągu takich wieczorów zdarzało się, że cała paczka szła z dymem. To było zbyt wciągające.
- Nie pytałam się ciebie o zdanie. – Zaczęła. – Pojadę i wykupie.
- Dlaczego jesteś taka uparta? – Zwróciłem się w jej stronę.

- Dlaczego ty jesteś? – Usiadła obok mnie. – Chce ci tylko pomóc.
- W porządku, pomagaj. Tylko tak abym tego nie widział. – Uśmiechnąłem się. – Ładnie pachniesz.
- Dziękuje. – Zaśmiała się. – Dlaczego palisz?
- Nie wiem. Po prostu jest mi wtedy lżej. – Odwróciłem się w stronę dziewczyny i spoglądałem na jej twarz. Musiałem przyznać, że ma bardzo ładne oczy.
- Charlie o tym wie?
- Nie. – Zaprzeczyłem. – I mam nadzieje, że się nie dowie.
- Zobaczymy jak będziesz się sprawował. – Zaśmiała się i wyrwała mi zapalniczkę z ręki.
- Ej, to moje. – Pisnąłem. – Oddawaj.
Odłożyłem papierosa i podszedłem bliżej dziewczyny. Jednak ona nie chciała dać za wygraną. Odchyliła się do tyłu i prawie leżała na posadzce. Nachyliłem się nad nią i próbowałem odebrać, to co moje. Niestety nie zbyt dobrze to przemyślałem. Pośliznąłem się i wylądowałem dosłownie na niej. Tylko dlaczego od razu nie zszedłem? Zapatrzyłem się na nią i po prostu nie wiem co we mnie wstąpiło. Nachyliłem się jeszcze bardziej i dotknąłem jej ust. Pocałowałem Danielle. Brunetka nie protestowała, pogłębiła pocałunek. Jej usta były inne. Smakowały jak mleko czekoladowe i były cholernie miękkie. Po chwili usłyszałem szczekanie psa. To było jak wyrocznia. Oderwałem się od niej i szybko wstałem.
- Prze…Przepraszam. – Wyjąkała i weszła do środka. Zaś ja nie byłem w stanie nic powiedzieć. Zamurowało mnie. Jak mogłem zrobić coś takiego? I to jeszcze Charlie?!
- Jesteś idiotą Niall. – Szepnąłem.
Zapaliłem ostatniego papierosa. Zebrałem wszystkie rzeczy i zamknąłem balkon. Było już dosyć późno, więc musiałem w końcu się przespać. Najpierw się wykąpałem. Nie trwało to nie wiadomo ile. Nie jestem tego typu, że wchodzę do łazienki i spędzam tam kilka godzin.
Cały dom należał do Charlotte, a ja byłem częstym gościem. Nie mieszkaliśmy razem, ale nie mogłem pozwolić na to aby ona była przez tak długi czas sama. Dlatego czasami sypiałem w pokoju gościnnym. Teraz jednak wszedłem do sypialni brunetki. Leżała na boku i słodko spała. Na jej twarzy dalej było widać zmęczenie, ale chyba miała się lepiej. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Położyłem się obok niej i po kryjomu przyglądałem się na jej smukłą twarz. Delikatnie oblizałem wargi i dalej czułem coś czego nie powinienem. Błyszczyk do ust Dan.
Obudziłem się z cholernym poczuciem winy. Nawet to wszystko mi się śniło. Nabroiłem i nic nie mogłem z tym zrobić. Modliłem się w duchu, aby tylko Danielle nagle nie wpadła i nie zaczęła przepraszać Charlie. Tego bym nie zniósł.
Brunetka po mojej drugiej stronie spała. Nie miałem zamiaru jej budzić. Więc od razu wstałem i wyszedłem z pokoju. Wszedłem do kuchni i zabrałem się za robienie śniadania. Dzisiejszym daniem miały być naleśniki. Niby pospolite, ale chyba najlepsze. Wszystkie składniki rozstawiłem na blacie i zabrałem się za przygotowanie. Nie trwało to zbyt długo, bo już pierwszego usmażyłem piętnaście minut później. Najważniejsze było to, że nie wyszedł spalony.
Posmarowałem kilka placków, zrobiłem kawę i wszystko to ustawiłem na tacy. Miałem nadzieje, że Charlie chociaż trochę zje. Nie mogła być przecież przez cały czas na wodzie.
Ustawiłem tacę z jedzeniem na stoliku i wszedłem na łóżko. Nachyliłem się nad dziewczyną i musnąłem ją w usta. Chciałem w ten sposób ją obudzić.
- Pora wstawać aniołku. – Uśmiechnąłem się. – Mam coś dla ciebie.
- Heeej. – Próbowała się podnieść, ale zanim zrobiłaby to sama minęło by trochę czasu. Z moja pomocą oparła się o łóżko. Tacę postawiłem obok niej, a sam usiadłem naprzeciwko brunetki. Mogłem ją obserwować i to mi się podobało.
- Jak się czujesz?
- Jestem cholernie głodna. – Skoro tak mówiła musiało być już o wiele wiele lepiej.
- To bardzo dobrze, bo sam nie dam rady tego zjeść. – Zaśmiałem się.
- Danielle tu była? – Jej pytanie nieco mnie zaskoczyło, a serce zaczęło mocniej bić.
- Tak, wczoraj.
*** Z perspektywy Charlie ***
 Wszystko to było spowodowane jedną osobą. Jakiś pieprzony lekarz, który miał pomagać ludziom jeszcze bardziej ich ranił. Chciał zamknąć mnie w psychiatryku i specjalnie faszerował lekami.
- Połknij to. – Niall podał mi tabletki, które tym razem miały mi naprawdę pomóc.
- Dziękuje. – Mruknęłam. – Czuje się naprawdę lepiej.
- Zayn dzwonił…- Zmienił temat. – Chciał abyśmy do niego przyszli, wiesz…posiedzieć. Oczywiście odmówiłem.
- Dlaczego? – Nie broniłam mu nigdzie wychodzić. Cały czas siedział ze mną w domu, więc to było nawet wskazane aby się rozerwał.
- Przecież cię nie zostawię. – Oparł się o blat i bacznie mnie obserwował.
- Nie chce abyś przeze mnie tracił jakąkolwiek rozrywkę. Proszę cię, jeśli chcesz idź. – Podeszłam bliżej i złapałam go za koszule. Tak aby nasze ciała się do siebie przyciągnęły.
- Naprawdę nie będziesz mieć mi tego za złe? – Zdziwił się.
- Nie. Nawet będę szczęśliwa. – Uśmiechnęłam się. – W końcu się rozerwiesz.
- Dziękuje. – Pocałował mnie w policzek. – Jesteś wspaniałą dziewczyną.
Od razu złapał za telefon i zadzwonił aby potwierdzić obecność. Cieszył się jak dziecko, ale nie dziwiłam mu się. Nie wychodził z domu kilka miesięcy. Należała mu się rozrywka.
- Muszę jechać do domu i się przebrać. – Jęknął.
- Nie sądzisz, że to dość głupie? – Spytałam.
- Głupie? – Zaśmiał się. – Nie będę chodził w tych samych ubraniach dwa dni z rządu.
- Wiesz o co mi chodzi. – Usiadłam na krześle. – Zamiast jeździć w tą i w tą stronę mógłbyś się tu przeprowadzić. I tak jesteś tu cały czas. Wystarczy, że przywieziesz swoje rzeczy.
- Nikt mi jeszcze nie zaproponował czegoś takiego.- Uśmiechnął się. – Ale jeśli cię to uszczęśliwi to się wprowadzę.
- No wiesz…chyba, że nie chcesz.
- Oczywiście, że chcę. –Nie widziałem u niego entuzjazmu. Był zaskoczony ta propozycją. Tylko dlaczego tak zareagował? – Porozmawiamy  o tym jak wrócę, dobrze?
- Jasne. Baw się dobrze.
Ledwo dotknął mojego policzka i wyszedł. Liczyłam na bardziej czułe pożegnanie. No, ale to w końcu Niall. Zebrałam swoje cztery litery i przeniosłam się do salonu. Położyłam się przed telewizorem i tak właśnie miałam zamiar spędzić swój wieczór.
*** Z perspektywy Nialla ***
Nie miałem pojęcia co mogę zastać w domu u Zayna. Pełno ludzi czy raczej kilka osób? A może był sam z Perrie? Cały czas się nad tym zastanawiałem.
Przyjechałem taksówką, bo zamierzałem wypić  trochę drinków. Gdybym zaś pojechał swoim autem musiałbym go zostawić u przyjaciela, albo w ogóle nie pić. Żadna z tych opcji mi nie pasowała.
Otworzyłem drzwi i wpadłem do środka jak do siebie. Zayn nie miał nic przeciwko temu, ale może Pezz tak. Jednak nią nie zamierzałem się przejmować.
- Hej! – Krzyknąłem na cały regulator. – Impreza przyszła.
- Cześć Niall. – Mój humor od razu został zniweczony. Zołza Rose wkroczyła.
- Zayn! Co ta suka tu robi?!
- Nie pozwalaj sobie. – Odparła. – Po za tym…gdzie twoja dziwka?
- Zamknij się! – Myślałem, że jej po prostu przyłożę. Jednak kiedy zjawił się mulat i mnie od niej zabrał ciśnienie opadło. – Po cholerę ona tutaj przylazła?
- Nie wiem. Przyszła do Perrie. Wie kiedy popsuć ludziom humor.
- Znalazła się przyjaciółka.
- Nie marudź. Nie musisz z nią rozmawiać. – Uśmiechnął się. – Zaraz przyjdzie Danielle i Liam, a z nimi raczej się dogadujesz.
Nie rozmawiałem ani z Danielle, ani z Rose. Po prostu gadałem z chłopakami i starałem się dobrze bawić. Minęły jakieś trzy godziny. Byłem już nieźle wstawiony co tylko pogarszało sytuację. Poszedłem na górę, nawet sam nie wiedziałem po co. Znalazłem się w jednym z pokoi gościnnych.
- Niall? – Było tak dobrze, ale nie Dan musiała przyjść.
- Nic się nie zdarzyło. – Mruknąłem. – Nic się nie zdarzyło…
- Nie powinniśmy. – Po głosie mogłem uznać, że jest smutna.
- Wiem. Tylko, że nic się nie stało. Jasne?
- Tak. – Uśmiechnęła się i podeszła bliżej. – Źle zapiąłeś guziki.
Jej dłonie były delikatne. Czułem jak opruszki jej palców dotykają mojej skóry. Zapięła guziki i się uśmiechnęła. Była naprawdę bardzo ładna. Charlie, Charlotte, tylko ona.
Nie mogłem…nie mogłem się powstrzymać. To była zbyt wielka pokusa. Nie myśląc, znowu to zrobiłem. Nachyliłem się nad dziewczyną i zacząłem ją całować. Jedna część mnie próbowała się odciągnąć, zaś druga cholernie chciała tego pocałunku. Chciała znowu poczuć ten czekoladowy smak. Zrobiłem to, posmakowałem jej ust. Były takie same miękkie i wyraziste. Serce waliło mi coraz mocniej. Nic dziwnego w końcu to było trochę jak skakanie z mostu.
- Hmm…? – Oderwaliśmy się od siebie.
- Ja…my…- Danielle nie mogła się wysłowić.
- Mogłam się spodziewać wszystkiego…ale tego? – Zaśmiała się. – Ciekawe co na to Liam i Charlie.
Podszedłem do blondynki i siłą zaciągnąłem ją do środka. Zamknąłem pokój i patrzyłem na nią z wielkim obrzydzeniem. Nie mogła się wygadać, a ja musiałem jakoś o to zadbać.
- Czego ty chcesz? – Spytałem w końcu.
- Nie wiele skarbie, niewiele. – Zaśmiała się.

___________________________________________________________

Co wy na taki zwrot akcji? Trochę się zadzieje, ale mam nadzieje że to dobrze. W końcu nie może być cały czas nudno :)

KOMENTUJCIE, a rozdział będzie w sobotę !
Dacie radę do 30 komentarzy? Liczę na was :)

niedziela, 8 czerwca 2014

Moment For Me Rozdział 53

                                    Co z tego, że żyłam? Co z tego, że było lepiej z dnia na dzień. Nie było jej przy mnie, umarła. Spędziłam z nią każdy możliwy dzień, każdą wolną chwilę. Może nie było między najlepiej na świecie, ale bardzo ją kochałam. Zapamiętam ten szczery uśmiech, którym mnie darzyła. Będę tęsknić za jej błyszczącymi oczami i tym zapachem kawy o poranku. Czasami wyprowadzała mnie z równowagi, ale nie potrafiłam się na nią długo gniewać. Była najważniejszą osoba w moim życiu i dalej pozostanie w moim sercu. Zawsze będę o niej pamiętać i nigdy nie przestane jej kochać.
Od tego całego zajścia minęły już trzy miesiące. Nie mogłam dać sobie radę. Całymi dniami siedziałam i gapiłam się w pustą przestrzeń. Zresztą…dalej tak jest, ale może mniej idiotycznie.
Czasami czuje się jak psychopatka. Mówią do mnie, tak jakbym nic nie rozumiała i nawet mam własnego psychologa. Przychodzi do mnie dwa razy w tygodniu. Nasze rozmowy wyglądały tak, że on mówił, a ja słuchałam. Teraz się trochę zmieniło…ja także rozmawiam. Zaczęłam jeść więcej i czuje, że przybieram na wadze. Jednak moje dwanaście kilogramów, które straciłam szybko nie wróci. Wyglądam strasznie i każdego dnia kiedy widzę siebie w lustrze jest mi niedobrze. Czasami porównuje swoją osobą do tych anorektyczek, ale może mi jeszcze do nich daleko? Trudno mi powiedzieć. Trudno mi o tym wszystkim mówić.
Serce jest na swoim miejscu i to chyba powinno być najważniejsze. Nie jest. Nie tylko to się liczy. Powinnam czuć się dobrze we własnym ciele. Tylko, że nie potrafię. Nie umiem i chyba nie dam rady tego zrozumieć. Jest mi cholernie ciężko. Cały czas myślę o tym co by było, gdyby…Wiem, nie powinnam tak na to wszystko patrzeć. Nie można tak myśleć. Jednak dla mnie to nie jest proste. To przeze mnie jest tyle kłopotów. Wszystko jest przez mnie.
Przewróciłam się na druga stronę i otarłam łzy. Codziennie płakałam i nie mogłam nad sobą zapanować. Pewnie każdy miał mnie dość. Tylko, że ja jak zwykle myślałam tylko i wyłącznie o sobie. Mimo tego co robiłam nikt mnie nie zostawił. Wszyscy znosili to wszystko i byli przy mnie cały czas. Nawet o tym nie marzyłam. Myślałam, że zrezygnują z tego wszystkiego już po pierwszym tygodniu. Jednak tak się nie stało. Nie doceniłam ich.
Usiadłam zmęczona na środku łóżka i lekko oparłam głowę o zagłówek. W pokoju był porządek. Tylko łóżko było jednym wielkim barłogiem. Siedziałam tam praktycznie przez cały czas, więc nie mogłam się dziwić. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam z niego wychodzić. Robiłam to tylko aby iść do łazienki. Potem z powrotem tam wracałam.
Otworzyłam drzwi i od razu pognałam pod prysznic. Musiałam się wykąpać i zmyć z siebie ten cały brud. Moje ciało w szybkim tempie pokryło się malutkimi kropelkami wody. Ulżyło mi. Czułam się o wiele lepiej. Włosy umyłam szamponem, którego nigdy nie widziałam. Siedziałam tam ponad godzinę i doprowadzałam się do porządku.
Mimo tego, że się nie pomalowałam, a moje włosy dalej były mokre to wyglądałam dziesięć razy lepiej. Nałożyłam na siebie krótkie spodenki i czarny duży top.
- Idź. – Szepnęłam sama do siebie i otworzyłam delikatnie drzwi. Bałam się zejść na dół. W końcu dawno mnie tam nie było. Nie wiedziałam jak zareaguje osoba, która była dla mnie wielkim oparciem. Bałam się zobaczyć w jego oczach żal do mnie. Przeze mnie musiał zrezygnować z wielu rzeczy. Dzięki mnie spędzał wieczory w samotności i nigdzie nie wychodził. Gdybym jeszcze chciała z nim porozmawiać. Tylko, że tak nie było. Zapomniałam jak wygląda jak się uśmiecha i nie miałam pojęcia czy jego tęczówki dalej są takie same. Raniłam go i dobrze o tym wiedziałam. Każdego dnia chciałam się do niego podejść i się przytulić. Jednak nie potrafiłam go zawołać i objąć. Nawet jak siadał obok, to specjalnie się od niego oddalałam. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Nie mam pojęcia dlaczego tak postąpiłam. Teraz to wszystko przemyślałam i doszłam do wniosku, że nie mogę tak żyć. Mama by tego nie chciała. Nie pozwoliłaby na to. Poza tym, musiałam pokazać sobie, że potrafię wziąć się w garść.
Moje kroki były ciche, może za bardzo? Nie słyszałam nic niepokojącego. Nie miałam nawet pojęcia czy ktoś jest na dole. Jednak sądząc po jednej rozmowie, ktoś musiał  być. Uznali, że lepiej będzie jeśli będą na zmianę się mną opiekować. Chcieli sprawdzać czy jeszcze żyję. Jednak nawet mi nie przyszło do głowy, aby odebrać sobie życie. Nie byłam aż taką psychopatką, bez przesady.
- Cholera. – Usłyszałam glos blondyna. – Źle podałeś.
Chłopak za pewne oglądał mecz Derby. Spojrzałam lekko w jego stronę i zobaczyłam jak siedzi z butelką piwa. Wyglądał na zmęczonego. Nie dziwię się w końcu było już przed jedenastą w nocy. Miał na sobie fioletowe spodenki co oznaczało, że niedawno wyszedł z pod prysznica. Jego włosy zaś były suche, ale nie ułożone.
Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w jego stronę. Nie wiedziałam jak zareaguje, ani co powie. Jednak nie nastawiałam się na to spotkanie zbyt dobrze. Wiedziałam, że może być wściekły, zły i nieźle wkurzony. Po prostu wszystko na raz.


- Charlie? – Patrzył na mnie jakby zobaczył ducha.
- Mogę z tobą posiedzieć? – Spytałam niepewnie, a on się zgodził. Usiadłam obok i zatrzymałam między nami dystans. Nie chciałam od razu się do niego wtulać, bo to nie miało sensu. Najważniejsza była rozmowa. Nie chciałam trzymać jego przy sobie z powodu jakiejś obietnicy. Bo co jeśli jego uczucie do mnie już wygasło?
- Przepraszam cię za wszystko. – Szepnęłam. – Nie byłam najlepszą dziewczyną, a ty dalej tu jesteś.
- Dlaczego miałbym odejść? – Zdziwił się. – Kocham cię i dobrze o tym wiesz.
- Nie odzywałam się do ciebie, nie rozmawialiśmy, nie robiłam nic aby cię uszczęśliwić.
- Ważne, że w końcu chcesz porozmawiać. Przemyślałaś to wszystko i teraz jesteś gotowa. – Urwał. – Wiem, że to dla ciebie nie było łatwe. Tylko, że nie masz za co mnie przepraszać. Nie zrobiłaś nic złego Charlie. 
- Nie chce do tego wracać. Codziennie było tak samo...czułam się dziwnie. – Jęknęłam.
- Wiem, ale już będzie dobrze. Obiecuje. – Objął mnie i znowu poczułam się jak kiedyś. Jego dotyk mnie zabijał i łamał wszystko co złe. W jego ramionach czułam się wspaniale. Nie było tam miejsca na problemy i przemyślenia. Liczyła się tylko ta jedna chwila.
Nie siedzieliśmy długo. Po jakichś dziesięciu minutach poszliśmy na górę. Po raz pierwszy od wycieczki w Paryżu położyliśmy się razem do łóżka. Wtuliłam się w niego i próbowałam zasnąć. Nie było to jednak łatwe. Zdecydowanie spałam za długo każdego dnia, a teraz to wszystko dawało się we znaki.
- Co robisz kiedy nie możesz spać? – Mruknęłam.
- Zawsze myślę o tobie. W każdej wolnej chwili.
- Kocham cię wiesz?
- I nigdy mnie nie zostawisz, tak jak ja ciebie skarbie. – Pocałował mnie w czoło, a próbowałam w końcu usnąć.
****
Nie wiedziałam do czego chce dążyć. Co osiągnąć i jak do tego dojść. Nie miałam planów na przyszłość i jakoś nie chciałam mieć. Teraz jednak liczyła się teraźniejszość. To co działo się teraz było dla mnie najważniejszego. Kiedy myślimy do przodu  jesteśmy za bardzo mądrzy. Chcemy wyprzedzić to co nam przygotowano i być zawsze pierwszym. To się nie sprawdza. Tak jak myślenie o tym co było. Dlatego trzeba iść na przód i cieszyć się życiem.
Spakowałam już wszystkie jej rzeczy. Nie mogłam usiedzieć na miejscu i od piątej rano robiłam porządki. Oczywiście tak, aby nie obudzić Nialla. Było tego wszystkiego dość sporo, ale kiedyś musiałam to zrobić. Próbowałam być silna i nie dać się ponieść emocjom. Jednak to było nie możliwe. Płakałam za każdym razem kiedy wkładałam do pudła jej rzecz. Wszystko mi o niej przypominało i cholernie bolało.
- Charlie? – Oderwałam się od tego wszystkiego i pobiegłam do sypialni. Niall siedział na łóżku i nerwowo rozglądał się po pomieszczeniu.
- Coś się stało? – Spytałam.
- Nie, oczywiście, że nie. – Uśmiechnął się lekko. – Myślałem tylko, że… - Urwał. – Zresztą nie ważne. Gdzie byłaś?
- Spakowałam wszystkie jej rzeczy. – Ledwo powstrzymałam się od łez.
- Wszystko w porządku? – Spytał nagle.
- Tak, jasne. – Nie potrafiłam się uśmiechać, ale próbowałam stanąć na nogi. Chciałam aby to wszystko wracało do normy.
- Przecież widzę. – Złapał mnie za nadgarstek, a ja się odwróciłam. – Nie możesz udawać, że to wszystko jest dla ciebie łatwe. Wiedzę, że dalej cię to męczy.
- Nie mam zamiaru dalej się nad sobą użalać, jasne? – Syknęłam.
- Nie powiedziałem tego. Tylko nie wyglądasz najlepiej i widać, że udajesz.
- Co niby udaje? – Byłam zaskoczona tymi słowami. – Udaje, że cholernie mnie to wszystko boli?
- Nie. – Zaprzeczył. – Udajesz, że cokolwiek było. Zachowujesz się tak jakby to wszystko nie miało znaczenia. Wczoraj jeszcze wyglądałaś jakbyś wyszła z psychiatryka. A teraz jesteś inna. Nie nadążam.
- Wiesz, co mam ochotę zrobić? – Zaprzeczył. – Rzucić się na to łóżko i dalej z niego nie wychodzić. Tylko, że nie mogę. Miałam cieszyć się życiem i zamierzam to zrobić.
- Tylko proszę uważaj na siebie. – Przytulił mnie.
- Nie obiecuje. – Mruknęłam.
Wszystko co zostało spakowane miałam zamiar oddać do specjalnego ośrodka. Nie potrzebowałam tych rzeczy, a komuś mogły się przydać. Myślę, że właśnie tak powinnam postąpić.
Na śniadanie zjadłam płatki na mleku. Nie było ich nie wiadomo ile, ale ważne, że cokolwiek przegryzłam. Nie wiedziałam co mam ze zrobić, ani gdzie mam pójść. Błąkałam się po całym domu i oglądałam puste ściany.
Nagle do moich uszu dobiegł dzwonek. Serce zaczęło momentalnie bić, a oczy zaczęły krążyć dookoła. Nie miałam pojęcia kto mógł przyjść. Szybko udałam się do salonu i jakby nigdy nic usiadłam na fotelu.
- Dzień dobry. – Usłyszałam znajomy glos. – Widzę, że masz się już lepiej.
Nie odpowiedziałam. Patrzyłam na niego jak na kogoś kto chce mnie skrzywdzić. Skuliłam się w kłębek i cała się trzęsłam. Nie rozumiałam co się ze mną dzieje.
- Charlie, przyszedł pan…
- Psycholog. – Mruknęłam. – Wiem.
- Spójrz na mnie Charlotte. – Poprosił, a ja lekko uniosłam głowę. – Co widzisz?
- Pana. – Mój glos się łamał.
- Dobrze. – Uśmiechnął się. – A teraz powiedz co czujesz?
- Ból, strach i złość. – Odpowiedziałam.
- Super. – Usiadł naprzeciwko mnie i kazał wyjść Niallowi. Zanim cokolwiek zrobił poczekał, aż drzwi na zewnątrz się zamknął.
- A teraz zaczniemy od tego. – Wskazał na pudełeczko. – Przyniosę ci wody Charlotte.
- Po co? – Zdziwiłam się.
- Musisz wziąć lekarstwa. – Powiedział uradowany i odszedł w stronę kuchni.
*** Z perspektywy Harrego ***
- Znalazłaś moją koszulkę?! – Darłem się na cały dom. – Kate!
- Nie mam pojęcia gdzie ona jest. – Uśmiechnęła się chytrze. – Możesz przecież założyć drugą.
- Nie, ja chce moją ulubioną. – Tupnąłem nogą.
- Zachowujesz się jak rozwydrzony bachor Styles. – Zaśmiała się.
- Bachor nie jest tak przystojny i nie umie tak. – Podszedłem bliżej dziewczyny i zacząłem ją namiętnie całować. Czułem, że jej się to podoba. Zresztą, która by pogardziła buziakiem ode mnie?
- Dobra, dobra. Teraz nie czas na takie romanse. – Odepchnęła mnie. – Musimy jechać.
- Ahh tak.
Złapałem za pierwszą lepszą koszulkę i wyszedłem na zewnątrz. Samochód stał już na podjeździe, wystarczyło tylko do niego wsiąść i ruszyć. Uwielbiałem jeździć tym samochodem, był po prostu nieziemski. Po dwudziestu minutach mogliśmy się zatrzymać. Dojechaliśmy na miejsce, co bardzo mnie cieszyło. Miałem nadzieje, że z Charlie jest wszystko w porządku, tak jak pisał Niall. Jednak to było dla mnie trochę dziwne. W jeden dzień stanąć na nogi i z powrotem wrócić do normalności.
- Dobrze, że jesteście. – Usłyszałem brata.
- Co z nią? – Kate weszła jako pierwsza.
- Nie mam już siły. Wczoraj było normalnie, dzisiaj było normalnie. Teraz jest jeszcze gorzej.
- Jak to? – Zdziwiłem się.
- Odkąd ten cały psycholog wyszedł siedzi w tym samym miejscu i nie reaguje na nic. Rozumiesz? Nic ją nie rusza.
- Co ona w ogóle dostaje? Jakie leki?
- Nic nie dostaje. – Mruknąłem.
- Jak to nic? Przecież jak byłam kilka tygodni temu to ten cały lekarz dawał jej leki. – Kate przychodziła tutaj bardzo często. Nie ma się co dziwić, w końcu Niall i ona są przyjaciółmi.
- Co takiego? – Oboje byliśmy zdziwieni. – Nic na ten temat nie wiedziałem.
- W takim razie radzę ci zmienić psychologa Niall.
Weszliśmy do pomieszczenia gdzie była Charlie. Jej oczy były zapuchnięta, a sama wyglądała okropnie. Oczywiście nie mogłem tego powiedzieć na głos. Chociaż wszyscy by się ze mną zgodzili. Ona potrzebowała pomocy i to jak najszybciej. Bałem się, że może popaść w jeszcze większą depresje i w ogóle nie wrócić do normalności.
- Charlie…- Szepnąłem. – Jak się czujesz? - Nie odpowiedziała. Patrzyła się tylko w jeden punkt.

Kolejny w środę.
Ps. Zapraszam na bloga, na którym możecie znaleźć mój imagin ^^--->
Klik

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Moment For Me Rozdział 52

                                                  Minęło kilka dni, a ona dalej spała. Nie rozumiałem dlaczego nie mogą pozwolić jej samodzielnie oddychać. Czy to oznaczało, że nie było z nią najlepiej? Nie miałem pojęcia jak mam się tego dowiedzieć. Nikt nie chciał mi udzielać informacji, a Vanessa nie była tym wszystkim zbytnio zainteresowana.
Założyłem szarą bluzę i zszedłem na dół. Było przed siódmą rano, budziłem się o tej porze przez ostatni czas. Wyjeżdżałem do szpitala i siedziałem przy niej dopóki mnie nie wyprosili. Myślałem, że to coś pomorze. Tylko, że się myliłem. Ona dalej była w śpiączce.
Na całe szczęście koszmar ze szkołą się skończył. Ostatni rok był już za mną. Teraz mogłem spokojnie myśleć o przyszłości. Jednak to nie było takie proste. Nie miałem nawet kiedy usiąść i zastanowić się co chce robić w życiu. To było zbyt trudne. W jednej chwili miałem obmyśleć sobie przyszłość, a potem przez całe życie robić jedno i to samo.
Nie zwracałem uwagi na moich rodziców. Wszedłem do kuchni i nalałem do termosu gorącej kawy. Zakręciłem i wyszedłem. Zgarnąłem kluczki, które leżały na komodzie i z hukiem opuściłem dom. Przed domem stał mój nowy nabytek BMW I8. Jeździłem nim tylko dwa razy, a dzisiaj miał być ten trzeci. Lekki samochód, który mógł sporo wyciągnąć na prostej drodze.
Na dworze było cholernie gorąco. Przejeżdżając przez zatłoczone miasto byłem z siebie zadowolony. Każdy kto przechodził palcem wytykał moje auto. No cóż, model samochodu był wspaniały. Tylko co z tego, jak nie umiałem się z niego cieszyć.
Wszedłem głównym wejściem i po kilku minutach znalazłem się na odpowiednim piętrze. Nałożyłem na siebie zielony fartuszek i otworzyłem drzwi do sali w której leżała Charlie. Doznałem szoku kiedy zobaczyłem co dzieje się w środku. Monitory były wyłączone, a łóżko puste. W tamtej chwili bicie mojego serca się zatrzymało, a ja sam nie mogłem się ruszyć.
- Znowu jesteś. – Usłyszałem znajomy głos. Kiedy się odwróciłem w progu stała pielęgniarka, która przez ten cały czas czuwała przy Charlie.
- Dlaczego…dlaczego ona? – Nie potrafiłem się wysłowić.
- Zdecydowanie jest lepiej. – Uśmiechnęła się. – Przenieśliśmy ją do sali obok. Nie potrzebuje już tylu monitorów.
- Została przeniesiona? – Kamień spadł mi z serca. Dlaczego o tym nie pomyślałem? Od razu zakładałem najgorsze. – Obudziła się?
- Jeszcze nie, ale myślę, że niedługo powinna. – Ominąłem ją i wyszedłem.
Chciałem jak najszybciej ją zobaczyć. Wparowałem do pokoju, w którym tym razem była. Obok niej siedziała Danielle, która już nie wyglądała najgorzej. Uśmiechnęła się do mnie i poklepała krzesło obok. Usiadłem i zacząłem przyglądać się dziewczynie. Jej powieki dalej były zamknięte, a cera blada. Usta miała lekko zwilżone, co pewnie było zasługa Dan. Jednak nie miała już na twarzy maski tlenowej. Co mogło znaczyć, że jest lepiej.
- Lekarze mówią, że jej stan się polepszył. – Szepnęła. – Zobaczysz, że za kilka tygodni będzie w domu.
- Tak. – Mruknąłem. – Tylko jest mały problem.
- No tak. – Westchnęła.
Danielle i Naomi wiedziały o wszystkim. Musiałem im powiedzieć, w końcu to one były bliżej z Charlie. Zasługiwały na prawdę.
- Chcesz poczekać z tym na mnie? No wiesz, kiedy się obudzi.
- Nie. – Od razu zaprzeczyłem. – Myślę, że sobie poradzę. Po za tym mam list.
- Ona będzie potrzebowała kogoś kto ją wesprze. – Mówiła dalej. – Musisz być dla niej oparciem Niall.
- Wiem o tym. – Odpowiedziałem.
- Jeśli ją zranisz…nie ręczę za siebie. Zresztą nie tylko ja. – Skrzywiła się. – Wiesz co jest w stanie zrobić Naomi.
- Nigdy jej nie zranię. Kocham ją.
                **** Z perspektywy Charlie ***
Było mi ciężko, czułam zmęczenie i cholerny ból w klatce piersiowej. Moje powieki cały czas były zamknięte, nie miałam siły ich otwierać. Zastanawiałam się ile czasu spałam. Ile godzin, a może dni minęło? Zastanawiałam się czy ja jednak żyje. Może dalej byłam tym duchem? Jednak moje uczucia były jakieś inne, silniejsze. Musiałam żyć. Więc to był tylko jeden wielki sen, który wydawał się cholernie rzeczywisty.
Ruszyłam lekko ręką i poczułam wielkie wyczerpanie. Byłam słaba i to strasznie. Nigdy się tak nie czułam. Miałam jednak nadzieje, że to zaraz minie. Wszystko wróci do normy i znowu będzie tak jak wcześniej.
Otworzyłam lekko powieki i poczułam ból. Do moich oczu dostało się światło z jednej z lampy. Nie było ono nie wiadomo jak rażące, ale jednak. Zanim do tego przywykłam minęło trochę czasu. Zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu, które było dosyć spore. Odwróciłam swoją głowę w drugą, prawą stronę i dostrzegłam leżącą postać. Zamrugałam kilka razy i znowu na nią spojrzałam.
- Niall. – Ledwo co wypowiedziałam jego imię. Siedział na krześle, a jego głowa spoczywała na mojej nodze. Wyglądał na zmęczonego. Ciekawe ile już tu siedział, a raczej spał.
Spróbowałam jeszcze raz ponieść swoją dłoń. Delikatnie położyłam ją na jego blond czuprynie i odetchnęłam. To nie był sen. Naprawdę tu był, a ja naprawdę żyłam. Przejechałam dłonią jeszcze dwa razy, a on się ocknął. Oderwał się od łóżka i był zamieszany. Moje kąciki ust lekko uniosły się w górę. Spojrzał na mnie z wielką troską i nic nie mówiąc złapał za dłoń i delikatnie pocałował. W jego oczach mogłam dostrzec łzy.
- W końcu się obudziłaś. – Szepnął. – Tęskniłem.
Nie miałam siły aby cokolwiek mu odpowiedzieć. Każdy oddech sprawiał mi wiele trudności, a co dopiero mowa. Uśmiechnęłam się do niego i mocniej ścisnęłam jego dłoń.
- Nie musisz nic mówić, odpoczywaj. – Po jego policzku spłynęła łza.
- Twój chłopak ma racje. – W sali pojawił się lekarz. – Powinnaś odpoczywać.
- Podamy ci teraz kroplówkę, dzięki której poczujesz się lepiej. – Mówił kto inny.
- Jutro rano będzie inaczej, twój organizm musi się przyzwyczaić.
Każdy do mnie mówił, a ja już miałam ich dosyć. Obejrzałam się dookoła i nie zauważyłam blondyna. Zniknął sam z siebie czy może kazali mu wyjść?
- Niall? – Mój zachrypnięty głos był okropny. Ledwo słyszalny. Jednak nie chciałam aby odchodził, chciałam aby był przy mnie.
- Proszę zawołać tego chłopaka. – Jakaś blondynka zwróciła się do pracownicy szpitala.
- Jest już po dwunastej, pani doktor. – Chyba chciała być mądrzejsza. Jednak to jej nie wychodziło. Lekarka spojrzała na nią dziwnym wzrokiem, a po chwili na tym samym miejscu pojawił się Horan.
****
Nie mogłam uwierzyć, że jednak żyje. Mam cudze serce i mogę normalnie funkcjonować. Nie rozumiałam tylko jednego. Dlaczego moja rodzicielka się jeszcze nie pojawiła. Może była jak spałam? Jednak to było trochę dziwne, przespałam całą noc. Rano gdy się obudziłam dalej siedział obok mnie Niall. Był zmęczony więc wysłałam go do domu. I tak zrobił dla mnie zbyt wiele. Nie wiedziałam jak mu się odwdzięczę.
- Hej skarbie. – Usłyszałam wesoły głos. Danielle wyglądała świetnie. Miała na sobie długa pomarańczową sukienkę i dość nietypową fryzurę. Jednak to tylko dodawało jej uroków.
- Dobrze cię widzieć. – Mój głos dalej był piskliwy i aby ktoś mógł mnie zrozumieć musiał siedzieć na prawdę blisko.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że wszystko w porządku. – Usiadła obok i zaczęła płakać. Dlaczego oni wszyscy musieli to robić?
- Proszę nie płacz. – Złapałam ją za rękę. – To tylko głupia operacja.
- Operacja? – Podniosła głowę ze zdziwieniem. – Tak…tylko, że nie mogę w to wszystko uwierzyć. To tak jakby jakiś koszmar, który nagle zmienia się w happy end.
- Na całe szczęście za kilka tygodni mnie wypuszczą. Wtedy będzie happy end. – Skrzypiałam jak stara szafa. To było dość wkurzające.
- Gdzie się podziewa Niall?
- Siedział tutaj przez całą noc, kazałam mu iść do domu. Wyglądał gorzej ode mnie.
- Charlie, on tu siedział od świtu do nocy. Bez przerwy. Nie chciał zostawić cię samą, a gdyby mógł to by tutaj nocował.
- Ile ja właściwie spałam? - Spytałam.
- Licząc przed i po operacji. – Urwała. – Myślę, że ponad tydzień.
- Jakoś tego nie czuję. – Mruknęłam.
Kolejni goście, a w nich nie było mojej rodzicielki. Jednak kiedy chciałam się kogoś o nią spytać wszyscy się ulotnili. Pozostało mi czekać na blondyna, który koniecznie chciał przyjść. Zastanawiałam się co bym bez niego zrobiła. Był dla mnie wszystkim i nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Leżąc na łóżku w jednej pozycji za pewne wyglądałam okropnie, a on dalej przychodził. Nie krzywił się na mój widok, tylko był rozpromieniony. To był trochę dziwne, ale może on w ogólne nie zwracał uwagi na mój wygląd? Kochał mnie za mój charakter i to kim jestem.
- Jestem najszybciej jak tylko mogłem. – Nie miał już worów pod oczami, a jego włosy nie były oklapnięte. Wyglądał na wypoczętego i o to mi chodziło. Podszedł do mnie i delikatnie pocałował w czoło. Usiadł na krześle i badawczo mi się przyglądał.
- Hej. – Znów zaskrzypiałam.
- Muszę ci coś powiedzieć.- Jego mina zrzedła.


- Coś się stało? Coś z moją mamą? Dlatego nie przychodzi? Miała wypadek? – Mimo bolącego gardła zaczęłam zadawać mu sto pytań na minutę. On tylko złapał mnie za rękę i podał białą kopertę.
- Powinnaś to przeczytać. – Zaczął wstawać, a ja nie wiedziałam co się dzieje. Co jest w środku i co najważniejsze od kogo?
- Dlaczego wychodzisz? – Spytałam zdezorientowana.
- Powinnaś przeczytać to sama. Nie chce ci przeszkadzać. – Mruknął.
- Proszę zostań. – Złapałam go za rękę.
Po tym jak usiadł otworzyłam kopertę i wyjęłam z niej białą kartkę. Bałam się ją otwierać, ale kiedyś musiałam to zrobić. Rozłożyłam i od razu rozpoznałam pismo, które należało do mojej mamy.
„Wiem, że będziesz miała mi to za złe. Tylko, że nie mogłam inaczej postąpić. Bardzo cię kocham i nie mogłam patrzeć na twoją śmierć. Nie zniosłabym tego. Nie dałabym rady jakbyś zniknęła. Jesteś dla mnie wszystkim i nie pozwoliłabym na to.
Między nami bywało różnie, szczególnie na początku.  Jednak z biegiem czasu wszystko zaczęło się naprawiać. Byłaś szczęśliwa i za pewne teraz też jesteś.
Dalej nie mogę zapomnieć, tego momentu kiedy przyszłaś na świat. Byłaś moim oczkiem w głowie i dalej tak jest. Jednak czasami bywało strasznie trudno. Zwłaszcza kiedy nie chciałaś zmienić swojego zdania. Byłaś strasznym uparciuchem Charlie.
Przepraszam, że nie byłam dla ciebie w stu procentach dobrą matką. Wiele razy cię zawiodłam i nie dotrzymałam słowa. Jednak mam nadzieje, że mi wybaczysz.
Zostawiam cię w dobrych rękach. On się tobą zaopiekuje, nawet lepiej niż ja. Kocha cię i nigdy nie zostawi. Wierzę, że jego obietnica będzie powoli spełniana.
Nigdy się nie poddawaj i dąż do tego co czego pragniesz. Jesteś silna i przezwyciężysz wszystko. Nie poddawaj się, choćby nie wiem co. Masz żyć, długo i szczęśliwie.
Wierzę w ciebie maleńka.  
                                                                  Kocham Cię – Twoja Mama.”

- Niall? – Mój głos się łamał.
- Przykro mi.
Zaczęłam płakać, nie mogłam się uspokoić. Moja mama oddała za mnie życie. To było ponad wszystko, nie spodziewałam się tego. Nie miałam pojęcia, że jest w stanie oddać mi własne serce. Po prostu nie wiedziałam.
Zaczęłam się cała trzęść, to było dla mnie zbyt wiele. Nie miałam już nikogo, straciłam ostatnią tak bliską mi osobę. Moja mama poświęciła się dla mnie. Dla córki, która czasami miała jej dość. To nie powinno tak być. To ja powinnam umrzeć, nie ona.
Poczułam jak ktoś wstrzykuje mi coś do ciała. Przyjemna substancja powoli zaczęła mną władać. Sprawiła, że przestałam się telepać i płakać. Poczułam się lepiej. W przeciągu kilku sekund czułam jak wszystkie negatywne emocje odpływają.
- Co jej obiecałeś? – Szepnęłam.
- Nigdy cię nie zostawię, nigdy nie zranię i zawsze będę cię kochał.
- Przytul mnie. – Poprosiłam.
Poczułam jak jego oddech znajduje się na mojej szyi. Chciałam się w niego wtulić i nigdy nie puszczać. Potrzebowałam jego ciepła. Jednak nie mogłam, nie byłam w stanie. Poczułam jak jego usta delikatnie muskają moje. Starł z policzka ostatnią moją łzę i mocno złapał za dłoń.
- Nigdy cię nie zostawię, nigdy nie zranię i zawsze będę kochała Niall. – Szepnęłam.

No i macie 52 rozdział.
Kolejny w niedziele.
Ps. Jadę do Poznania. :)

Ps. 2. Dziękuję wam, za to, że chcecie czytać to co pisze. Za to, że jesteście i że mogę dzięki wam wyżyć się trochę :D Pisanie to na prawdę ciekawe hobby.

Ps. 3. ZAPRASZAM NA BLOGA, na którym jest mój jeden imagin ^^ Czytał ktoś? ---> KLIK